Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
RSS
 

Archiwum kategorii ‘Referaty’

HERMENEUTYKA SPOWIEDZI I JEJ PRAKTYCZNY WYMIAR W KOŚCIELE

24 maj

W Sali Synodalnej  Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w RP  im. Księdza Biskupa  Andrzeja Wantuły w Centrum Luterańskim w Warszawie przy ul. Miodowej 21 odbyła się w czwartek, dnia 23 maja 2013 r. konferencja naukowa na temat: HERMENEUTYKA SPOWIEDZI I JEJ PRAKTYCZNY WYMIAR W ŻYCIU KOŚCIOŁA EWANGELICKIEGO”, zorganizowana przez Katedrę Teologii Systematycznej Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej (ks.biskup prof.dr hab.Marcin Hintz) oraz  Synodalną Komisję ds. Liturgii i Muzyki Kościelnej Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w RP (ks. Adam Malina, przewodniczący SKdsLiMK).

Program konferencji przedstawiał się następująco:

11.00 – Rozpoczęcie

11.10 – 13.00 – Referaty

  1. Egzegeza nakazu Jezusa z Ewangelii Jana 20,23 – prof. dr hab. Kalina Wojciechowska (ChAT)
  2. Praktyka spowiedzi w okresie Reformacji – mgr Paweł Matwiejczuk (doktorant w ChAT)

12.10 – 12.20 – Przerwa

  1. Pokuta w luterańskich księgach wyznaniowych – dr Jerzy Sojka (ChAT)
  2. Spowiedź w perspektywie duszpasterskiej – ks. dr Adrian Korczago (ChAT)

13.10-13.20 – Przerwa

13.20-13.55 Komunikaty

1. Spowiedź we współczesnym luteranizmie  niemieckim  - ks. Ireneusz Lukas (ChAT, Dyrektor Biura PRE)
2. Praktyka spowiedzi w USA i na Słowacji – ks. dr Marek Říčan (referent ds. teologii ŚKEAW, Czeski Cieszyn)
3. Formuły spowiednie w XX-wiecznych agendach i śpiewnikach polskiego luteranizmu – ks. Adam Malina (przewodniczący Synodalnej  Komisji ds. liturgii i muzyki kościelnej KEA, doktorant CHAT)

13.55-14.55 Dyskusja

15.00 – Zakończenie

W konferencji wzięli udział  duchowni z kraju (m.in. ks. radca prof. dr Marek Uglorz, ks. radca dr Marian Niemiec, ks. radca Robert Sitarek, ks. radca Marcin Undas, ks. radca Janusz Staszczak, ks. radca Jan Gross, ks. Marcin Konieczny) i z zagranicy, z Zaolzia (ks. radca Jan Cieślar, ks. senior Janusz  Kożusznik i ks. dr Marek Říčan z SCEAV, oraz ks. Tomasz Molin z LECAV), a więc z Republiki Czeskiej, nauczyciele akademiccy oraz studenci teologii Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Udział wzięli także: Ks. Biskup Jerzy Samiec, zwierzchnik Kościoła,  ks radca Grzegorz Giemza prezes Synodu, księża biskupi diecezjalni: ks. bp Jan Cieślar i ks. bp prof. Marcin Hintz, który wraz z ks. Adamem Maliną prowadził obrady konferencji, oraz Biskup Wojskowy z EDW ks. bp płk Mirosław Wola.

Przedstawione w czasie konferencji referaty, wykłady i komunikaty przyczyniły się do dyskusji na temat spowiedzi i absolucji w naszym Kościele od czasów Reformacji aż do dnia dzisiejszego.

Jako pierwszy zabrał głos Zwierzchnik Kościoła Ksiądz Biskup  Jerzy Samiec, który postawił dwa pytania pod adresem pani profesor Kaliny Wojciechowskiej odnośnie jej egzegezy słów Pana Jezusa ustanawiające absolucję z Ewangelii św. Jana 20,23: „Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.”  Ksiądz Biskup pytał od jakiego czasu obowiązuje taka egzegeza i którzy wielcy nowotestamentowcy stoją za nią?

Jako drugi zabrał głos były prezes Synodu Kościoła (2002-2007) i były przewodniczący Synodalnej Komisji Liturgicznej (1973-2007) ks. Jan Gross, który w dłuższej glosie wyjaśnił zgromadzonym sprawę usunięcia w roku 1995  (uchwała Rady Synodalnej z dnia 10 czerwca 1995) z naszego aktualnego ORDO w formule absolucji słów, które niesłusznie dostały się do  Agendy z roku  1955:

”Wszystkim zaś niepokutującym ogłaszam, że grzechy  ich są im zatrzymane.”

Ks. Jan Gross wyjaśnił, że na ten temat odbyła się w Strasburgu podczas Konferencji Luterańskich Kościołów Mniejszościowych Europy dyskusja teologiczna pomiędzy nim a teologami słowackimi (biskupi i profesorowie teologii), którzy stwierdzili jednomyślnie, że w żadnej Agendzie luterańskiej takiego  zastrzeżenia w formule absolucji nie ma i być nie może, gdyż formuła absolucji dotyczy  „pokutujących.” Nie może być w formule absolucji zastrzeżenia, gdyż formuła absolucji dotyczy tylko pokutujących, a nie niepokutujących. W jednej formule nie mogą być podane dwa różne i wykluczające się wydarzenia.  Kto nie pokutuje i nie pragnie pojednania  z Bogiem, ten przez ten sam fakt nie ma odpuszczenia grzechów.

Zmiana ta i powrót do formuły absolucji  polskiej  Agendy z roku 1888 nastąpił  w roku 1995 po  solidnej dyskusji pomiędzy naszą Komisją Liturgiczną  a wybitnym polskim nowotestamentowcem  ks. prof. dr hab. Manfredem Uglorzem.

W przygotowanym, ale nie wygłoszonym tekście (z powodu braku czasu), ks. Jan Gross miał zamiar poruszyć sprawę popularnego, niewłaściwie nieraz stosowanego nazewnictwa: „Nabożeństwo spowiednio – komunijne”, albo „Nabożeństwo komunijne”, podczas  gdy oficjalna nazwa  brzmi: „Nabożeństwo”, albo „Nabożeństwo z Sakramentem Ołtarza” , względnie „msza luterańska” [SELK] lub „wielka msza” [Kościół Szwedzki]. Właściwie powinno może być: „ Nabożeństwo Słowa i Sakramentu””

Jako przedstawiciel ewangelickich studentów teologii zabrał głos student teologii V roku studiów Jakub Retmaniak pytając Komisję Liturgiczną, czy nie ma zamiaru uzupełnić modlitwy spowiednią o słowa: „i zaniedbaniem...”? Przewodniczący Komisji Liturgicznej ks. Adam Malina odpowiedział, że Komisja to rozważy.

Ks. Jan Gross do odpowiedzi Przewodniczącego dodał, że nasza Modlitwa Spowiednia ułożona przez Marcina Lutra oparła się na ówczesnym CONFITEOR mszy rzymskiej, w którym było tylko: „quia peccavi nimis cogitatione, verbo et opere”-”zgrzeszyłem bardzo myślą, mową i uczynkiem.” Dopiero Mszał rzymski papieża Pawła VI po II Soborze Watykańskim uzupełnił te słowa o słowo ” i zaniedbaniem„.  Ks. J. Gross uważa, że jest to słuszne uzupełnienie, gdyż człowiek grzeszy nie tylko „myślą, mową i uczynkiem„, ale „i zaniedbaniem.”

Ogólnie mówiąc konferencja ta była bardzo udana i pożyteczna. Należą się słowa wdzięczności zarówno Kierownictwu Kościoła na czele  z NPW ks. biskupem Jerzym Samcem, władzom Chrześcijańskiej  Akademii Teologicznej, jak i wszystkim wykładowcom, prelegentom, organizatorom i prowadzącym. „Bóg zapłać!”

foto: Beata Michałek (BIK)

 

ZWYCZAJE POGRZEBOWE NA PRZESTRZENI OSTATNICH 50 LAT

04 maj

Samodzielny Kościół Ewangelicko – Luterański w Niemczech [SELK] w ramach tematycznych zeszytów tzw. „Luterańskiej orientacji”, jeden ze wspomnianych zeszytów, mianowicie nr 4, został poświęcony tematyce odchodzenia i śmierci w dzisiejszych czasach. Wydany on został przez stałą Komisję d/ Etyki i opatrzony słowem biblijnym z Psalmu 90,12: „Panie, naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca.

Zeszyt składa się z 7 opracowań na tematy:

  1. Umieranie i śmierć z perspektywy biblijnej,
  2. Umieranie i śmierć współcześnie,
  3. Medycyna na końcu życia
  4. Kiedy jest dozwolona pomoc w umieraniu?
  5. Prawo pacjenta,
  6. Pomoc paliatywna i praca w hospicjum,
  7. Towarzyszenie domowników przy śmierci.

Umieranie jest częścią życia. Kto się urodził, ten musi także umrzeć. Kto przyszedł na ten świat, ten też musi go opuścić. Życie jest bardzo związane ze śmiercią, a śmierć jest bliska życia. My wszyscy musimy umrzeć i stanąć przed sądem Chrystusowym. Aby nikt nie miał wątpliwości Apostoł święty Paweł przypomina nam: „Albowiem my WSZYSCY musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby KAŻDY odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe.” (2 Kor 5,10).

Stąd też Biblia naucza i przypomina nam, że krótkie jest nasze życie, że ono trwa przeciętnie zaledwie siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt lat, że jest ono jak trawa lub piękny kwiat, który rośnie, cieszy serca ludzkie, a pod wieczór usycha. Biblia mówi: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.” Taki jest los i przeznaczenie każdego człowieka. Ta bliskość życia i śmierci przyświecała zarówno autorowi średniowiecznej antyfony z XI wieku „Media vita in morte sumus”, do której ks. dr Marcin Luter napisał dwie zwrotki. Rozpoczyna się ona w polskim przekładzie od słów: ”W pośród życia, jednak wciąż śmiercią otoczeni…” i każda ze zwrotek kończy się słowami: „O, święty Boże nasz! O, święty Boże nasz! Święty i miłosierny Zbawco, wieczny Boże nasz! Nie daj w śmierci zginąć, ale łaską nas Swą darz! Kyrie eleison!” [ŚE 280]

Choć jeszcze żyjemy, to jednak już otoczeni jesteśmy śmiercią. Ona jest odwiecznym wrogiem każdego człowieka i nikt nie wie kiedy się z nią spotka oko w oko, kiedy ona odbierze nam to co mamy najcenniejszego na tym świecie – życie! A kiedy ona przyjdzie po nas, wtedy bezwarunkowo musimy odejść. Dokąd? Chrześcijanie za swym Panem odpowiadają: „Do domu Ojca!” (J 14,2), „Do wieczności!” Tam gdzie nie ma łez i płaczu, gdzie nie ma boleści i chorób, gdzie nie ma smutku, ani krzyku!” Idziemy tam gdzie wszystko jest nowym, innym, gdzie wszystko jest „totaliter alitertotalnie inne!”

A ponieważ ciało chrześcijanina jest, jak mówi Paweł Apostoł, „świątynią Ducha Świętego”, dlatego też od pierwszych wieków chrześcijaństwa było ono z największą godnością chowane w ziemi Bożej. Kiedy człowiek umierał, wtedy nad nim mówiono: „Odejdź duszo zbawiona…”, a ciało z największą godnością zostało składane w ziemi wraz z cytowanymi słowami: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz!” Na pewno tej czynności towarzyszyły w ciągu wieków różne obrzędy, różne zwyczaje.

Moim zadaniem jest dzisiaj przedstawienie tych obrzędów w ciągu ostatnich 50 lat. Dzięki Bogu, że jeszcze pamięć mnie nie myli i że jeszcze pamiętam nie tylko to co było przed 50 laty mojej pracy w Kościele, ale także i to co było przedtem, a więc w czasach mojej młodości i dziecięctwa, czyli z przed około 64, 65 laty.

Te zwyczaje były różne w różnych dzielnicach Polski, czy w różnych diecezjach naszego Kościoła.

W Diecezji Katowickiej byłem i poznałem ją dokładnie przed moją ordynacją (1945-1960), która miała miejsce  w Chorzowie w dniu 2 października 1960 r, oraz od roku 1978 przez 25 lat mojej pracy duszpasterskiej w tejże Diecezji, a więc:  Mikołów, Tychy i Orzesze). Dlatego chciałbym przedstawić najpierw zwyczaje pogrzebowe Diecezji Katowickiej.

Jako dziecko 9-letnie pamiętam śmierć mojego dziadka w styczniu 1947 r. (ojca mojej mamy), jego umieranie i pogrzeb w Chorzowie. A więc za niedługo po śmierci, po stwierdzeniu zgonu przez lekarza, przyjechali panowie z Zakładu Pogrzebowego i pokój, w którym zmarły miał leżeć aż do dnia pogrzebu, obudowali ścianami z czarnego materiału, na środku z dużym haftowanym krzyżem. Na jego tle ustawiono trumnę z ciałem mojego dziadka, a po obu stronach duże świeczniki – kandelabry i krzewy (palmy). Wieczorem śpiewaliśmy pieśni, była modlitwa i czytanie Słowa Bożego.

W dniu pogrzebu o oznaczonej porze przyszedł nasz proboszcz ks. Robert Fiszkal ubrany w togę i białą komżę cieszyńską (wtedy na całym Górnym Śląsku zgodnie z rozporządzeniem Konsystorza księża nosili w Diecezji Katowickiej do roku 1952 komżę, czyli cieszyńską albę). Po odprawieniu czynności liturgicznych w domu, cały kondukt pogrzebowy wyruszył ulicami Chorzowa na kościoła im. Elżbiety, a potem na cmentarz, gdzie wszystko odbyło się wg Agendy II Królestwa Polskiego z roku 1891, jaka była wtedy w naszym Kościele używana.

Inne pogrzeby w Chorzowie: prowadzone były z kostnicy trzech szpitali chorzowskich, albo też w szczególnych przypadkach z kościoła Elżbiety, jak to jest dzisiaj. W Świętochłowicach wszystkie pogrzeby były prowadzone z kostnicy szpitalnej do kościoła, a potem jeszcze raz koło tejże kostnicy z kościoła na cmentarz. W Katowicach pogrzeby odbywały się zawsze z kaplicy cmentarnej, za wyjątkiem pogrzebu kuratora czy pastorowej, które rozpoczynały się w kościele Zmartwychwstania Pańskiego.

W Mikołowie pogrzeby rozpoczynały się w domu żałoby, kostnicy szpitalnej,najczęściej z kaplicy cmentarnej (z r.1900) do kościoła i na cmentarz. Nigdy zwłoki nie stały w kościele w Mikołowie i Orzeszu przed pogrzebem.

W Orzeszu pogrzeb rozpoczynał się zazwyczaj w domu, lub wychodził z kostnicy szpitalnej. Tak było jeszcze, gdy objąłem w roku 1978 parafię. Potem razem z niektórymi członkami Rady Parafialnej wpadłem na pomysł, aby małą tzw. „marownię” przerobić na kaplicę przedpogrzebową. Oburzenie parafian było wielkie. Wielu stwierdziło, że nigdy nie zgodzą się aby stamtąd chowano ich zmarłych. Moją odpowiedzią było: z tej kaplicy przedpogrzebowej będziemy chowali tylko tych, którzy będą sobie tego życzyli! W Parafii nastał spokój. Po jakimś czasie coraz więcej było pogrzebów z tej kaplicy. Dziś chyba wszystkie pogrzeby zostają wyprowadzane z kaplicy do kościoła i na cmentarz. Parafia stanowczo nie godziła się jednak aby zwłoki stały w kościele. Wyjątkiem był pogrzeb ś.p. ks. konseniora Jana Karpeckiego, gdzie jego zwłoki stały przed ołtarzem od soboty do niedzielnego popołudnia tzn. do nabożeństwa żałobnego o godzinie 15.00.

Zwyczajem tu ( w Orzeszu) ale i w innych parafiach, zwłaszcza wiejskich są tzw. „czuwania przy zmarłym” polegające na tym, że w domu żałoby lub kaplicy cmentarnej wieczorami lub wieczorem gromadzą się krewni i sąsiedzi aby przy zmarłym śpiewać pieśni żałobne, czytać Słowo Boże, nieraz było czytane rozmyślanie i zmawiana modlitwa. W Orzeszu przez wiele lat prowadziła takie modlitwy zmarła niedawno organistka ś.p. Edyta Mrozik.

Przez dwa lata i trzy miesiące w latach 1960-1963 pracowałem jako wikariusz diecezjalny najpierw u boku ks. seniora Alfreda Jaguckiego, zwierzchnika Diecezji Mazurskiej (1959-1963) z siedzibą w Szczytnie, a następnie samodzielnie w parafiach Dąbrówno, Lipowo i Glaznoty pod Grunwaldem. Tu wszystkie pogrzeby, a miałem pogrzeby także w Olsztynie i w Białymstoku, w Działdowie i w Ostródzie, w Nawiadach i w Ukcie, prowadzone były najczęściej z domu zmarłego, albo z kostnicy szpitalnej, lub z kaplicy cmentarnej. Nie odbywały się pogrzeby w kościołach, za wyjątkiem pogrzebów księży i kościelnych. Istniał dziwny zwyczaj pruski, jaki jeszcze istnieje w niektórych „landach” niemieckich, że ksiądz szedł nie przed trumną, lecz za trumną, a za nim szła rodzina. Według opowiadań, podobnież na Mazurach w dawnych czasach spłoszone konie wiozące trumnę wpadły na księdza i stratowały go. Stąd też nie było na początku konduktu pogrzebowego krzyża, jak to było w innych diecezjach polskich (czy nawet w Unijnym Kościele na Górnym Śląsku). Po II wojnie światowej nasi księża w miastach mazurskich wprowadzili jednak niesienie na początku konduktu pogrzebowego krucyfiksu.

Na Mazurach na wioskach pogrzeby wyruszały zazwyczaj z domu żałoby, w miastach z kostnicy lub kaplicy cmentarnej, ale wszędzie były znane „czuwania modlitewne

Nieco specyficzną była diecezja cieszyńska, do której zostałem posłany w styczniu 1963 i w której pracowałem do końca października 1978 r., a więc przez blisko 16 lat.

W owym czasie pogrzeby poza Cieszynem i Bielskiem rozpoczynały się zazwyczaj w domu zmarłego. Przedtem rodzina i sąsiedzi gromadzili się wieczorami w domach na „czuwaniu modlitewnym”, śpiewano pieśni, czytano Słowo Boże, nieraz czytano żałobne rozmyślanie albo też kazanie żałobne z Postylli ks. Samuela Dambrowskiego. Funkcje tę spełniali tzw. „czytocy” lub „śpiewocy”.

W dniu pogrzebu o oznaczonej porze konie z bryczką lub saniami, a potem już samochodem podjeżdżano pod plebanię aby przywieźć do domu żałoby proboszcza lub wikariusza, albo obydwu razem (bardzo często!). Gdy ksiądz przyjechał do domu żałoby „śpiewok”, czyli gdzie indziej by powiedziano „kantor”, wraz ze zgromadzonymi w domu i przed domem śpiewali pieśni. Nie zawsze te pieśni były starannie dobrane. W czasie jednego pogrzebu w Goleszowie gdyśmy przyjechali razem z ks. proboszczem Tadeuszem Terlikiem, ku naszemu zgorszeniu i zawstydzeniu śpiewano na pogrzebie sędziwej staruszki pieśń: „Pan zawołał sługę swego”, a więc pieśń z pogrzebu księdza.

Ktoś z rodziny kto witał u progu domu księży, wręczał każdemu księdzu i śpiewakowi dużą świecę ołtarzową, którą nieśli w kondukcie aż do złożenia zwłok do grobu. Stąd na wielu plebaniach było setki świec tzw. „gromnic”, które miały symbolizować słowo Pana Jezusa „Niechaj świece wasze będą zapalone!” Był to jakiś stary symboliczny zwyczaj, dość uciążliwy dla księży i śpiewaka, zwłaszcza w zimę i w lecie. Nie wiem kiedy ten zwyczaj zlikwidowano, gdyż coraz bardziej księża na to narzekali. W każdym bądź razie gdzieś po roku 1978. Uroczystość żałobna w domu rozpoczynała się od pieśni, następnie ksiądz pożegnał zmarłego odpowiednim słowem Psalmu, zmówił modlitwę i pobłogosławił: „Niech ci błogosławi Bóg Ojciec, który cię stworzył…” Trumnę wynoszono z domu i dotykano trzy razy o próg domu z słowami: „Z Bogiem”. Najczęściej czynili to mężczyźni z najbliższej rodziny lub otoczenia.

Sama Diecezja Cieszyńska też różniła się sama w sobie. W powiecie cieszyńskim ksiądz zakładał na pogrzebie, podobnie jak do wszystkich nabożeństw na togę białą komżę, która miała symbolizować nadzieję i radość z zmartwychwstania Pańskiego oraz nadzieję życia wiecznego. Tylko samobójców chowano w czarnej todze, często nawet w dawniejszych czasach pod płotem cmentarnym i kondukt nie wstępował do kościoła, nie dzwoniły dzwony. Później zrezygnowano z pochówku pod płotem i kondukt wstępował do kościoła, nabożeństwo miało jednak i ma po dzień dzisiejszy charakter pokutny, a ksiądz nie przywdziewa komży.

W powiecie bielskim ksiądz występował na pogrzebie tylko w todze, na czarno.

Dziś najczęściej zwłoki naszych zmarłych przechowywane są w chłodniach i przywożone do kościoła na godzinę przed rozpoczęciem uroczystości żałobnej. Każdy pogrzeb rozpoczyna się nabożeństwem żałobnym w kościele lub kaplicy cmentarnej, a następnie udaje się na cmentarz. W wielu parafiach Śląska Cieszyńskiego, jeśli ktoś umiera w domu, Wtedy ksiądz udaje się do domu zmarłego na tzw. „wyprowadzenie z domu”.

Istniała i poniekąd jeszcze istnieje w Diecezji Cieszyńskiej jedna osobliwość. Mianowicie, przy wypowiadaniu nad grobem tzw. „Funeralii” czyli przekazania zmarłego Bogu – jego duszy i ducha nieśmiertelnego, a ciała ziemi do ziemi Bożej, ksiądz mówi przy tym:„Ziemia ziemi, prochy prochom…”, wtedy na całym świecie, po za Śląskiem Cieszyńskim, ksiądz rzuca na trumnę piasek lub ziemię. Tego nie było w „cieszyńskiej” części Diecezji. Ksiądz wypowiadał tylko słowa bez znaku, którym jest ziemia lub piasek. Wprawdzie w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, około 1966 roku Diecezja Cieszyńska uzgodniła pewne tzw. „adiafory” (z greckiego: adiaphoros – „obojętny”, rzeczy obojętne), ale nie tylko. Dziś widzę po latach, że nie są te uzgodnienia praktykowane.

Jest też dziwne, jeśli dziś ksiądz chowa prochy w urnie i mówi: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, skoro to ciało zostało obrócone w proch.

Dawniej nie chowało się urn, gdyż nie spalano zwłok, nie było krematoriów, wręcz przeciwnie, Polacy pamiętając na krematoria w obozach koncentracyjnych brzydzili się tą formą pogrzebu. Jakże wiele pod tym względem się zmieniło. Dziś nieraz częściej chowa się urny niż trumny. Dlatego Kościół powinien zmienić nieco ryt chowania urn. Przede wszystkim najpierw powinien się odbyć pogrzeb w kościele ze zwłokami zmarłego w trumnie , a potem można go wywieźć do krematorium celem spopielenia. Ksiądz powinien żegnać człowieka i błogosławić mu na ostatnią drogę, gdyż to on, zgodnie z nauką Pisma Świętego, był ”świątynią Ducha Świętego” [Czytaj: "Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka?" (1 Kor 3,16)] , a nie jego prochy. Przynajmniej tak było zawsze i jest po dzień dzisiejszy na Zaolziu w Republice Czeskiej: najpierw jest nabożeństwo żałobne w kościele lub w kaplicy i pożegnanie zmarłego spoczywającego w trumnie. Dopiero z kościoła trumna jedzie ze zwłokami do krematorium i potem dopiero następuje złożenie urny na cmentarzu lub w specjalnych kolumbariach (także i w kościele, np. Ostrawa, a Dortmundzie cały stary kościół przeznaczony jest jako kolumbarium na składanie urn z prochami zmarłych!) odbywa się w małym gronie rodzinnym lub przyjaciół. Istnieje także i taka możliwość, że tuż przed z kremowaniem zwłok ksiądz udaje się do krematorium i tam w kaplicy przedpogrzebowej odprawia nabożeństwo żałobne w nieco skróconej formie, a następnie zwłoki odjeżdżają do kremacji.

U nas w Polsce zaczyna się kształtować dziwny zwyczaj: ktoś umiera, nie ma żadnego pożegnania ani błogosławieństwa, wywozi się go z domu lub szpitala bez modlitwy i bez błogosławieństwa prosto do krematorium, a potem przywozi się do kościoła tylko urnę z prochami. Dla mnie jest to przykry rozdźwięk.

W ubiegłym roku chowałem w Cieszynie 60-letniego magistra teologii ewangelickiej, który umarł w szpitalu i który sobie życzył być skremowany. Jednak na życzenie rodziny przed wyjazdem do krematorium do Ostrawy, odbyło się w gronie najbliższych w kostnicy szpitalnej Szpitala Śląskiego w Cieszynie modlitewne pożegnanie, a więc pieśń, stosowna modlitwa, Modlitwa Pańska i błogosławieństwo, a po południu nabożeństwo żałobne w kościele Jezusowym z urną, następnie na cmentarzu ewangelickim złożenie urny do grobu rodzinnego. Jeszcze raz mocno pragnę podkreślić, że ksiądz powinien błogosławić zwłoki człowieka, a nie popiół. To powinniśmy przekazywać nieustannie naszym współwyznawcom.

Zgodnie ze starożytnym zwyczajem na Śląsku Cieszyńskim po 6 tygodniach odbywa się w kościele wspomnienie zmarłego. Skąd się to wzięło?

Otóż w starożytnym i średniowiecznym Kościele modlono się za umarłych nie tylko w rocznicę zgonu lub pogrzebu, ale też na 30 czy 40 dzień po śmierci lub pogrzebie. Coś z tego zwyczaju pozostało w Kościele Luterańskim, zwłaszcza na Śląsku Cieszyńskim, ale też na Górnym Śląsku, czy w Warszawie.

W tym miejscu należałoby się zapytać, sięgając do wczesnych zwyczajów pogrzebowych, czy luteranin powinien modlić się za umarłych? Jak ta sprawa jest postawiona w naszym Kościele? Czy luteranin może modlić się za umarłych?

Odpowiedzią na to pytanie, pragnę zakończyć moje wystąpienie.

W Biblii nie ma takiego zakazu, ani nakazu. Natomiast w jednej w niekanonicznych ksiąg biblijnych, które nie weszły do protestanckiego kanonu Biblii, ale o których ks. dr Marcin Luter powiada, że można je z pożytkiem czytać, które były w ewangelickich wydaniach Biblii i dzisiaj znowu do nich wracają jako „dodatek” jest tam na ten temat jasna wypowiedz.

Mianowicie czytamy w Księdze Machabejskiej w rozdziale 2 i w wierszach 12, oraz od 43 do 46 takie słowa:

A tak świętą i zbawienną jest rzeczą modlić się za umarłych, aby byli od grzechów rozwiązani.”

Słowa te poprzedza tekst, który mówi o dzielnym mężu imieniem Judas, który zarządził składkę, aby za te pieniądze złożono ofiarę w Jerozolimie za grzechy zmarłych, którzy zginęli na wojnie, nie porzucając jednocześnie myśli i nadziei o ich zmartwychwstaniu.

Kościół katolicki uznał, że taką ofiarą za grzechy żywych, ale i umarłych jest Eucharystia – Wieczerza Pańska, którą w sposób bezkrwawy składa kapłan we mszy świętej.

Tego właśnie nie zaakceptowała, ale wręcz odrzuciła Reformacja XVI wieku.

Z tych względów tej sprawie jasno i wyraźnie poświęcono artykuł w Apologii Konfesji Augsburskiej, czyli w Obronie Wyznania Augsburskiego, artykuł „O mszy za umarłych” (polskie wydanie str. 311). Są tu zawarte słowa, które z punktu widzenia luterańskiego problem zupełnie rozwiązują:

… scimus veteres loqui de oratione pro mortuis…”, co znaczy po polsku: „To wiemy, że dawni autorowie mówią o modlitwie za umarłych, KTÓREJ NIE ZAKAZUJEMY, lecz nie godzimy się na odprawianie Wieczerzy Pańskiej ZA umarłych na podstawie samego jej dokonania (ex opere operato)”.

Wśród naszych wiernych istnieje nieraz pewne nieporozumienie dotyczące modlitwy za umarłych. Coś innego bowiem jest modlić się za umarłych, a coś innego sprawować mszę jako ofiarę przebłagalną z Ciała i Krwi Pańskiej za dusze umarłych.

Luteranizm powiada więc: jest dozwolone modlić się za umarłych i jest niedozwolone za nich składać we mszy świętej ofiarę z Ciała i Krwi Pańskiej. Jest tu wielka różnica pomiędzy jednym a drugim

Dlaczego miałbym jednak zapomnieć w modlitwie zarówno dziękczynnej, jak i błagalnej o kimś kto był mi drogi i bliski, kogo kochałem, kto tak wiele w życiu uczynił dla mnie. Dlaczego miałbym w modlitwie zapomnieć o tych, którzy nagle odeszli z tego świata, którzy zginęli w wypadkach i katastrofach? Jeśli za nich modliłem się gdy żyli, dlaczego miałbym o nich zapomnieć, gdy z tego świata już odeszli? Tym bardziej jeśli księgi wyznaniowe luteranizmu, które są dla nas „kluczem” do lepszego zrozumienia Pisma Świętego, tego nam nie zakazują?

Księgi wyznaniowe luteranizmu zakazują po prostu nie modlitwy za umarłych, lecz składania za nich ofiary mszy św. Dlatego luteranie nie powinni pozwalać, aby za nich po ich śmierci, lub za innych umarłych luteran odprawiano katolicką mszę św. Bo taka myśl jest obca duchowi luterańskiemu, gdyż jedyna ofiarę, która nigdy nie może być powtórzona w sposób bezkrwawy, jest krwawa ofiara Pana Jezusa na krzyżu Golgoty za nasze grzechy. Kto tę ofiarę za życia przyjmował, ten i po śmierci będzie zbawiony, jak mówi Apostoł Paweł do zboru w Tesalonikach: „A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei.” (1 Ts 4,13) Co do tych, którzy zasnęli we wierze mamy pewność ich zbawienia.

Natomiast ofiara, którą Pan Jezus złożył na krzyżu Golgoty jest ofiarą za żywych i dla żywych. Dlatego luteranizm nawet nie wyklucza w czasie pogrzebu sprawowania Komunii Świętej dla żywych, dla tych, którzy pozostali, którzy są zasmuceni, którzy potrzebują umocnienia i pocieszenia.

Dwaj wielcy luteranie, którzy żyli na przełomie XX i XXI wieku, a więc w naszych czasach, których dobrze znałem jakieś 25 lat, mieli właśnie to pragnienie, aby w czasie ich pogrzebów, odbyła się Eucharystia dla ich rodzin, wokół ich trumien. Mieli to życzenie aby „Kościół ziemski” połączył się z „Kościołem niebiańskim” w wielkim uwielbieniu majestatu Bożego: „Święty, święty, święty…”

Byli to: ks. biskup prof. dr Joachim Heubach (zmarł 29 X 2000 r. w Fissau / Eutin), biskup Krajowego Kościoła Ewangelicko – Luterańskiego w Schaumburg-Lippe, a zarazem długoletni przewodniczący Luterańskiej Konferencji Liturgicznej Niemiec i później prezydent Martin-Luther-Bund (Związku Marcina Lutra) w Erlangen, oraz ks. biskup prof. dr Christian Zippert (zmarł 15 VIII 2007 r. w Marburgu), członek i „starszy” Bractwa Archanioła Michała (Michaelsbruderschaft”), długoletni członek Luterańskiej Konferencji Liturgicznej Niemiec i biskup Ewangelicko – Unijnego Kościoła Krajowego w Kassel.

Tak wspominała małżonka biskupa Joachima Heubacha, pani Hildegarda Heubach w liście m.in. i do mnie z dnia 12 grudnia 2000 r. o pogrzebie swego męża:

„ … Było to piękne nabożeństwo (pogrzebowe), które mogliśmy przeżyć w Eutin w kościele św. Michała. Wielkie zgromadzenie zborowe, które jeszcze raz razem z nami świętowało Wieczerzę Świętą, podczas której trumna z Achimem stała w centrum. Taka bowiem była suma jego nauki…” Tego życzył sobie Biskup w swoim testamencie, gdyż „Ciało i Krew Jezusa Chrystusa strzeże nas do życia wiecznego.”

A o pogrzebie biskupa Christiana Zipperta czytamy, że odbył się w niedzielę, dnia 19 sierpnia 2007 r. w ogromnym kościele św. Elżbiety w Marburgu i zgodnie z jego testamentem żona rodem z Katowic, dzieci i rodzina, oraz wielu przyjaciół i wiernych przystąpiło w czasie pogrzebu do Komunii Świętej.

Tak więc Sakrament Ołtarza sprawowany w Kościele Luterańskim w czasie pogrzebu jest posileniem dla zasmuconych, a nie ofiarą za zmarłego. Tu teologia luterańska i katolicka różnią się zasadniczo.

Komunii Św. jako posilenia dla żywych Kościół nasz nie odmawia pozostałej rodzinie. Dlatego też przy wspomnieniach umarłych po 40 dniach (6 tygodniach), po roku lub po roku liczonym od 6 tygodni po pogrzebie, czyli roku i 6 tygodniach, często wspominający swoich zmarłych dla swego posilenia duchowego przystępują do Sakramentu Ołtarza.

Także w naszych Agendach pogrzebowych i śpiewnikach kościelnych [ŚE 901-955} znajduje się wiele modlitw i pieśni za tych, którzy odeszli. Są to niekiedy modlitwy dziękczynne za ich życie, ale też i modlitwy przyczynne o ich zbawienie.

Wspomnijcie wraz w swych modłach nas, przed Panem chcemy wspomnieć was”. [ŚE 955]

(Referat wygłoszony na konferencji – rekolekcjach księży Diecezji Katowickiej w roku 2011)

 

KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-LUTERAŃSKI O MARII PANNIE, MATCE BOŻEJ

02 lut

KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI [=LUTERAŃSKI] O MARII PANNIE, MATCE BOŻEJ

Kościół Ewangelicko-Augsburski wyrósł z szesnastowiecznej reformacji luterańskiej. Swoją naukę opiera jednak nie tyle na wypowiedziach ks. dr. Marcina Lutra i na jego pracach naukowych, co na księgach symbolicznych, czyli Corpus Doctrinae, które poprzedzone trzema ekumenicznymi wyznaniami wiary z roku 1580 ukazały się jako Liber Concordiae – Księga Zgody. Księga Zgody do dnia dzisiejszego jest oficjalnym wykładem doktryny luterańskiej i wiąże wszystkie Kościoły ewangelicko-luterańskie (czyli augsburskie) w jeden Kościół o jednej doktrynie.

Jedyną normą wszelkiej doktryny kościelnej według luteranizmu jest Pismo Święte. Ono jest dla luteran „norma normans„, podczas gdy Księgi symboliczne są „norma normata” wykładem Pisma Świętego według rozumienia luterańskiego.

Księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-luterańskiego zawierają z jednej strony pełną naukę katolicką w rozumieniu powszechności, zawartą w trzech wyznaniach wiary pierwotnego Kościoła: wyznania apostolskiego, nicejsko-konstantynopolskiego i atanazjańskiego. Symbole luterańskie powstałe w czasach Reformacji XVI wieku także zgadzają się z nauką zawartą w starokościelnych symbolach wiary.

Luterańska doktryna nie zawiera specjalnej dziedziny wiedzy teologicznej, którą inne Kościoły chrześcijańskie nazywają „„Mariologią”„. Luterańska „mariologia” wiąże się ściśle z nauką o Synu Bożym Jezusie Chrystusie, głównie z Jego inkarnacją. Tak też luteranizm postrzega mariologię w Piśmie Świętym. Maria Panna występuje w Piśmie Świętym tylko w związku z osobą Jezusa Chrystusa, z Jego wcieleniem się przed 2000 laty.

Zarówno Marcin Luter, jak też luterańskie księgi wyznaniowe podkreślają głównie macierzyństwo Marii, jej wiarę, jej cnoty, takie jak: pokora, uczciwość, uniżenie się, zaufanie Bogu, zupełne oddanie siebie samej i swego ciała na służbę Pana Boga.

l. Marcin Luter o Marii Pannie

W katolickiej książce pt. ‘Życie Maryi, Matki Bożej‘ (Warszawa 1955) napisanej przez teologów katolickich A. Nicolasa i ks. prof. dr. Eugeniusza Dąbrowskiego, wydanej w Warszawie przed 40 laty, jest powiedziane wprost, że Marcin Luter najgłębiej pojął i najtrafniej uchwycił tajemnicę życia Maryi. Autorzy ci uważają, że żaden z wielkich katolickich teologów nie był tak wielkim „panegirystą Boskiej Dziewicy Maryi” co … Luter.

Jest to więc ciekawa opinia teologów z czasów, gdy ruch ekumeniczny nie był jeszcze znany w Kościele rzymskokatolickim.

Dlatego takie stwierdzenie musi prowadzić do głębszych badań nad nauką Marcina Lutra i ksiąg symbolicznych Kościoła wyrosłego z reformacji luterańskiej XVI wieku. Takie uczciwe przedstawienie nauki luterańskiej dotyczącej mariologii i mariolatrii, zwłaszcza w Polsce, gdzie panuje jeszcze wiele wzajemnych uprzedzeń wyrosłych właśnie na tym tle, jest to konieczne i celowe. Bowiem przeciętnemu ewangelikowi rozmawiającemu z przeciętnym katolikiem wydaje się, że Kościół katolicki to Kościół maryjny, a Kościół ewangelicki to Kościół Chrystusowy, bo w jego centrum stoi Chrystus, zgodnie z reformacyjnym pryncypium „SOLUS CHRISTUS”. Natomiast przeciętnemu katolikowi rozmawiającemu z przeciętnym ewangelikiem wydaje się, że Kościół ewangelicki jest Kościołem antymaryjnym, przeczulonym na mariologię, której nie może zrozumieć.

Jak już powiedzieliśmy, Marcin Luter i reformacja luterańska nie stworzyły jakiejś specyficznej, odrębnej mariologii, a tym bardziej mariolatrii (kult maryjny) , ale też nie były uczulone na to zagadnienie. Marcin Luter rozpatrywał mariologię zawsze w kontekście Chrystusa. On patrzył na Marię w kontekście ziemskim, a nie niebiańskim. On odróżniał cześć należną człowiekowi od czci Boskiej. Atrybuty Chrystusa nie przechodziły automatycznie na Marię. Niemniej nie przeszkadzało mu nazwać Marię Pannę „największą niewiastą w niebie i na ziemi„, ani „najwyższą, najszlachetniejszą, najświętszą Matką….„, „najdrogocenniejszym klejnotem po Chrystusie w całym chrześcijaństwie„. Z całym Kościołem Powszechnym wszystkich wieków Marcin Luter wyznawał: „Maria była czystą, nieskalaną Dziewicą i stała się Matką Bożą przez Ducha Świętego„. Klasycznym wyrazem takiej nauki są dwie jego pieśni na Boże Narodzenie:

Pochwaleń Jezu Chryste bądź, że raczyłeś ciało wziąć Z DZIEWICY CZYSTEJ, radość stąd, Więc chwali Cię aniołów rząd. Kyrie eleison!

Tę pieśń najnowszy Śpiewnik ewangelicki dla Kościołów języka niemieckiego (EG 23) podaje na pierwszym miejscu pieśni bożonarodzeniowych, w ten sposób uważając ją za największą pieśń bożonarodzeniową. Znajduje się ona oczywiście także w polskim Śpiewniku Ewangelickim z roku 2002 pod numerem 71.

Druga pieśń Marcina Lutra, którą śpiewa cały świat luterański w Boże Narodzenie (EG 24) (Śpiewnik polski nr 54, 2) mówi: „Słuchajcie! Oto Bóg wam śle Anielskiej krasy Dziecię Swe, Z DZIEWICY czystej daje rad Dzieciątko, Które zbawi świat

Tak więc w obydwu pleśniach podkreśla Marcin Luter zarówno „dziewictwo” jak i „czystość” Marii, Matki naszego Pana.

Marcin Luter stał także na stanowisku starej nauki Kościoła, że Maria była „zawsze Dziewicą” [seper Virgo, Aeiparthenos, immer warende Jungfrau]. W swoich pismach i kazaniach Reformator bronił przede wszystkim orzeczenia III Soboru Ekumenicznego w Efezie z roku 431 o Marii Pannie jako THEOTOKOS (Dei Genitrix, Mutter Gottes, Matka Boża, Boża Rodzicielka). Uważa on, że Sobór ten właściwie nic nowego „nie podał do wierzenia, jak tylko stanął w obronie starożytnej wiary przeciwko herezji Nestoriusza„. Jedynie w tej nazwie widział Luter wielkość, wywyższenie i cześć, jaką można oddać Bożej Rodzicielce.
Marcin Luter mówi:

Być Matką Bożą jest przywilejem tak wielkim, tak zaszczytnym, że przekracza wszelkie zrozumienie. Żadne wywyższenie, żadna szczęśliwość nie może się porównać z chwałą osoby, która jedyna spośród całego rodzaju ludzkiego została wyniesiona do tego, nie mającego sobie równych przywilejów, ażeby mieć z Ojcem niebiańskim wspólnego (jedynego) Syna. W tym jednym słowie mieści się cała chwała Maryi. Nikt nie zdołałby nic wspanialszego na jej cześć powiedzieć, nawet gdyby posiadł tyleż języków, ile jest kwiatów i traw na ziemni, gwiazd na niebie i ziaren piasku na dnie mórz„.

Luter odrzuca więc stanowczo naukę Nestoriusza o „CHRISTOTOKOS„, którą dziś niestety wyznaje wielu protestantów.

Swoją wiarę Marcin Luter wyraził w słowach Małego Katechizmu: „Wierzę, że Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg, z Ojca w wieczności zrodzony i zarazem prawdziwy człowiek, z Marii Panny narodzony, jest moim Panem…
Dla niego Maria Panna jest nie tylko Matką prawdziwego Człowieka, ale też Matką prawdziwego Boga. Dlatego zawsze nazywa ją „Mutter Gottes” – Matką Bożą., albo „naszą kochaną Panią.” Mimo to uważa, że jej życie „nie jest chwałą jej osoby, lecz jedynie chwałą okazanej jej niezmiernej łaski Bożej„.

Dla Lutra Maria nie jest pełną łaski, ale jest ona obdarzoną łaską od Boga. I z tego względu jest ona wolna od wszelkiej wyniosłości i pychy. Dla całego chrześcijaństwa może być ona wspaniałym przykładem miłości i karności. Najwyżej cenił Luter u niej jej wiarę, która spowodowała, że „z spróchniałego korzenia wyrosła przepiękna różdżka„.

Mówił on tak: „Skoro zgodnie z powszechnym mniemaniem wiary z pnia jałowego i spróchniałego korzenia miały wyrosnąć różdżka i kwiat Jessego, trudno byłoby wbrew wszelkim pozorom uwierzyć, aby tym korzeniem mogła być Boska Dziewica Maria.” Moim zdaniem – mówił Luter – „została ona określona tym mianem pnia i korzenia jałowego tylko dlatego, że stała się Matką w sposób nadprzyrodzony, bez naruszenia kwiatu jej dziewictwa, podobnie jak w przyrodzie nie zdarza się, aby z martwego pnia mogła wyrosnąć latorośl. (…) Różdżka i kwiat wychylają się na świat z ubogiej istoty, której by córki arcykapłanów Annasza i Kajfasza nie uznały za godną najmniejszych względów„.

Ówczesnym zwyczajem Marcin Luter odprawiał także nabożeństwa w święta maryjne. Uważał, że należy celebrować nabożeństwa przede wszystkim w te święta, które mają swoje uzasadnienie w Nowym Testamencie. W pozabiblijne święta wygłaszał również kazania „ze względu na Ewangelię zwiastowaną” przy tej okazji.

Znane są kazania Marcina Lutra wygłaszane w święta maryjne:

* Oczyszczenie Maryi Panny (2 II),
* Zwiastowanie Maryi Pannie (25 III),
* Nawiedzenie Maryi Panny (2 VII),
* Wniebowzięcie Maryi Panny (15 VIII).

Tzw. kazania maryjne znane są także w Postylli zwanej „Dambrówką” wybitnego polskiego biskupa luterańskiego w Wielkopolsce, a potem na Litwie i Żmudzi ks. Samuela Dambrowskiego (1577-1625).
W roku 1522 Marcin Luter wydaje swoją „Betbüchlein” (Modlitewnik), w której objaśnia pozdrowienie anielskie „Ave Maria„. W swoich wywodach wyjaśnia, co to jest właściwe „Ave Maria„, jak należy się do tego pozdrowienia ustosunkować i jak należy właściwie czcić Matkę Bożą. „Chciałbym – mówi Maricin Luter – aby przez Nią chwalić łaską okazaną jej przez Boga i dziękować jej nie inaczej, jak ona dziękuje za otrzymane dobra od Boga i jak sama wyznaje w Magnificat„.

Dalej wyjaśnia, że „Ave Maria” nie jest ani modlitwą, ani też westchnieniem. Ponieważ jednak te słowa są wypowiedziane pod natchnieniem Ducha Świętego, dlatego nic należy ich potępić. Uważa, że słowa „Ave Maria” można traktować dwojako: jako rozważanie nad łaską daną przez Boga lub jako życzenie, aby Maryja była przez wszystkim ludzi uznana.

Bardziej jednak przychyla się Reformator do pierwszego stanowiska, a to dlatego, że „Łaska Boża napełnia ją wszelkim dobrem i chroni ją od wszystkiego złego„.

Na zakończenie książeczki modlitewnej Luter wyraża się bardzo dosadnie o posługujących się różańcem i „Ave Maria„. W każdym bądź razie wyraża się bardzo negatywnie o posługujących się różańcem. Na zakończenie powiada, że „Matka i Owoc bywają dwojako błogosławieni; cieleśnie i duchowo. Cieleśnie, ustami i słowami Ave Maria„. Duchowo czynią to ci, którzy sercem jej Dziecię – Chrystusa we wszystkim chcą widzieć: w słowach, w czynach, w cierpieniu, w chwale i w błogosławieństwie.

Drugą większą wypowiedzią Marcina Lutra jest jego Komentarz do hymnu Maryi „Magnificat„. Treść tego komentarza będzie tu w osobnym referacie przedstawiona. Niezależnie od tego chciałbym przekazać kilka wypowiedzi Marcina Lutra do Magnificat.

Reformator pyta: „Czy nie sądzicie, że serce Marii było sercem zaiste niezrównanym? Oto wie ona, że jest Matką Bożą, wyniesioną ponad wszystkich ludzi – mężczyzn i niewiasty, a jednak trwa w niezmiennej prostocie, szczerości, wyrzeczeniu, tak że nawet najlichszej sługi nie pozwala stawiać niżej od siebie. O, jakże dalekie od tego serca są nędzne serca nasze, które zależne od podmuchów losu nadymają się pychą lub wiotczeją zniechęceniem, ustawicznie miotane między upodleniem a wyniosłością. Natomiast niewzruszone serce Maryi pozostaje zawsze jadnakie, zachowuje równość niezachwianą, pozwala Bogu działać w sobie według Jego woli, upodobań, nie odczuwając przy tym nic krom wielkiej, mocnej pociechy, radości i ufności w Nim.

Zanurzona w otchłani klęsk i goryczy, obdarzona jedynie nieszczęściem i boleścią, nie szuka pociechy. Krzepi się jedynie niezłomną pewnością, że Bóg jest dobry, choćby nawet nie zawsze dawał to odczuć. Trwa niezmienna wśród zmiennych kolei, zawsze jednak wielbiąc i miłując dobroć Bożą, czy to okazywaną, czy niewyczuwalną.

Nie opiera się nigdy na doznanych dobrodziejstwach, toteż nie chwieje się nigdy, gdy usuwają się jej z rąk. Okazuje się zawsze jednakowo prawdziwą Oblubienicą Chrystusa, która nie do Jego darów, lecz do Niego samego przywiązana, nie uważa, aby stawał się milszy, gdy wszystko układa się po jej myśli, lub był jej mniej miły, gdy wszystko przeciwko niej się obraca. O prostoto! O, czystości serca! O, Dziewico Przedziwna, jakież mnóstwo rzeczy wielkich kryje się pod twą pokorą„.

W kazaniu na Dzień Nawiedzenia Marii Panny (Sermon auf Ev. Lucae „Maria stand auf” z roku 1523) podkreśla wittenberski Reformator nie tylko silną wiarę Marii i Elżbiety, ale z całą stanowczością znów twierdzi, że „Maria jest Matką Bożą [Mutter Gottes]. Choćby cały świat inaczej mówił, to jednak tak pozostanie„.

Luter w swoich kazaniach stawia swym parafianom wittenberskim (choć nigdy nie był proboszczem, proboszczem miejskiego kościoła Marii Panny w Wittenberdze był jego przyjaciel ks. Jan Bugenhagen)

Miasto Lutra - Wittenberg: miejski kościół Marii Panny

za wzór i przykład: miłość oraz wolność od wszelkiej pychy, z którą na każdym kroku spotykamy Marię. Omawiając historię odwiedzin Marii u swojej krewnej Elżbiety, Luter powiada: „Mogła była powiedzieć: mam teraz dosyć, jestem MATKĄ BOŻĄ i mam Syna Bożego w swoim żywocie, byłoby mi wstydem, żebym komukolwiek służyła: powinnam siedzieć w fotelu i mieć wokoło siebie sześć służących, które by mi służyły. Ale ona tego nie czyni, idzie dalej i chce innym służyć„.

W kazaniu na tę samą uroczystość w roku 1533 reformator Marcin Luter nazwał Bogarodzicę: „Niewiastą ponad wszystkie niewiasty, księżną pośród całego rodzaju ludzkiego. Żadna niewiasta na ziemi nie jest Ci równa. Takiej Matki jak Ty nie ma na ziemi, bo Ty jesteś Matką Pana mojego i owoc Twojego żywota jest ponad wszystkie owoce żywota„.

W kazaniu na Dzień Zwiastowania MP w dniu 25 marca 1523 r. nazwał ją ks. dr Marcin Luter: „naszą kochaną Panią„. Tu jak zwykle Luter dostrzega i podkreśla u Marii jej głęboką wiarę, z której przykład powinni brać wszyscy chrześcijanie. Ona bowiem uwierzyła w to, co nie zgadza się ze zdrowym rozsądkiem, naturą i stworzeniem. Uwierzyła w dziewicze narodzenie się Chrystusa z niej. Luter w tym kazaniu powiada: „Ona mogła również i tak powiedzieć: Czym jestem? Biednym robakiem jestem i ja mam urodzić takiego Króla? Tym samym mogłaby zwątpić w to, ale ona zamyka oczy i ufa Bogu, że On jest w stanie dokonać tych wszystkich rzeczy, którym przeciwny jest rozsądek i wszystkie stworzenia„.

Jednocześnie wyraża Reformator obawy, że Ewangelia na Dzień Zwiastowania może być przez niektórych ludzi źle zrozumiana albo też spłycona. Twierdzi jednak, że mimo tego „trzeba ją głosić, gdyż Bóg tak chce„. W kazaniu opartym o tekst Łk 11,27-28 ks. dr Marcin Luter stwierdza, że „Chrystus chciał być narodzony z Panny przez Ducha Świętego, gdyż w ten sposób nie został pokalany grzechem pierworodnym„. Dlatego też Luter uważa, iż „żadna niewiasta nie jest ani też nie była tak święta jak ona„. Mimo, że Pismo Święte nic nie wspomina o Wniebowzięciu Marii Panny, to jednak ks. dr Marcin Luter odprawiał również nabożeństwa w Dzień Wniebowzięcia MP (15 sierpień) jak już to powiedziałem, ze względu na możliwość głoszenia Ewangelii.

Rozumowanie Marcina Lutra na temat wniebowzięcia jest logiczne, a zarazem i biblijne.
Należy pamiętać, że wtedy jeszcze nie był znany dogmat o ASUMPTIO (Wniebowzięcie). Marcin Luter w tym kazaniu mówi o życiu wiecznym i zmartwychwstaniu. Wprawdzie stwierdza, że z przeczytanej Ewangelii nie można się nawet domyślić, aby Maria została wniebowzięta, ale dla nas „jest wystarczające, że wiemy: ona żyje w Chrystusie tak jak to Bóg powiada w Ewangelii Mt 22,32 i 2 Mż 3,6″.

Stwierdza, że jeśli „Bóg jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, to oni muszą żyć (…). A jednak mówimy, że ojcowie (Abraham, Izaak i Jakub) żyją, to jest nam potrzebne byśmy wierzyli, że Matka Boża też żyje”. Nie rozprawia się tu Luter z tym, czy ona została wziętą z ciałem i duszą do Nieba, czy też zasnęła, czy umarła śmiercią naturalną, gdyż o tym nic nie pisze Pismo Święte, ale stwierdza krótko: „… jak to możliwe, to pozostawmy drogiemu Bogu„.

Krótko mówiąc: w kazaniu tym Marcin Luter całkowicie popiera pogląd św. Augustyna i św. Hieronima.

2. Marcin Luter a pobożność maryjna w Kościele

Marcin Luter odnosił się z wielkim szacunkiem i czcią do Marii, Matki naszego Pana. To jest niewątpliwie prawdą. Tak na ten temat się wypowiada:

Zaprawdę, Maria jest godną chwały i nigdy nie może być dosyć chwalona”. „Powinno się także Ją czcić…” Niemniej cześć w duchu Ewangelii i Kościoła Reformacji wyobraża sobie zupełnie inaczej niż wyniósł to ze swojego dotychczasowego Kościoła. Uważa, że Matkę Bożą należy czcić, „ale trzeba uważać, aby ją czcić prawidłowo. Powinniśmy Matkę tak wychwalać i sławić, abyśmy tego Dzieciątka, które Ona urodziła, nie utracili z oczu i serca, i abyśmy tego skarbu, który nam się narodził nie poważali mniej niż Matkę. Kiedy Matkę tak chwalimy, powinno to być jak kropla w porównaniu z chwała należna Dzieciątku, chwałą tak wielką, jak daleko sięgające morze„.

Stąd poważna obawa ks. dr. Marcina Lutra, „aby się jej nie postawiło wyżej niż powinna być (…), aby przez to Chrystus nie byt pomniejszony i przez to serca nie były nastawione więcej do Marii, niż do samego Chrystusa„.

Aby takich nadużyć w Kościele nie było i aby Kościół czcił ją prawidłowo, tzn. zgodnie z nauką Pisma Świętego, Marcin Luter odrzuca z kultu maryjnego pewne elementy dotychczasowego kultu.

Gniewa się Reformator wittenberski na średniowieczną antyfonę „Salve, Regina”. Mówi on następująco na ten temat: „Bądź pozdrowiona, Królowo miłosierdzia, nasze życie, nasza słodycz, nasza nadzieja – czy to nie za wiele? Kto chce za to odpowiadać, że Maryja ma być naszym życiem, naszą słodyczą i miłosierdziem? Wszak Ona sama przestaje na tym, że jest ubogim naczyniem i służebnicą Pana. Czy nie jest to zniewagą uczynioną Chrystusowi, że przydaje się do stworzenia to, co Bogu jedynie przynależy?” – pyta Marcin Luter. Ponieważ Pismo Święte mówi: „Jeden jest pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5), dlatego Luter pyta: „Po co więc do serdecznego stosunku wiary łączącego chrześcijanina ze swoim Panem wstawiając Marię lub innych świętych? Czyż Pismo Święte nie nazywa całego Kościoła Oblubienicą Chrystusa? Czy nie jest to zniewaga Boga, jeżeli staje ona jako pośredniczka między Chrystusem a jego wiernymi rozdaje łaskę i ściąga na siebie ufność serca? Jeśli Bóg pomaga, czyż potrzeba mi pomocy Maryi lub innych świętych?” – pyta dalej Luter. Dlatego z całą stanowczością odrzuca Luter Salve, Regina w słowach: „Powinno się Ją chwalić nie wieloma „Salve, Regina”, ale tak jak Ona była biedną dziewczyną, na którą Bóg wejrzał w jej poniżeniu„.

Jak już wspomnieliśmy, Luter odrzucił z ewangelickiej pobożności zarówno różaniec, jak też orędownictwo i pośrednictwo Matki Bożej skreślając na zawsze z ewangelickich modlitewników słowa: „Maria! Ora pro nobis„. Luter jednak nie poszedł tak daleko w reformie kultu jak szwajcarski reformator ks. Ulrich Zwingli czy też „prorocy zwikauscy” i prof. Karlstadt.

Dlatego w luteranizmie pozostały po dzień dzisiejszy w kościołach figury (Heilsbronn k. Norymbergi) i obrazy Marii, czy też nazwy kościołów noszących imię Marii Panny.

Maria Panna w ołtarzu kościoła ewangelicko-augsburskiego w Szczytnie (1718)


W Polsce np. figura Marii Panny znajduje się w ołtarzu (1718) kościoła ewangelicko-augsburskiego w Szczytnie na Mazurach,

Szczytno: Ołtarz kościoła ewangelickiego z r. 1718


a kościół ewangelicko-augsburski na Dolnym Śląsku w Legnicy z XII wieku oraz kościół ewangelicki w Lubaniu Śl. z roku 1384 noszą po dzień dzisiejszy imiona Marii Panny.

Legnica: ewangelicko-augsburski kościół Marii Panny (XII wiek)


Lubań Śl. - ewangelicki kościół Marii Panny


Imię Marii Panny nosi słynna katedra luterańska w Kopenhadze, której ołtarz przedstawia rzeźbę słynnego artysty Bertela Thorvaldsena (1829): „Chrystus Pan błogosławiący wśród apostołów”.

Katedra ewangelicko-luterańska w Kopenhadze p.w. Marii Panny



W Dreźnie zbudowany w latach 1726-1743 przez luteran piękny luterański kościół mariacki („Marienkirche”, dawniej: „Naszej kochanej Pani”) został na nowo od podstaw odbudowany po okropnych zniszczeniach wojennych z 13/14 lutego 1945 r.

Drezno: ewangelicko-luterański kościół Marii Panny (na nowo wzniesiony 2005)


Dla władców NRD i ich polityki ateistycznej miał być on (gruzy) symbolem tego, jak to w gruzach niebawem legnie pod wpływem ateizmu wszelki Kościół i wszelka wiara w NRD, a stojąc na tle gruzów Marcin Luter będzie patrzył z cokołu pomnika na zanik wiary chrześcijańskiej, podobnie jak teraz na te gruzy kościoła Marii Panny (niedaleko kościoła św. Krzyża). Taka była oficjalna nauka przewodników oprowadzających licznych turystów po tym terenie. Jednak Boże myśli i Boże drogi są inne. W czasie pokojowej rewolucji (Wende), runął w gruzy NRD-owski ateizm i socjalizm, a z gruzów powstał na nowo w latach 1994-2005 przepiękny ewangelicko-luterański kościół Marii Panny (Frauenkirche) i uroczyście poświęcony przez ewangelicko-luterańskiego biskupa Krajowego Kościoła Saksonii (Drezno) w przeddzień Święta Reformacji, dnia 30 października 2005 r.
Dziś wokół niego i w nim codziennie gromadzą się tysięczne rzesze turystów, słuchaczy pięknej muzyki koncertowej i ludzi wierzących przychodzących gromadnie na nabożeństwa.

Maria bowiem dla luteranina, jak i dla każdego chrześcijanina, jest wzorem godnym naśladowania, wzorem w naśladowaniu „wiary, wielkiej pokory i subtelnego, niewinnego zachowania się wobec ludzi„. O tym ma także przypominać każdy kościół noszący jej imię.

3. Księgi symboliczne luteranizmu a kult maryjny

Księgi symboliczne dla Kościoła ewangelicko-luterańskiego jak już powiedzieliśmy są „norma normata„. One są kluczem do Pisma Świętego, które jest „norma normans” dla luterańskiego teologa przy wykładzie Pisma Świętego, w zwiastowaniu katechetycznym i homiletycznym. Księgi symboliczne luteranizmu wypowiadają się konkretnie i jednoznacznie na temat naszego stosunku do kultu Marii Panny.

Oto Matka twoja - oto syn Twój: obraz ołtarzowy w kościele ewangelickim w Sopocie.

Oto Matka twoja - oto syn Twój: obraz ołtarzowy w kościele ewangelickim w Sopocie


Stanowisko Reformatora Lutra do problemu mariologii i mariolatri było raczej łagodne, a zarazem biblijne.
Bardziej powściągliwe, jeśli nawet nie wręcz negatywnie, na ten sam temat wypowiadał się genewski reformator ks. Jan Kalwin (Genewa).

Ks. Jan Kalwin usunął z kultu i nauczania nie tylko to, co sprzeciwiało się wyraźnie Pismu Świętemu, ale nawet i to, o czym Pismo Święte nie wspomina lub nawet wyraźnie nie sprzeciwia nauce Pisma Świętego.
Księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-augsburskiego albo „Luterańskiego” poszły oczywiście za nauką Reformatora wittenberskiego.

CONFESIO AUGUSTANA – KONFESJA AUGSBURSKA (CA) obok obu Katechizmów ks. dr. Marcina Lutra jest najstarszą z ksiąg symbolicznych luteranizmu. Ona nie mówi nic bezpośrednio o kulcie Marii Panny, ani też o nauce na ten temat.

Artykuł 21 mówi jednak ogólnie „o czci świętych„. Matka Boża, Maria Pana według ksiąg symbolicznych należy oczywiście do grona świętych i dlatego to, co jest powiedziane w 21 artykule Wyznania Augsburskiego, dotyczy także Marii. „O czci świętych nauczamy, że pamięć świętych może być postawiona jak wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków„. — tak czytamy w 21 artykule CA.

Pamięć świętych nie może jednak prowadzić do „wzywania świętych, albo błagania pomocy od świętych„. Zgodnie z I listem św. Jana jedynie Chrystus jest Najwyższym Orędownikiem i On jedynie może nas wysłuchać i chce nas wysłuchać.

APOLOGIA KONFESJI AUGSBURSKIEJ (ACA) w XXI artykule powołuje się na autorytety Ojców Kościoła i najstarszych pisarzy kościelnych, którzy nic nie mówią o wzywaniu świętych („Hieronimus redet nicht von anrufen der Heiligen, sondern von Heiligen ehren„).

Nie znaczy to jednak, aby świętym nie miało się oddać należnej im czci. Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy wzywaniem a oddawaniem czci świętym. Według Apologii istnieją trzy sposoby oddawania czci świętym:
Po pierwsze: abyśmy Bogu dziękowali, że On na tym świętych przykładzie ukazuje nam Swoją łaskę i dary, które istnieją w Kościele, aby je chwalić, a świętych należy chwalić tak, jak Chrystus w Ewangelii chwalił wiernego sługę. Po drugie: na przykładzie świętych uczymy się wiary oraz ją wzmacniamy. Po trzecie: Powinniśmy naśladować ich wiarę, miłość, cierpliwość – każdy w swoim powołaniu„.
Apologia gorszy się jednak zwyczajem wzywania Marii w godzinę śmierci, gdy się prosi: „Maria mater nos ab hoste protcge in hora mortis sucipae„. Apologia jest przeciw temu, aby Maria mogła „oret pro ecciesia” („prosić za Kościół”).

Ta sama księga symboliczna oddaje jedanak Marii należna jej cześć, określając ją w samych superlatywach: „Dignissima amplissimis honoribus” („najgodniejsza najwyższej czci„) ze wszystkich ludzi na ziemi i zbawionych w niebie. Jest to oczywiście cześć ludzka, a nie Boska.

ARTYKUŁY SZMALKADZKIE z roku 1537, które napisał sam Marcin Luter pierwotnie na Sobór do Mantui, który jednak nie doszedł do skutku, mówią w II swej części w artykule De invocatione sanctorum potwierdzają dotychczasową naukę o świętych. Marcin Luter pisze: „Wzywanie świętych jest także nadużyciem bezpodstawnym i bezskutecznym. To, że aniołowie w niebie za nas się modlą (jak i Chrystus to samo czyni), jak to czynią święci na ziemi, a może i w niebie, wcale nie znaczy, abyśmy aniołów i świętych też wzywali, modlili się do nich, urządzali im uroczyste msze, ofiary, kościoły, ołtarze (…), gdyż taka chwała należy się jedynie Bogu„.

Pierwsza część Artykułów Szmalkaldzkich (Prima Pars) mówi już bezpośrednio o Marii Dziewicy określając ją kilkoma słowami: „Filius ita factus est homo, ut a spiritu sancto sinse virili operae conciperetur et ex MARIA PURA, SANCTA, SEMPER VIRGINE NASCERETUR” – „Przeto Syn stał się człowiekiem w ten sposób, że poczęty został z Ducha Świętego bez udziału męża i został zrodzony z MARII, CZYSTEJ, ŚWIĘTEJ, ZAWSZE DZIEWICY„.

Tekst niemiecki zawiera tylko słowa „Dziewicy” opuszczając słowo „zawsze” („…reinen, heiligen Jungfrau Maria goporn sei„). Prof. Loevenich tłumaczy, że Marcin Luter nie mógł się jednak wyzwolić ze starej tradycji katolickiej.

FORMULA CONCORDIAE – Formuła Zgody nie wnosi nic nowego do mariologii i marlolatrii, ale potwierdza i przyznaje się do uchwał Soboru w Efezie z r. 431, że Maryja Panna jest THEOTOKOS – Matką Bożą i DEI GENITRIX – BOGARODZICĄ.

W I części w artykule VIII pt. De Persona Christi Kościół ewangelicko-luterański poprzez swoją ostatnią księgę symboliczną stwierdza co następuje:

Eam ob causam credimus, docemus et confitemur, quod virgo Maria non nudum aut merum hominem duntaxat sed verum Dei filium conceperit at genuerit; unde recte Mater Dei et appellatur et revera est„. – „ Dlatego wierzymy, uczymy i wyznajemy, że Dziewica Maryja poczęła i porodziła nie tylko – ścisłe biorąc – zwykłego człowieka, ale prawdziwego Syna Bożego. Stąd słusznie bywa nazywana MATKĄ BOŻĄ – i tak jest w rzeczywistości!”

Druga część tego samego artykułu omawiając unię hypostatyczną zarówno w tekście łacińskim, jak i tekście niemieckim niemieckim (oba teksty są oryginałem) określa Marię Pannę jako „laudatissima” (najchwalebniejsza)
, a potem bezpośrednio nazywa ją BOGARODZICĄ, która po narodzeniu Chrystusa pozostała Dziewicą.

W tłumaczeniu polskim wspaniale te słowa na cześć Marii Dziewicy brzmią następująco: „Ze względu na tę unię personalną (hypostatyczną) i przez wspólność natur, Maria, najchwalebniejsza ta Dziewica porodziła nie tylko człowieka – ściśle biorąc – ale takiego człowieka, który jest prawdziwie Synem Boga Najwyższego, jak to stwierdza Archanioł Gabriel, albowiem ten Syn Boży już w łonie Matki okazał Swój Boski majestat, rodząc się z DZIEWICY, której dziewictwo nie zostało naruszone. Dlatego Ona prawdziwie jest MATKĄ BOŻĄ, BOGURODZICĄ, a zarazem pozostała DZIEWICĄ„.

Reasumując to wszystko, co w księgach symbolicznych lutcranizmu jest powiedziane o Marii Pannie, stwierdzamy:

Maria Panna jest dla ewangelików-luteran

* Matką Bożą — Bogurodzicą,
* Świętą, czystą, zawsze Dziewicą,
* Najchwalebniejszą i najgodniejszą najwyższej czci ze wszystkich kobiet żyjących w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości na ziemi.

Maryja Panna nie jest jednak dla luteran:

* Orędowniczką,
* Współodkupicielką,
* Królową niebios i ziemi,
* Niepokalanie poczętą i Wniebowziętą.

4. Maria Panna w kulcie ewangelickim

Imię Marii Panny wymieniane jest w każdym ewangelickim głównym nabożeństwie niedzielnym i świątecznym, gdy zmawiano jest wspólnie wyznanie wiary apostolskie lub niecejsko-konstantynopolskie. Ponadto kalendarz liturgiczny Kościoła ewangelicko-augsburskiego zawiera trzy święta „maryjne”, które posiadają własne „Proprium de tempere” (Części zmienne):

* 2 II: Oczyszczenie Marii Panny [ŚE str. 1447 - introit 84],
* 25 III: Zwiastowanie Marii Pannie [ŚE str. 1448 - introit 85],
* 2 VIII: Nawiedzenie Marii Panny [ŚE str. 1451- introit 88].

W agendach luterańskich (księga liturgiczna dla księdza) jest zamieszczona PREFACJA na święta maryjne:
ŚWIĘTA MARII PANNY (2 II. 25 III. 2 VII.)
Zaprawdę godną i słuszną, sprawiedliwą i zbawienną jest rze-czą,/ abyśmy zawsze i wszędzie Tobie dziękowali, / Panie, święty Ojcze, wszechmogący, wieczny Boże, / przez naszego Pana, Je-zusa Chrystusa. /
Jego bowiem jako Zbawiciela dałeś światu przez Marię Dziewi-cę./ Ona za sprawą Ducha Świętego poczęła Jednorodzonego Syna Twojego / i wydała światu przedwieczną światłość, naszego Pana Jezusa Chrystusa. /
Przez Niego Twój majestat uwielbiają zastępy Aniołów, / którzy zawsze się radują z Twojej obecności. / Prosimy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich, razem z nimi wołając:”

Ponadto w wielu kościołach luterańskich na świecie odprawiane są nieszpory, zwłaszcza w ewangelickich diakonatach, zgromadzeniach sióstr (np Marienschwcsternschart w Darmstad), na konferencjach księży, w męskich diakonatach i zgromadzeniach braterskich. Nieszpory te, których porządek zawiera także nasz polski Śpiewnik Ewangelicki z roku 2002, odprawiane są według najstarszej Liturgii Godzin, a w związku z tym śpiewany jest zawsze hymn Marii „Magnificat” poprzedzony antyfoną: „Chrystus nasz Zbawiciel, Syn Boga wiecznego i Marii, niech będzie przez nas uwielbiony na wieki” [ŚE 967 str. 1519]. Liturgie Godzin można także odmawiać w domu samemu lub w rodzinie.

Choć Kościół luterański obecnie nie zna specjalnych pieśni maryjnych (znane były w dawnych kancjonałach, jedną z nich napisał sam Marcin Luter), to jednak oprócz wspomnianych na początku pieśniach Lutra i w wielu kolędach, także w kilku innych pieśniach kościelnych, wspomniane jest imię Marii. Jedną z nich jest stara pieśń z r. 1677 z piękną śląską melodią: „Przekrasny Jezu, Królu świata jasny, Tyś Boga i Maryi Syn …” [ŚE. 799]. W tekście niemieckim jest powiedziane: „Schönster Herr Jesu Herrscher aller Herren, Gottes und Marien Sohn…” [EG 403, także amerykański Lutheran Book of Worship 518], a więc „Boski i Marii Synu„.

Zakończenie

Nie wiem, czy zgodnie z życzeniem organizatorów Sympozjum Mariologicznego wywiązałem się w niniejszym referacie z nałożonych na mnie zobowiązań do przedstawienia nauki i kultu Kościoła ewangelicko-augsburskiego (luterańskiego), ale chciałem, o ile to było możliwe, aby w tym referacie nie przemawiał referent, lecz sam reformator, ks. dr Marcin Luter, względnie księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-augsburskiego (luterańskiego), a nie teolodzy o różnych poglądach. Oficjalnym bowiem wykładem nauki naszego Kościoła nie są prywatne zdania poszczególnych teologów, księży, czy wiernych, ale właśnie księgi symboliczne, które w tym referacie doszły do głosu.

Mimo, że mamy różne, choć nieraz zbieżne poglądy na naukę i kult maryjny, to jedno musimy stwierdzić, że nie ma ani „Marii katolickiej”, ani „Marii prawosławnej”, ani też „Marii ewangelickiej”. Jest tylko „Maria chrześcijańska”, „Matka Syna Bożego Jezusa Chrystusa”, „Bogurodzica Dziewica”. Ona jest chrześcijanką należącą do całego Kościoła.
Dziękując za życzliwe przyjęcie tych nieraz kontrowersyjnych słów, pragnę zakończyć słowem ewangelicznym:

Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami (Łk 1, 28).

Referat wygłoszony na XII Międzynarodowym Kongresie Mariologicznym. Częstochowa. Jasna Góra, dnia 20 sierpnia 1996 r. – Opublikowany: Nosicielka Ducha. Pneumatofora. Wydawnictwo KUL, Lublin 1998, s. 101-111; w Kalendarzu Ewangelickim 1965 pt: „Maria Panna w świetle nauki naszego Kościoła” strony 109-116; Teologia i ambona nr 13. Wisła 1997 – Ks. Jan Gross: Mariologia luterańska w księgach symbolicznych oraz w życiu i nauce Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (Luterańskiego). Artykuł ten został przedrukowany w Kalendarzu Ewangelickim – Evangelicky Kalendar 1998. Czeski Cieszyn str. 44-54, oraz wygłoszony na spotkaniu Polonii ewangelickiej i katolickiej w Czeskim Cieszynie w dniu 3 kwietnia 2003 r. Ks. Jan Gross został delegowany przez Konsystorz na MKM w Częstochowie celem wygłoszenia referatu na prośbę Organizatorów.
(Ks. Jan Gross)

 

Ks. Jan Gross: Wpływ roku kościelnego na działania duszpasterskie w parafii.

01 lut

ZNACZENIE ROKU KOŚCIELNEGO:

O wygłoszenie referatu pod powyższym tytułem prosił mnie Biskup naszej Diecezja Katowickiej ksiądz biskup Tadeusz Szurman. Jest to zresztą kontynuacja referatów związanych z wprowadzeniem w życie liturgiczne nowego Śpiewnika Ewangelickiego w ubiegłym roku (2002) wygłaszanych przez ks. Adama Malinę i przeze mnie.

Bowiem nasz nowy Śpiewnik Ewangelicki z roku 2002 jest czymś więcej aniżeli tylko śpiewnikiem. Jest on także modlitewnikiem i książką związaną z liturgią, a tym samym i z rokiem kościelnym.

W tzw. „fioletowej“ jego części pod numerem 964 znajduje się cały rok kościelny podzielony na trzy części.

Nie chciałbym w tym miejscu przedstawiać konfirmacyjnych wiadomości związanych z rokiem kościelnym, niemniej jednak gwoli przypomnienia akademickich wiadomości pragnę nawiązać do tychże akademickich wiadomości z teologii praktycznej, szczególnie z jej części zwaną „liturgiką“.

Na pytanie co to jest rok kościelny, nasz profesor teologii praktycznej (w latach 1956–1960) ks. biskup dr Andrzej Wantuła odpowiadał: „Jest to chrześcijańska podziałka czasu ustalona przez Kościół“, w której przedstawione są dzieje zbawienia.“ Reformacja luterańska zachowała rok kościelny i jego podział zgodny z tradycją Kościoła zachodniego, a więc katolickiego.

Najważniejszym świętem roku kościelnego jest „niedziela“ – pamiątka zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i dzień założenia Kościoła chrześcijańskiego, Dzień Pański zwany w języku greckim „Kyriake“, a w języku łacińskim „Domenica“, w niemieckim „Sonntag“ od łacińskiego „Dies solis“ tzn. „Dzień słońca“. Najlepiej treść tego dnia wyraża jednak język rosyjski, gdy mówi o „Woskriesenje“, a więc „Zmartwychwstanie“. Dlatego w ten dzień zawsze świętowano Wieczerzę Pańską (por. Dz 20,7).

Poszczególne niedziele złączone są z sobą w roku kościelnym i przedstawiają historię zbawienia w trzech okresach: Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego. Te święta dzielą rok kościelny na część świąteczną zwaną też „Półroczem PANA“, do którego należą właśnie powyżej wspomniane trzy okresy świąteczne, oraz część bezświąteczną zwaną „Półroczem Kościoła“

A. PÓŁROCZE PANA:

I. W OKRESIE BOŻEGO NARODZENIA występują trzy czasy świąteczne:

• Adwent, świąteczny okres Bożego Narodzenia i czas epifaniny. Rok kościelny rozpoczyna się adwentem, a adwent rozpoczyna się dokładnie w I Niedzielę Adwentu. Przed 25 grudnia muszą być zawsze 4 niedziele Adwentu (4 Niedziela Adwentu może wypaść co kilka lat nawet 24 grudnia). Adwent był czasem przygotowania do Bożego Narodzenia, jest czasem pokuty, przypomnieniem pierwszego adwentu przed narodzeniem Chrystusa (proroctwa o przyjściu Mesjasza, ale i wcielenie – inkarnacja Syna Bożego w ciele Marii Panny) i jest przypomnieniem drugie adwentu, a więc powtórnego przyjścia Pańskiego, na które chrześcijaństwo oczekuje.

• Czas Bożego Narodzenia trwa od 24 grudnia o zachodzie słońca do 5 stycznia i jest wspomnieniem przyjścia na ten świat zgubiony“ jednorodzonego Syna Bożego.

• Czas epifanijny: od 6 stycznia Święta Epifanii – Objawienia Pańskiego do Ostatniej Niedzieli po Epifanii (6). [3 Niedziele przedpostne należą częściowo do czasu epifanijnego a częściowo już do okresu postnego, stanowią pomost pomiędzy epifanią a postem. W tradycji polskiej, a tym samym Śląska Cieszyńskiego, jeśli chodzi o luteranizm, okres Bożego Narodzenia zawsze kończył się w dniu 2 lutego, a więc w Święto Oczyszczenia Marii Panny. Następnego dnia usuwano z kościołów choinki i wszelkie akcesoria świąteczne.

II. 0KRES WIELKANOCY zawiera również „czasy“:

• Czas pasyjny („Passio“ – „Męka“) rozpoczyna się zawsze w środę po Niedzieli Estomihi zwaną też „Środą Popielcową“ jest to dzień pokuty rozpoczynający czas pasyjny – CZAS POSTU. Trwa on 6 tygodni i 4 dni. Jest wspomnieniem męki i śmierci Pańskiej. Pierwotnie był to czas przygotowywania katechumenów do chrztu świętego, który odbywał się w Wielką Sobotę w nocy, stąd „WIELKA NOC“. W te noc katechumeni zostali zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Dlatego tez teksty niedzielne, zwłaszcza Ewangelie starokościelne mówią o praprzyczynie grzechu (Invocavit) i o mocy krwi Jezusa Chrystusa. Niedziele pasyjne nie były dniami pokuty, stąd na Śląsku Cieszyńskim jeszcze do niedawna (do lat 70 XX wieku) księża używali jako stroju liturgicznego nie tylko czarnej togi ale i białej komży( np. w Istebnej nawet w Wielki Piątek księża używali do liturgii Sakramentu Ołtarza białej komży cieszyńskiej). Natomiast szczególnie w piątki pasyjne były w Kościele dniami pokuty i postu, były dniami rozpamiętywania męki Pańskiej, zanurzeniem się duchowo w śmierć Jezusa Chrystusa (zawsze używano tylko czarnej togi). Lud, zwłaszcza wiejski, przychodził jeszcze do niedawna do kościołów ubrany na czarno. Najważniejszym okresem czasu pasyjnego jest Wielki Tydzień rozpoczynający się w Niedzielę Palmową. Najważniejszymi dniami tego tygodnia były zawsze trzy dni, stąd nazywano je z łaciny „TRIDUUM PASCHALNYM“ (Trzema dniami przejścia): Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota, zwłaszcza jej noc zwiastująca wielką radość zmartwychwstania Pańskiego, przejścia „z śmierci do życia“. Stąd w liturgii eucharystycznej od wieków aż po dzisiejsze czasy w prefacji wielkanocnej śpiewamy: „On bowiem jest prawdziwym Barankiem Bożym, / który zgładził grzechy świata. / On przez Swoją śmierć zniweczył śmierć naszą / i zmartwychwstając przywrócił nam życie. / “

• Czas wielkanocny trwa również 6 niedziel wielkanocnych i zakończony jest zawsze w czwartek po Niedzieli Rogate Świętem Wniebowstąpienia Pańskiego (pali się przy chrzcielnicy „świeca wielkanocna“ zwana nieraz paschałem).

III. OKRES ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

Przygotowaniem do tego okresu jest właściwie Niedziela Exaudi. Kościół obchodzi dwa dni świąteczne: w niedzielę Zesłanie Ducha Świętego, a w poniedziałek pamiątkę założenia Kościoła, albowiem Duch Święty jest matką Kościoła, który go zrodził ( w niektórych językach słowo „Kościół“ jest rodzaju żeńskiego). Podsumowaniem trzech wielkich świat chrześcijańskich jest Święto Trójcy Świętej (TRINITATIS) ku uczczeniu Bożej Trójcy, Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

B. PÓŁROCZE KOŚCIOŁA:

I. Okres „potroiczny“: Obejmuje od 1 do 27 niedziel, w tym trzy ostatnie zawsze poświęcone są sprawom eschatologicznym.

II. Dni poświęcone świętym i Kościołowi.

Reformacja ograniczyła dni poświęcone świętym do dni pochodzenia biblijnego. W te dnie jak mówią Księgi Wyznaniowe mamy nie świętym oddawać cześć, ale jak jest powiedziane w XXI artykule Konfesji Augsburskiej: „Kościoły nasze uczą o czci świętych, iż świętych można stawiać jako wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków, zależnie od powołania...“ Temu celowo służą wszystkie święta roku kościelnego poświęcone świętym i Kościołowi.

Oprócz starokościelnych świąt pozostawionych przez Reformację, w okresie poreformacyjnym powstawały różne święta o charakterze luterańskim lub w ogóle protestanckim. Mimo, że Reformacja szwajcarska zwingliańsko–kalwińska w ogóle nie przywiązywała uwagi do roku kościelnego, a kazania wygłaszano wg „lectio continua“, a Reformacja luterańska nie chciała mnożyć świąt, to jednak takie święta powstały:

• poświęcone Reformacji: 25 czerwca (Pamiątka Konfesji Augsburskiej), 31 października (Pamiątka Reformacji obchodzona dopiero od XVIII stulecia).

• W niedzielę po Św. Michale (29 IX), a więc pomiędzy 30 września a 6 października zaczęto obchodzić w Kościele ewangelickim Dziękczynne Święto Żniw.

• Po najazdach tureckich, po chorobach zakaźnych, czy jak to było w monarchii austro–węgierskiej po ogłoszeniu przez papieża dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Marii Panny w dniu 8 grudnia, zaczęto obchodzić DZIEŃ POKUTY I MODLITWY, na wiosnę (Popielec w Królestwie Kongresowym), oraz na jesieni – środa po Przedostatniej Niedzieli Roku Kościelnego ( w krajach pruskich), lub 8 grudnia na Śląsku Cieszyńskim (zabór austriacki).

• Pamiątka położenia kamienia węgielnego lub poświęcenia kościoła; przywrócono ją w luteranizmie zwłaszcza po okresie kontrreformacji, jako wdzięczność za posiadanie znowu własnej świątyni. W Kościele obchodzono ją już od VI wieku, a zaniechano w czasach Reformacji ze względu na jarmarczny charakter tego święta w średniowieczu.

• Pamiątką umarłych: pierwotnie obchodzona 2 listopada. W pruskich Kościołach Krajowych dekretem króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III w roku 1816 ku wspomnieniu ofiar wojen napoleońskich w Ostatnią Niedzielę Roku Kościelnego zaczęto obchodzić Niedzielę Umarłych. W Polsce po II wojnie światowej Kościół Ewangelicki jako nie podlegający pruskiej kancelarii królewskiej powrócił do wspominania pamięci umarłych w dniu 1 listopada, a więc z całym narodem polskim. Księgi symboliczne luteranizmu nie zabraniają modlić się za umarłych, natomiast są przeciwne mszy za umarłych, ponieważ Komunii Święta jest tylko dla żywych.

• Stary i Nowy Rok zaczęto obchodzić najpierw w Niemczech w roku 1775.

WPŁYW ROKU KOŚCIELNEGO NA DZIAŁANIA DUSZPASTERSKIE

Poszczególne święta i okresy roku kościelnego uświadamiają wiernym zbawcze działanie Jezusa Chrystusa, cel Jego przyjścia na ziemię, znaczenie Jego ofiary krzyżowej, nadzieja dana nam w Jego zmartwychwstaniu, oczekiwanie na Jego powtórne przyjście (wymiar eschatologiczny). Wspominanie świętych Pańskich, czy tych, którzy wyprzedzili nas do wieczności „ze znamieniem wiary“, przykład ich życia, wiary i umierania – to wszystko ma wpływ na życie religijne naszych wiernych i nas jako ich pasterzy. Dlatego też rok kościelny powinien być wykorzystywany do przybliżenia Ludowi Bożemu dzieła zbawienia w Jezusie Chrystusie. Ku temu służą środki łaski Bożej darowane nam w SŁOWIE BOŻYM I SAKRAMENTACH ŚWIĘTYCH, które są kanałami po których spływa do serc wierzących łaska Boża. O tym dokładnie mówi nam Pragmatyka Służbowa Kościoła Ewangelicko - Augsburskiego w RP przyjęta przez Kościół na 4 sesji X Synodu Kościoła, która weszła w życie Kościoła w I Niedzielę Adwentu, dnia 28 listopada 1999 r. O tym mówi nam także najnowszy Śpiewnik Ewangelicki z roku 2002. Są to dokumenty obowiązujące wszystkich wiernych Kościoła zarówno świeckich jak i duchownych w tym samym stopniu. Trzymanie się tych obowiązujących dokumentów może nam wszystkim być wielką pomocą we wszelkich działaniach duszpasterskich:

I. Słowo i Sakrament. Dokumenty te mówią wyraźnie, że ośrodkiem życia religijnego jest nabożeństwo z jego dwoma wierzchołkami: kazaniem i sprawowaniem Sakramentów Chrztu Świętego i Ołtarza. O ile to tylko możliwe, w każdej parafii nabożeństwo niedzielno - świąteczne powinno być połączone, jako jedna całość ze zwiastowaniem Słowa Bożego i sprawowaniem Sakramentu Ołtarza. Niestety, były czasy, że wyprowadzono Sakrament Ołtarza z nabożeństwa głównego w naszym Kościele w Polsce i upłynie wiele dziesiątek lat zanim Sakrament Ołtarza stanie się integralną częścią nabożeństwa w tych zresztą nielicznych parafiach naszego Kościoła, głównie w Diecezji Cieszyńskiej i kilku parafiach w Diecezji Katowickiej. Do tego powinniśmy konsekwentnie zdążać, bo tylko w Słowie zwiastowanym i w Słowie sakramentalnym obecny jest Chrystus, który jest naszą „mocą i siłą“. To powinniśmy sobie i naszym wiernym nieustannie uświadamiać.

II. Zresztą nasi wierni to doskonale wyczuwają idąc gromadniej niż kiedy indziej w okresie Adwentu i Postu do Sakramentu Ołtarza. Tego nam nie wolno zaniedbać! Przeciwnie, powinniśmy w tym czasie szczególnie zachęcać naszych współwyznawców do częstego udziału w Sakramencie Ołtarza dając im własny przykład. Także powinniśmy zachęcać naszych chorych i seniorów, ich rodziny do zapraszania księdza w tym okresie do domów i szpitali z Sakramentem Ołtarza. Adwent i Post, ale także wszystkie święta są szczególnym okresem do ścisłego połączenia się wiernych ze swoim Panem i swoim Zbawicielem. Dlatego też my duszpasterze nie zaniedbajmy tego naszego obowiązku wykorzystania tej części roku kościelnego do szczególnych działań duszpasterskich.

III. Rok Kościelny może, powinien i jest wykorzystywany do wpływania na duszę naszych wiernych. Myślę tu o czynnym udziale dzieci i młodzieży w nabożeństwach okresu adwentowego, Bożego Narodzenia, adwentówki, „gwiazdki“, uroczystości wielkanocne i t.p.

IV. Należy wykorzystać ku dobremu dobre tradycje naszego Kościoła lub naszych parafii. W okresie Adwentu i czasu pasyjnego nie urządzamy żadnych spotkań o charakterze towarzyskim, nie udzielamy ślubów i wierni nie powinni organizować wesel. Był taki dobry zwyczaj w naszym Kościele, że w I święto Bożego Narodzenia, Wielkanocy i Zesłania Ducha Świętego nie organizowało się żadnych uroczystości o charakterze ogólnokościelnym lub diecezjalnym. Ten dzień należał do Chrystusa i do naszych rodzin. Czy da się to utrzymać? Także we wspomniane już TRIDUUM paschalne, a więc Wielki Czwartek, Wielki Piątek i w Wielką Sobotę / Wielkanoc, nie urządza się żadnych ewangelizacji, rekolekcji, ani uroczystości. Te szczególne dnie powinny być czasem ciszy, „wejścia w siebie“ i czasem wielkiej powagi. Ojcowie naszej wiary w Wielki Piątek nie tylko nic nie robili, nie jedli i nie pili, ale nawet nie rozmawiali, po za tym tylko co konieczne.

V. Rekolekcje dla dzieci i młodzieży powinny być organizowane w czasie pasyjnym aż do Wielkiej Środy włącznie. Odnowiona liturgia nowego Śpiewnika Ewangelickiego (2000) stwarza ku temu wiele możliwości przez własne „proprium“, także w Wielki Poniedziałek, Wtorek i Środę [patrz: SE 40].

VI. Myślę, że tych działań duszpasterskich, które umożliwia nam rok kościelny i odnowiona liturgia naszego nowego śpiewnika, jak i przepisy Pragmatyki Służbowej, jest jeszcze więcej niż tu zostało wypowiedziane i przedstawione. Wykorzystajmy wszelkie możliwości jakie daje nam rok kościelny, aby Chrystus był zwiastowany i uwielbiony, aby coraz to więcej ludzi zbliżyło się do Chrystusa, poznało Go jako swego Pana i Zbawiciela, i aby przyjęło Go do serc i do domów, do codziennego życia.

——————————————————————————–

Referat wygłoszony w czasie Diecezjalnej Konferencji Księży Diecezji Katowickiej, w środę, dnia 2 kwietnia 2003 r. w Katowicach przez ks. Jana Grossa

 
 

Ks. Jan Gross: „INTROIBO AD ALTARE DEI”

01 lut

Przystąpię do Bożego Ołtarza, do Bożej radości i mojego wesela.

WSTĘP

Tymi słowami psalmu 43,4 pragnę rozpocząć nasze spotkanie zakrystianów, kościelnych i księży Diecezji Katowickiej.

Od samego początku chrześcijaństwa były różne urzędy posługiwania Słowem Bożym i Sakramentami Świętymi. O tym mówią listy apostolskie. Jest nawet powiedziane, że urzędy pochodzą z ustanowienia Bożego.
W starożytnym i średniowieczny Kościele pierwszym z tzw. czterech niższych święceń kapłańskich był tzw. „ostiariat”. Ostiariusz otrzymywał wtedy od biskupa klucze kościelne, którymi miał zawiadywać i przygotowywać kościół do nabożeństwa. Poprzez wieki jednak ten urząd duchowny „ostiariusza” po prostu się zsekularyzował do tego stopnia, że pewni ludzie nawet z lekceważeniem patrzą na sprawujących tę ważną w Kościele funkcję.

Od pierwszych wieków chrześcijaństwa nabożeństwo nie było tylko domeną jednego człowieka. W służbie Bożej czynny udział brało zawsze wiele ludzi. W Kościele luterańskim przez liturga, kaznodzieję i lektora zwiastowane jest Słowo Boże i przekazywana jest łaskawa wola Boża jak poprzez kanały łaski Bożej, którymi są Słowo Boże i Sakramenty Święte. Zbór odpowiada Bogu poprzez modlitwy i pieśni pochwalne, a pomocą w tym jest organista i kantor. Ale niewidzialną osobą, która przed nabożeństwem przygotowuje kościół do służby Bożej jest kościelny. W zależności od kraju i miejscowych zwyczajów jest różnie nazywany np. zakrystianin ponieważ przygotowuje zakrystię i ołtarz do Służby Bożej. Były też czasy, zwłaszcza w dawnej Polsce, że kościelnego bez pejoratywnego zabarwienia nazywano „dziadem kościelnym”, ponieważ był nim zazwyczaj starszy pan, lub po prostu – dziadek. W Niemczech kościelny dawniej był nazywany „kirchendiener”, a więc sługa kościelny, a dzisiaj raczej używa się nazwy „kiister” . Słowo to pochodzi z języka łacińskiego „custos” a oznacza „stróż”. Chodzi o to, że kościelny jako kustosz mienia kościelnego ma nad tym mieniem stróżować, troszczyć się jak o własne mienie. Niemcy i Szwajcarzy znają jeszcze inne określenia tej służby kościelnej, a mianowicie: „Kirchvater”’ („ojciec kościelny”), „Sakrist”, „Sigrist” – „zakrystianin” albo też „Mesner” od łacińskiego „mansionarius” co oznacza: „zarządca domu”.

Te wszystkie określenia tej bardzo ważnej służby kościelnej mówią nam dobitnie o tym kim ma być kościelny.

Niemcy mówią, że kto sprawuje jakikolwiek urząd kościelny ten ma „Wiirde” i „Biirde”, a więc „szacunek” i „ciężar”. To dotyczy także księży, zwłaszcza sprawujących urzędy kościelne. Niestety, niektórzy chcieliby mieć tylko „Wiirde” – szacunek, a zapominają o wielkim nieraz ciężarze odpowiedzialności jakim jest „Biirde”, czyli ciężar.

Ale urząd kościelnego to nie tylko ogromny ciężar obowiązków lecz także i godność. Czy to nie jest wielką godnością być kościelnym w starym zabytkowym kościele, służyć zborowi, księdzu czy biskupowi do nabożeństwa? Czy to nie jest godnością mieć do czynienia z rzeczami świętymi? Dlatego kiedyś kościelny zwłaszcza w krajach skandynawskich na swoje codzienne ubranie zakładał podobnie jak ksiądz specjalną szatę kościelnego.

Urząd kościelnego także i dzisiaj jest tak samo ważny i potrzebny jak i kiedyś.

Dziś często kościelnymi są także kobiety. Czy to dobrze, czy źle? Najlepiej gdyby oboje razem mogli służyć, ponieważ są sprawy, z którymi lepiej upora się kobieta (np. pranie bielizny ołtarzowej, sprzątanie kościoła), a z drugiej strony są tak ciężkie prace, że wykonać je może tylko mężczyzna.

Kościelny niezależnie od tego czy jest to mężczyzna czy kobieta, powinni odnosić się do zborowników z szacunkiem i godnością, a nie z opryskliwością i z niechęcią. Ich stanowisko powinno zawsze być lojalne w stosunku do księży, jak ich rodzin i Rady Parafialnej. Z drugiej strony i oni powinni być w stosunku do kościelnych uprzejmi, wyrozumiali, nawet wtedy gdy muszą być wymagający i nie traktować ich jako swoich służących, lecz darzyć ich szacunkiem i serdecznością jako tych, którzy pracują z rzeczami świętymi. To samo dotyczy także organistów. Znany ewangelicki teolog ks. profesor dr Koeberle mówi, że w Parafii winna być serdeczna i szczera współpraca pomiędzy księżmi, kościelnym i organistą.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KOŚCIELNEGO

Kościelny podobnie jak i duchowny odpowiedzialny jest nie tylko przed Bogiem za wykonywana pracę w zborze, ale także jest odpowiedzialny przed Radą Parafialną i proboszczem, którzy go zatrudnili do pielęgnowania i utrzymywania w czystości kościoła raz z jego wszystkimi przyległościami. On czy ona są odpowiedzialni za przygotowanie kościoła na wszystkie nabożeństwa oraz czynności kościelne. Chodzi o to aby wszystko było w porządku, mogło się dziać bez przeszkód i ciszy. Kościelny podobnie jak ksiądz i organista, czy jeszcze lektor i kantor, odpowiedzialni są za to aby nabożeństwo naprawdę było piękne, jak mówi psalmista, aby ludzi pociągało, a nie odpychało. Do tego potrzebne jest umiłowanie sprawy Bożej i Domu Bożego , ale także dokładność, umiłowanie porządku i troska o to co jest święte.

Kościelny ma zawsze cos do czynienia nawet tedy gdy nie ma nabożeństwa. Wtedy troszczy się o czystość naczyń świętych używanych do Sakramentów Świętych, aby tzw. paramenta były czyste i uprasowane, zwłaszcza gdy po dłuższym czasie nieużywania mają być znowu użyte, aby wszystko w kościele zawsze było na swym miejscu. W lecie kosi trawę, na jesieni i na wiosnę zbiera liście z drzew, a w zimę musi odgarnąć śnieg. Kościelny więcej widzi i słyszy niż przeciętny zborownik. Do tego zobowiązuje go jego służba. Zresztą zarówno ksiądz jak i zbór maja zaufanie do swego kościelnego i wierzą, że wszystko co mu zostało zlecone będzie też wykonane. Niezależnie od tego ksiądz jak i każdy zborownik powinien współdziałać z kościelnym i być mu pomocą.

Codzienną modlitwą księdza i kościelnego powinny być słowa Psalmu 26; 27 i 84, a zwłaszcza te słowa:

„PANIE, miłuję dom, w którym mieszkasz i miejsce, w którym przebywa Twoja chwała.

O jedno proszę PANA, o jedno zabiegam, bym mógł mieszkać w domu PANA po wszystkie dni mojego życia, abym doświadczył łaski PANA i mógł cieszyć się Jego świątynią.

Lepszy jest jeden dzień w Twoich przedsionkach niż tysiąc innych.

Ole stać na progu domu mojego Boga niż przebywać w namiotach grzeszników.”

ZADANIA KOŚCIELNEGO

Budynki kościelne:

Zazwyczaj nasze parafie posiadają wiele budynków kościelnych, a przede wszystkim jest to: kościół, plebania, nieraz dom parafialny czy kaplica cmentarna.

Najważniejsze z nich to kościół i kaplica. Pierwszorzędnym zadaniem kościelnego jest troska o te budynki.

KOŚCIÓŁ – KAPLICA: to miejsca zgromadzania Ludu Bożego. Marcin Luter poświęcając pierwszy luterański kościół opodal Wittenbergi w Torgau powiedział tam znamienne słowa, aby się tu nic innego nie działo, jak tylko aby PAN Chrystus przemawiał do zboru w Słowie Bożym, a zbór aby odpowiadał Mu w psalmach, hymnach i pieśniach nabożnych. Kościół to miejsce liturgiczne, to miejsce na którym w Słowie i Sakramentach Świętych przychodzi do nas nasz PAN. Dlatego to miejsce musi być zawsze czyste i godne, o każdej porze dnia i nocy musi być zdatne do użytku. W kościele lub kaplicy nie mogą być pozostawione na następny dzień do usunięcia przedmioty do utrzymania porządku, zeschłe kwiaty i t.p. Do dotyczy ołtarza, ambony, chrzcielnicy, organów, ale także całej nawy kościelnej, a więc ławek i podłogi dywanów i chodników. Dlatego kościelny potrzebuje specjalnego miejsca gdzie może przechowywać środki i przedmioty do sprzątania kościoła. Nie może to być zakrystia, ani miejsce za lub pod ołtarzem. Miejsce to powinno być zawsze zamknięte, do niego nie powinien mieć dostępu nikt zewnątrz i w miarę możliwości i tam powinien być porządek i czystość. Tu przechowuje się także wszystkie wazony do kwiatów, które powinny być zawsze czyste. Przedmioty, których nie można już użyć należy czym prędzej wyrzucić na śmietnik bez żalu, że „to się może jeszcze przydać”.

Kościół powinien być sprzątany gruntownie co tydzień, wówczas nie potrzeba jakiegoś specjalnego gruntownego sprzątania na święta. Zwłaszcza w okresie kiedy mamy do czynienia ze wzmożoną pajęczyną, o tym należy pamiętać aby co tydzień została zebrana z miejsc, na których osiadają pająki.

ZAKRYSTIA: Jest ważnym miejscem w kościele. Tu bowiem przygotowują się wszyscy, którzy w szczególny sposób biorą udział w nabożeństwie.

Jej wyposażenie: szafa, w której mają miejsce szaty liturgiczne. W naszym Kościele zgodnie z aktualną Pragmatyką Służbową do szat liturgicznych należą:

Czarna toga z białą befką pod szyją,

biała komża cieszyńska kroju „gotyckiego ornatu” (tzw. „alba silesiana” – „alba śląska”) założona na togę,

oraz najstarszy strój liturgiczny chrześcijan tj biała alba (tunika) sięgająca do kostek, na niej założona jest kolorowa stuła (łac. „stola”). Alba może być przewiązana sznurem, czyli tzw. „cingulum”.

Alba to strój chrzestny pierwszych chrześcijan noszony przez nich przez cały tydzień od Wielkiej nocy do Niedzieli Quasimodogeniti zwanej u nas także dlatego „Niedzielą Białą”. Jedynie stuła jest oznaką godności biskupa, prezbitera (księdza) lub diakona. Podczas gdy toga na wzór reformowany używana jest przede wszystkim w Europie Środkowej, biała alba ze stułą lub nawet z kolorowym ornatem lub kapą używane są przez luteran w krajach skandynawskich, w niektórych krajach europejskich oraz w Afryce, Indiach, Ameryce, Australii. W wielu krajach, także w niektórych parafiach w Polsce konfirmanci ubrani są w alby (konfirmacja jest przypomnieniem Chrztu Świętego).

W szafie znajdują się także paramenta czyli tzw. antependia – w pięciu lub nawet siedmiu kolorach nakrycia ozdobne ołtarza, ambony, pulpitu i nieraz także chrzcielnicy.

W szafie znajdują się także wszystkie księgi liturgiczne:

Biblia, która jest źródłem naszej wiary.

Agendy – porządki nabożeństw i czynności kościelnych,

Lekcjonarz, biblijne czytania niedzielne i świąteczne

Śpiewnik Ewangelicki,

Obrusy ołtarzowe, paramenty i chorągwie kościelne.

Ksiądz ponadto przynosi z kancelarii księgę ogłoszeń i konspekt kazania.

Tace lub inne przybory do zbierania kolekty (zbierają członkowie Rady Parafialnej, oni też zarówno od drzwi jak też i od ołtarza przejmują ofiarę lub kolektę!)

Apteczka z najpotrzebniejszymi lekarstwami pierwszej pomocy, czysta i świeża woda

Zakrystia może być przyozdobiona obrazami (ale nie przysłowiowym kiczem), porterami proboszczów. Na ścianie powinna wisieć oprawiona w ramę modlitwa ks. dr. Marcina Lutra lub modlitwy agendarne zmawiane na początku lub na końcu nabożeństwa. Byłoby dobrze aby każdej zakrystii wmurowana była kasa pancerna, w której znajdują się naczynia święte:

kielich i patena,

dzban komunijny i puszka („cyborium”),

oraz naczynia chrzestne: misa chrzestna, dzban, muszla do chrztu

do ślubu: patera na obrączki

Naczynia święte powinny być otoczone szczególnym szacunkiem i troską, ponieważ przez poświęcenie zostały one wyłączone z tego co jest „profanum”, a przeznaczone dla rzeczy świętych („sacrum”). Ks. dr Marcin Luter uważał, ze to co „przeznaczone jest na Służbę Bożą, niech będzie kosztowne”, bo tam „gdzie jest Ewangelia głoszona, tam mieszka Bóg (…) i tam jest Dom Modlitwy (….) Domem Modlitwy staje się nie przez mury, ale przez Słowo, w którym Bóg do nas przemawia”.

Dlatego też wszystkie naczynia i sprzęty święte powinny być zawsze czyste (czyszczone w zależności od materiału z jakiego są zrobione, odpowiednimi środkami czystości), błyszczące, odkażone odrobiną spirytusu.

W Szwecji widziałem jeszcze oprócz normalnego wodociągu z ciepłą wodą i zlewu, także mały zlew, którego odprowadzenie nie idzie do kanalizacji, tylko do ziemi pod kościołem. Tu wlewa się wyłącznie wszystkie pozostałości z Sakramentów Świętych (wino konsekrowane z kielicha i woda po chrzcie świętym). Pomyślmy czy u nas, w naszych zakrystiach nie można by tanim kosztem takiego czegoś wprowadzić? (W Tychach w nowym kościele już to istnieje!)

Ważnym miejscem w zakrystii jest krucyfiks lub mały ołtarz przy którym przed nabożeństwem wszyscy mogą się skupić i pomodlić (patrz: zakrystia w Chorzowie w kościele im. Marcina Lutra przy ul. Powstańców). Widziałem w Szwecji w każdej zakrystii jeśli nie było ołtarza, był stół nakryty białym obrusem, stał krucyfiks i dwie zapalone świece. Na środku stołu stały przykryte naczynie komunijne, które stąd w uroczystej procesji przez księdza i kościelnego (kościelną) na początku nabożeństwa niesione zostały do kościoła na ołtarz. Świece w zakrystii natomiast paliły się aż do zakończenia nabożeństwa.

Po za krucyfiksem pogrzebowym , zeszytem, długopisem, zeszytem, w którym kościelny dokonuje zapisu frekwencji na nabożeństwie, komunikantów i t.p. w zakrystii nie powinno być niczego innego. Zakrystia nie jest bowiem zbiorem rupieci (Niemcy powiadają: „Sie ist keine Rumpelkammer”). Wielką wagę do wyglądu zakrystii jak również w ogóle do liturgii przykładał wielki założyciel misji wewnętrznej i diakonii w Bawarii ks. Wilhelm Lohe. Uważał, że zakrystia jest czymś więcej niż kaplica jeśli jest czysta i uroczyście przyozdobiona na spotkanie z Chrystusem.

OŁTARZ: Wszystkie religie i wszystkie kulty w swoim centrum posiadają ołtarz. Tak było także w Izraelu. Ołtarz był miejscem ofiary. Z kultu żydowskiego zarówno Kościół Zachodni jak i Wschodni uczynił z ołtarza także miejsce ofiary. Zwłaszcza kulcie rzymsko – katolickim gdzie Eucharystia stała się ofiarą składaną przez kapłana za grzechy żywych i umarłych, ołtarz był miejscem ofiary, choć tak nie było w pierwotnym chrześcijaństwie gdzie w roku 200 Tertulian naprzeciw wszystkim pogańskim kultom wołał: „My nie mamy żadnego ołtarza!”

Chrystus bowiem był wystarczającą i jedyną ofiarą za grzechy całego świata, a ołtarzem stał się Jego krzyż na Golgocie. Dlatego prawdziwy Kościół Nowego Testamentu nie zna ofiarnictwa. Natomiast Wieczerza Pańska sprawowana była na stole. Chrześcijańskim ołtarzem zawsze był stół. Dopiero w późniejszych wiekach zaczęto stół Pański z jego mensą ołtarzową otaczać tzw. „ścianą ikonostazową” , na wschodzie przed stołem, a na zachodzie za stołem umieszczano obrazy zazwyczaj przedstawiające Wieczerzę Pańską, albo też inne sceny z życia Pana Jezusa lub świętych, zwłaszcza Matki Bożej i Apostołów. Marcin Luter nie zgadzał się z takim ołtarzem, choć nie chciał go przemocą usunąć z kościoła, ale w Deutsche Messe napisał: „Nie tak ma wyglądać ołtarz! Ma to być stół, za którym stoi kapłan, podobnie jak niewątpliwie uczynił to nasz Pan Jezus Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy. Ale na to potrzeba czasu. Po ponad 400 laty to życzenie ks. dr. Marcina Lutra zrealizował w pełni Sobór Watykański II, a my luteranie realizujemy to tam gdzie budujemy nowe kościoły i kaplice lub przeprowadzamy kapitalny remont starych budynków sakralnych.

Ponieważ ołtarz jest Stołem Pańskim, dlatego nie może przedstawiać jakiegoś muzealnego zabytku pełnego różnych rupieci, ani też miejscem wystawowym kwiatów.

Ołtarz zawsze przykryty jest białym obrusem. Na nim ustawiony jest na środku krucyfiks, conajmniej dwie żywe, palące się świece, dwa lub trzy wazony żywych kwiatów lub jedna ikebana kwiatowa. Może także leżeć Biblia, choć Reformacja luterańska Biblię przyniosła na ambonę, a nie do ołtarza, dlatego w wielu kościołach luterańskich nie kładło się dawniej Biblii na ołtarzu, lecz na ambonie. Po lewej lub prawej stronie na pulpicie powinna być położona Agenda. Czasie nabożeństwa z Sakramentem Ołtarza po lewej lub prawej stronie ołtarza ustawia się nakryte welonem naczynia komunijne.

CHRZCIELNICA. Drugim ważnym miejscem w kościele jest chrzcielnica, przy której udziela się Sakramentu Chrztu Świetego. Misa chrzestna zawsze powinna być czysta i przykryta. Do chrztu może być przydatny dzban, w którym przynosi się wodę chrzestną, oraz dzbanuszek lub specjalna muszla posrebrzana lub pozłacana, którą w czasie chrztu polewa się głowę chrzczonego (jest do nabycia w Częstochowie w sklepie z dewocjonaliami u Sióstr Zakonu liturgicznego św. Pawła przy ul. Pawiej, przy wyjeździe z miasta w kierunku Wielunia). Od wielu wieków chrześcijanie na ozdobnym świeczniku przy chrzcielnicy ustawiali tzw. „paschał”, czyli świecę wielkanocną, która pali się od Wielkanocy do Wniebowstąpienia Pańskiego, oraz przy każdym chrzcie, a także podczas pogrzebu. Świeca wielkanocna jest dużą i mocną świecą symbolizującą wielkanocne zwycięstwo Chrystusa. Jest ona jednocześnie świecą chrzestną. Całe bowiem życie chrześcijanina związane jest aż do śmierci z chrztem. Dlatego świecę chrzestną zapalamy nie tylko w dniu chrztu świętego ale także w czasie pogrzebu. Być może dlatego na Śląsku Cieszyńskim jeszcze do niedawna podczas wyprowadzenia zmarłego z domu, jego rodzina wręczała księdzu i śpiewakowi (kościelnemu) dużą świecę.

AMBONA. Następnym ważnym miejscem dla luterańskiego, jak w ogóle dla protestanckiego nabożeństwa jest ambona, miejsce z którego od wieków zwiastuje się Słowo Boże. Tu na półce powinna leżeć jako stałe wyposażenie ambony: Biblia i Lekcjonarz, oraz klęcznik.

PULPIT. Po drugiej stronie ambony powinien stać pulpit, na którym leży Lekcjonarz. Od pulpitu rozpoczynamy nabożeństwo: liturgiczne powitanie (W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Pozdrowienie i powitanie zgromadzonego zboru). Od pulpitu czytamy w liturgii Perykopy (Stary Testament, wzgl. Lekcja i Ewangelia). Od pulpitu w czasie mniejszych nabożeństw, ksiądz może wygłosić także kazanie. Piękny, choć skromny pulpit za niewielka sumę można nabyć we wspomnianym powyżej sklepie.

ORGANY – to „ancilla Domini” – „służebnica Pańska”, najpiękniejszy instrument, który chwali przez swoje piszczałki zgodnie z Psalmem 150 naszego Boga i Stwórcę, ale też jest wielką pomocą zarówno księdzu – liturgowi, jak również i całemu zborowi. Powinny one być szczególnie chronione i konserwowane przez mistrzów sztuki organistrzowskiej. Należy je chronić zarówno od kurzu, jak również od nagłych zmian temperatur. W kościołach, które są mocno nagrzewane, w organach powinno stać naczynie z wodą celem naturalnego nawilżania piszczałek drewnianych. O organy powinien troszczyć się nie tylko kościelny ale przede wszystkim organista i cała Rada Parafialna, aby one zawsze były zdatne do użytku.

NAWA KOŚCIELNA: znajdują się tablice pieśni, na których kościelny przed nabożeństwem zawiesza numery pieśni wyznaczone przez księdza, a organista sprawdza zgodność zapisu na tablicy i w jego zeszycie, oraz zgodność melodii wyznaczonej przez księdza z Choralnikiem. Tablice te tylko rzadko są ozdobą kościoła lub jego architektury. Należy jednak zadbać, aby tablice były dostosowane do stylu kościoła .

Przy wejściu i wyjściu z kościoła znajduje się także półka z śpiewnikami. Kościelny wraz z członkami Rady Parafialnej powinien zająć się wydawaniem i odbieraniem śpiewników.

DZWONY. Nie wyobrażamy sobie naszych kościołów bez dzwonów, chociaż dzisiaj często mieszkańcy miast i wsi występują przeciwko dzwonom (!) One od VI wieku wzywają trzy razy dziennie wiernych do modlitwy, one zapraszają na nabożeństwo i one żegnają nas na ostatniej naszej drodze. Porządek dzwonienia jest różny w zależności od Kraju, regionu, zwyczajów. Np. w Szwajcarii w Zurichu każdej soboty o godzinie 19.00 dzwony wszystkich kościołów chrześcijańskich obwieszczają zbliżającą się niedzielę i zakończenie wszelkich prac. U nas zazwyczaj dzwony dzwonią rano: godz. 6.00 lub 7.00 wzgl. 8.00, w południe o godzinie 12.00 i wieczorem o godzinie 18.00. Ponadto pół godziny przed nabożeństwem, 5 minut przed nabożeństwem, w czasie Modlitwy Pańskiej i Słów Ustanowienia Wieczerzy Pańskiej i po nabożeństwie.

SŁUŻBA U DRZWI: Kościelny jako „ostiariusz” – kustosz nie może siedzieć tylko w zakrystii. Kustosz musi być czujny wszędzie, musi być stróżem. On musi w czasie pieśni przed kazaniem z chóru policzyć uczestników nabożeństwa, w czasie Komunii Świętej komunikantów. Przed zakończeniem nabożeństwa musi być u drzwi, aby otworzyć główną bramę kościoła i musi włączyć dzwony. Ale kościelny musi wraz z członkami Rady Parafialnej czuwać nad porządkiem i spokojem w kościele, aby ktoś z zewnątrz nie zakłócił spokoju i porządku w kościele. Kościelny musi być wszędzie obecny, a jednak niewidoczny. Musi być w zakrystii, w nawie kościelnej na chórze, a jednocześnie sprawdzić czy ktoś przed kościołem nie włamuje się zborownikom do samochodów.

UBIÓR OŁTARZA: Choć w naszym Kościele ołtarz nie jest miejscem ofiary, ale przy ołtarzu wspominamy ofiarę Jezusa Chrystusa (anamneza) z Golgoty. Tu krzepimy się jednak jej owocami. To ofiarowujemy nasze życie, nasze modlitwy, nasze nieraz łzy, nasze serce skruszone. Tu otrzymujemy odpuszczenie grzechów i Boże błogosławieństwo. Tu karmimy się Ciałem Chrystusa i zostajemy napojeni Jego Krwią. Według luterańskiej nauki, w Sakramencie Ołtarza jest On prawdziwie, realnie i substancjalnie obecny. Dlatego Księgi Wyznaniowe luteranizmu mówią, że Eucharystia (Dziękczynienie) jest także i u nas ofiarą, ale ofiarą dziękczynienia. Nie my ofiarujemy Chrystusa Bogu Ojcu, ale Bóg ofiaruje Swojego Syna właśnie nam niegodnym.

Dlatego to ołtarz powinien być tak pięknie nakryty jak nakrywamy stół w naszym domu na wielkie przyjęcie. To bowiem jest uczta Baranka Bożego („Błogosławieni są ci, którzy zostali zaproszeni na ucztę Baranka” – liturgia eucharystyczna). Dlatego nakrywamy go czystym, śnieżnobiałym obrusem, na środku ołtarza kładziemy tzw. „„korporał” (kwadratowy mały obrus) na nim stawiamy naczynia komunijne). Na nim stawiamy naczynia komunijne („Vasa sacra”): kielich nakryty pateną, po obydwu stronach stawiamy dzban z winem komunijnym i cyborium z hostiami („komunikantami”). Nie zapominamy także o tzw. palce („Palla” – biała chusta do wycierania kielicha) Następnie w formie trapezu nakrywamy naczynia komunijne welonem („Velum”) zazwyczaj także w obowiązującym kolorze.

Zazwyczaj na środku powinien stać krucyfiks jako symbol ofiary Chrystusa (w kościele luterańskim) i palące się świece po jego obu stronach albo w innej formie, kwiaty żywe (nie doniczkowe). Ołtarz ozdobiony jest antependium, w kolorze przewidzianym w Śpiewniku Ewangelickim na każde nabożeństwo. Antependia (także inna nazwa: „Frontale”) w kościele luterańskim w Europie Środkowej to pozostałości po kolorowych szatach liturgicznych, o których była już uprzednio mowa. Każdy kolor ma swoje znaczenie (patrz: Śpiewnik Ewangelicki).

KWIATY. Są piękną dekoracją ołtarza, o ile ich nie jest za dużo. Od wieków używano na ołtarzu

nie tylko żywych świec, ale i żywe, cięte kwiaty. Kwiatów doniczkowych nie stawia się na ołtarzu, ale mogą stanowić piękną dekoracje obok ołtarza, przed ołtarzem, pod chrzcielnicą czy amboną.

Zazwyczaj ołtarza ubiera się w te kwiaty, które są dostępne w danej porze roku np:

w Adwencie: choina, jodła, świerk i czerwone goździki. Wieniec adwentowy i gwiazda herrnhucka.

Boże Narodzenie: podobnie ale z białymi goździkami, gwiazda hernhucka, choinka oświetlona, bez baniek i ozdób po za gwiazdkami i t.p.

Czas Pasyjny (Post): kwiaty koloru fioletowego, ozdobne kolce

Wielki Piątek: tylko pod krzyżem czerwone (bordo) róże lub goździki i ozdobne kolce.

Wielkanoc: białe lub żółte kwiaty

Zesłanie Ducha Świętego: czerwone piwonie

Po Trójcy Świętej: różne kwiaty (tylko wystrzegać się pachnących lilii!!!)

Dziękczynne Święto Żniw: różne kwiaty, oraz gałęzie z żółto – czerwonymi liśćmi.

Święto Reformacji: kwiaty czerwone

Pamiątka Umarłych i koniec roku kościelnego: chryzantemy.

SAKRAMENTY ŚWIĘTE:

Wino, hostie, woda – to elementy używane przy sprawowaniu świętych sakramentów. Pod tymi postaciami dzięki ciągle żywym Słowom Ustanowienia przychodzi do nas Chrystus ze Swoją łaską i grzechów odpuszczeniem.

Kościół Wschodni używa do Komunii Świętej czerwonego wina gronowego, a Kościół Zachodni używa białego wina gronowego. Luteranie stosują zazwyczaj wschodniego jak i zachodniego obrzędu. Osobiście uważam, że należy używać białego wina gronowego, ponieważ jest praktyczniejsze ze względu na kolor pozostawiony na ołtarzu lub palce podczas wycierania kielicha. Znawcy obliczyli, że 1 butelka wina powinna wystarczyć dla 50 komunikantów. Luteranie w odróżnieniu od reformowanych zawsze używali i używają hostii, a więc okrągłych komunikantów, na których jest wytłoczony albo baranek albo krzyż.

Woda do chrztu powinna być czysta i ciepła (zwłaszcza ciepła dla niemowląt).

Na marginesie wracając do problemu wina, pragnę przytoczyć autentyczne zdarzenie jakie miało miejsce w naszych czasach. Pewien biskup katolicki urządził podobne rekolekcje dla kościelnych, jak my tu dzisiaj mamy. Zaprosił do katedry wraz z kościelnymi także i proboszczów, ale po jego kazaniu na przyszły rok bez zaproszenia przyszli także wikariusze. Mianowicie oparł swoją oryginalną homilię na tekście ewangelii wg św. Jana 2 rozdział, a więc wesele w Kanie Galilejskiej (2,1-11). Szczególnie podkreślił słowa Matki Pana Jezusa: „Wina nie mają” i skomentował je następująco: rano proboszcz idzie do kościoła, a tu już od drzwi słyszy słowa kościelnego: „księże proboszczu: „wina nie ma!”” Mówię o tym, że i ten problem może się też nieraz zdarzyć. W mojej ponad 40 letniej pracy duszpasterskiej nieraz się z tym spotykałem, ale żadnego problemu z tego powodu nie robiłem. Zazwyczaj na słowa kościelnego „wina nie mają!” odpowiadałem: „Wiem!” Ale było też i tak, że coś za dużo w tym winie było wody, której w naszym Kościele nie dolewa się do wina!

SŁUŻBA KOŚCIELNEGO PODCZAS CHRZTU, ŚLUBU I POGRZEBU

Różnoraka jest służba kościelnego, nie tylko podczas nabożeństwa głównego z Sakramentem Ołtarza lub w czasie Nabożeństwa Słowa, ale także podczas tzw. kazualiów, w których biorą udział nie tylko członkowie naszego Kościoła, ale także ludzie z innych Kościołów albo i bezwyznaniowcy. Oni też będą wdzięczni kościelnemu gdy im pomoże w zrozumieniu obrzędów, jeśli im poda śpiewnik i zaznaczy co będziemy śpiewali, wskaże kiedy należy wstać a kiedy siadać.

Jeśli chodzi o Chrzest Święty to odbywa się on w czasie nabożeństwa głównego przed apostolskim wyznaniem wiary. Ksiądz lub Kościelny może wprowadzić rodziców z dzieckiem i chrzestnych do kościoła i wskazać przygotowane dla nich miejsca przed ławkami.

Kościelny odkrywa chrzcielnicę i przygotowuje misę chrzestną, dzbanek z ciepłą wodą, (muszlę do udzielania chrztu), zapala świecę chrzestną przy chrzcielnicy, przynosi do zakrystii Księgę Chrztów. Nie zapomnieć należy o położeniu na chrzcielnicy małej białej serwetki do ewentualnego otarcia z wody ręki.

Ślub odbywa się w czasie specjalnego nabożeństwa ślubnego przed ołtarzem. Oprócz przygotowania ołtarza, położenia na ołtarzu patery z obrączkami ślubnymi, ewentualnego postawienia krzeseł przed ołtarzem, należy przynieść Księgę Ślubów wraz z dokumentami ślubu cywilnego. Jeżeli ślub kościelny jest złączony ze ślubem cywilnym, należy przygotować stolik lub położyć Księgę Ślubów na chrzcielnicy celem podpisania odpowiednich ważnych kościelnych i cywilnych dokumentów zawarcia związku małżeńskiego.

Jeśli pogrzeb odbywa się także w kościele, kościelny musi odpowiednio do niego przygotować kościół. Po pogrzebie należy natychmiast kościół doprowadzić do poprzedniego stanu (usunąć ewentualne mary) i wywietrzyć kościół.

Kościół powinien być zresztą wietrzony po każdym nabożeństwie!

W czasie czynności kościelnych, kościelny powinien być pomocą księdzu przy spełnianiu tych czynności, np. przestawianie i ustawianie mikrofonu, podanie Agendy, przytrzymanie na pogrzebie biretu i t.p.

ZAKOŃCZENIE:

Rekapitulując to co w wielkim skrócie zostało powiedziane na temat służby kościelnego w parafii, należy stwierdzić, że choć bardzo trudną i odpowiedzialną jest służba kościelnego, to jednak jest służbą błogosławioną, ciekawą i wszechstronną. Chciałbym w imieniu Kościoła serdecznie podziękować wszystkim tym kościelnym, którzy służbę swoją wykonują z serca jako dla Boga, a nie tylko dla ludzi. Im to chciałbym zadedykować słowa, które przed wielu laty Ks. Biskup Dr Wurm zawarł w 6 regułach dla kościelnych:

1. Urząd kościelnego jest świętą służbą. Tylko ten kościelny dobrze będzie swój urząd sprawował, który z głębi duszy może powiedzieć:

„PANIE, umiłowałem mieszkanie domu Twego i miejsce przebywania chwały Twojej.” (Psalm 26,8)

2. Wykonuj swoja służbę jako kościelny „z duszy jako Panu!”. Bądź staranny i wierny we wszystkich swoich obowiązkach!

3. Ponieważ kościół ma być godny i zachęcający dla wszystkich, gdyż jest świątynią Pańską, dlatego dbaj o czystość i porządek także w otoczeniu kościoła!

4. Niechaj będzie wewnętrzną troską twoją, aby Dom Boży wewnątrz był schludny a nie zanieczyszczony brudem, kurzem i pajęczynami. Jakże miałaby zamieszkać chwała Boża w domu zaniedbanym przez obojętność i niewierność?

5. Wykonuj swoja służbę radośnie a nie ze wzdychaniem, spoglądając na Boga, a nie lekkomyślnie. Pan, który wynagradza wierną służbę widzi czy:

ochotnie przygotowujesz Jego Dom do nabożeństwa,

z miłością do Słowa Bożego i Sakramentów Świętych przygotowujesz ołtarz, ambonę i chrzcielnicę?

Z radością z pieśnią na ustach wyznaczasz na tablicy numery pieśni,

Dzwonisz z modlącym się sercem, by PAN pobłogosławił temu zapraszającemu wołaniu,

6. We wszystkim jednak bądź ochotnym pomocnikiem tych wszystkich, którzy przychodzą do Domu Bożego. Twoje uprzejme spojrzenie i Twoja radosna praca niech ustawicznie będzie świadectwem, że stoisz w służbie PANA, który „jest dobry, a miłosierdzie Jego trwa na wieki”.

——————————————————————————–

Referat dla zakrystianów i kościelnych Diecezji Katowickiej opracował i wygłosił ks. Jan Gross, dnia 9 listopada 2002 r. w siedzibie Diecezji Katowickiej w Katowicach.