RSS
 

Archiwum kategorii ‘Artykuły’

TRZYDZIESTOLECIE TRAGEDII NA KOPALNI WĘGLA KAMIENNEGO „WUJEK” W KATOWICACH – BRYNOWIE

10 gru

W dniu 13 grudnia 2011 r. mija 30-ta rocznica ogłoszenia w Polsce stanu wojennego a z tym związane tragedie wielu ludzi.
Jest III Niedziela Adwentu, dnia 13 grudnia 1981 r., jak zwykle wybrałem się o godzinie 7.00 na nabożeństwo do oddalonego od Mikołowa o 15 km Orzesza. Droga szybkiego ruchu do Zawiści jest zupełnie pusta. Jadę tylko sam. Pytam się siebie samego co się stało, że taka pustka? Pomyślałem, że to ostra zima jest tego powodem. Odprawiłem nabożeństwo ze Spowiedzią i Sakramentem Ołtarza. Nikt nic nie mówi. Przed godziną 9.00 wracam do Mikołowa na drugie nabożeństwo. O godzinie 9.00 włączam radio – I program z Warszawy, aby posłuchać transmisji mszy św. Cisza! Nagle punktualnie o godzinie 9.00 w I programie Polskiego Radia z Warszawy grany jest hymn państwowy: „Jeszcze Polska nie zginęła” i odzywa się generał Wojciech Jaruzelski ogłaszając początek „stanu wojennego”. Pytam się siebie samego: „Kto z kim?” Czy ktoś napadł na Polskę? Okazuje się, że jest to stan wojenny polsko – polski.
 

Za 3 dni dnia 16 grudnia 1981 r. dowiaduję się od parafian, a potem od rodziny poszkodowanego, że na Kopalnię Węgla Kamiennego „Wujek” wkroczyło ZOMO i MO, rozpoczęła się pacyfikacja kopalni, strzelanina do górników, kilku górników zginęło, a kilku jest rannych.

Wśród rannych jest znany nam już wspaniały, młody człowiek, który niedawno wiózł nas swoim samochodem od parafian z Łazisk Górnych do Mikołowa i jak się okazuje, że jest to dalszy krewny mojej żony –
JOACHIM GNIDA, lat 28, ur. 5 stycznia 1953 r., należący do Parafii Ewangelicko – Augsburskiej w Wirku, a przed ślubem do Parafii w Mikołowie.
Moja teściowa śp. Elżbieta Jarzembowska z domu Ankes pochodząca z Orzesza była ciotką jego Mamy Heleny Gnida z domu Gałuszka pochodząca (jak zresztą i Ojciec Eryk Gnida) także z Orzesza.

Joachim Gnida (1953-1982)
Joachim Gnida (1953-1982)

 

Rodzina prosi o modlitwy przyczynne w kościele i prywatnie, zarówno w Mikołowie jak i w Wirku oraz w Świętochłowicach, gdzie duszpasterzem był wówczas od 3 lat ksiądz Tadeusz Szurman (obecnie od 10 lat Biskup Diecezjalny Diecezji Katowickiej). Od znajomego lekarza neurochirurga z Katowic – Ligoty, który operował postrzeloną głowę Joachima Gnidy w Klinice w Katowicach – Ochojcu dowiaduję się, że stan postrzelonego jest bardzo ciężki, a raczej beznadziejny.

W dniu 2 stycznia 1982 r. nadchodzi bardzo smutna wiadomość o śmierci o godzinie 11.30 tego młodegś.p. Joachim Gnida, górnik KWK "Wujek"o człowieka. Pozostawił młodą żonę Renatę z d. Jaworska, 3 – letnią córeczkę, rodziców, rodzeństwo i teściów państwa Jaworskich. Rodzina zdecydowała, że pogrzeb ma się odbyć w Mikołowie, dnia 7 stycznia 1982 r. w 2 dni po jego 28 urodzinach.

Dzień przed pogrzebem razem z Naczelnikiem Miasta mgr. Zygfrydem Machnika (1939-1998) przybyło do mnie dwóch panów, którzy się właściwie nie przedstawili i próbowali na mnie wymóc:

  1. Przedstawienie tekstu kazania. Na co im odpowiedziałem, że nie będę pisał, tylko mówił to co mi serce dyktuje.
  2. Abym nie wprowadzał zwłok do kościoła, bo „Solidarność” może wynieść zwłoki na miasto i uczynić manifestację. Chcieli wymusić na mnie aby pogrzeb odbył się w kaplicy cmentarnej i bezpośrednio na cmentarz. To żądanie spotkało się z mojej strony, podobnie jak i pierwsze, ze stanowczą odmową. Odpowiedziałem, że takiego zwyczaju w Mikołowie nie ma. Każdy pogrzeb wychodzi z kaplicy cmentarnej do kościoła, a po nabożeństwie żałobnym udajemy się na cmentarz. I tak też będzie wyglądał pogrzeb ś.p. Joachima Gnidy.

W końcu, gdy poirytowany postawą nieznajomych mnie z nazwiska ludzi, mikołowski Naczelnik Miasta, do śmierci bardzo przyjazny Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Mikołowie, uderzył pięściami w stolik i powiedział: „Panowie, miastem rządzi Naczelnik Miasta i proboszcz. Dlatego będzie tak jak proboszcz chce.” Nota bene, nigdy miastem nie rządziłem ani nawet takich myśli i planów nigdy nie miałem.

Wyjście z kaplicy cmentarnej do kościoła

Wyjście z kaplicy cmentarnej do kościoła

Okazuje się, że ci sami, albo inni panowie, podobne żądanie dotyczące punktu „1” przedstawili w Świętochłowicach ks. Tadeuszowi Szurmanowi i spotkali się z taką samą reakcją (choć nie domówiliśmy się, bo i nie było jak).

W dniu pogrzebu ZOMO i inne służby (MO) otoczyły cmentarz, kaplicę cmentarną, kościół i dom parafialny od ulicy. Mimo tego na pogrzeb młodego, uczciwego, pracowitego i wierzącego człowieka przybyło około 150 – 200 osób. Pogrzeb odprawił miejscowy proboszcz ks. Jan Gross, oraz ówczesny duszpasterz świętochłowicko – wirecki ks. Tadeusz Szurman i mikołowski praktykant mgr teol. Cezary Jordan (obecnie długoletni proboszcz w Zduńskiej Woli). Rozpoczął się przy zamkniętej trumnie w kaplicy cmentarnej, gdzie teolog Cezary Jordan odczytał fragment Psalmu 139,2:

Rzekłem: Będę pilnował dróg swoich, bym nie zgrzeszył językiem, będę

trzymał na wodzy usta swoje, póki bezbożny stoi przede mną.

Zaniemówiłem, zamilkłem, pozbawiony szczęścia…”

Było to w ówczesnych czasach i warunkach ryzykowne przeczytać te słowa: „…bezbożny stoi przede mną”, gdyż wielu naprawdę bezbożnych otaczało kaplicę cmentarną, ale ten głos chyba do nich nie dotarł, bo nic z tego później nie było.

Wśród prowadzących pogrzeb - ks. Cezary Jordan

Wśród prowadzących pogrzeb w Mikołowie - ks. Cezary Jordan

Po liturgii żałobnej kazania w kościele wygłosili obydwaj księża. Byliśmy wtedy nagrywani przez służby specjalne (SB), ale myśmy zwiastowali Słowo Boże, słowo pociechy chrześcijańskiej. Z akt IPN dowiadujemy się, że byliśmy także fotografowani. Były to prawdopodobnie jedyne zdjęcia z tego pogrzebu.

Wdowa z rodziną opuszcza kościół po nabożeństwie żałobnym (IPN)

Wdowa z rodziną opuszcza kościól po nabożeństwie żałobnym (IPN)

Tragiczna śmierć śp. Joachima Gnidy, polskiego górnika, miała także tragiczne dalsze implikacje. W czasie pogrzebu zasłabła jego matka, która za niedługo ciężko zachorowała, odwiedzałem ją w Szpitalu Wojewódzkim w Tychach i udzielałem Komunii Św. Z wielkim żalem i bólem w sercu za niedługo umarła i podobnie jak i ojciec pochowani są niedaleko syna na mikołowskim cmentarzu.

Trumna z ciałem ś.p. Joachima Gnidy jest wynoszona z kościoła św. Jana w Mikołowie

Trumna z ciałem ś.p. Joachima Gnidy jest wynoszona z kościoła św. Jana w Mikołowie

Na znak protestu, opuściła Ojczyznę żona Joachima wraz z córeczką. Nieomalże każdego roku, od czasu gdy upadła w Polsce władza totalitarna, a nadchodzi 16 grudnia, przybywa do Kraju, aby wziąć udział w bolesnej upamiętniającej rocznicy śmierci swego męża.

Gdy byłem proboszczem w Mikołowie do samego końca uczestniczyłem każdego roku w uroczystościach upamiętniających to smutne wydarzenie.

Ostatnio spotkaliśmy się z wdową po śp. Joachimie Gnida, jej córką i matką w dniu 30 kwietnia 2011 r. na ślubie i weselu w rodzinie Jaworskich w Żorach i w Czerwionce. Wtedy wdowa powiedziała do mnie, że jak zawsze to było, w dniu 16 grudnia 2011 r. muszę być z nimi koniecznie na 30. rocznicę tragicznej śmierci na „Wujku” w Katowicach. Powiedziałem, jeśli tylko otrzymam oficjalne zaproszenie postaram się koniecznie być. Zaproszenie „Krajowego Obywatelskiego Komitetu Obchodów 30. Rocznicy Wprowadzenia Stanu Wojennego i Wydarzeń Grudnia 1981” - otrzymałem i otrzymali je także Ks. Biskup Tadeusz Szurman, Zwierzchnik Diecezji Katowickiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP z Katowic, oraz obecny mikołowski proboszcz ks. Kornel Undas.

Weźmiemy ekumenicznie udział we mszy św. celebrowanej przez nowego Metropolitę Katowickiego JE Ks. Arcybiskupa dr. Wiktora Skworca w kościele p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego przy ul. Pięknej 8 o godzinie 16.00, a potem pod Pomnikiem – Krzyżem, w której weźmie udział także Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Bronisław Komorowski, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof dr inż. Jerzy Buzek i wielu innych Dostojników naszego Państwa i Województwa Śląskiego.

Grób ś.p. Joachima Gnidy na cmentarzu ewangelickim w Mikołowie

Grób ś.p. Joachima Gnidy na cmentarzu ewangelickim w Mikołowie

To smutne wydarzenie, jak i inne wydarzenia tego okresu, opisane zostało przed 5 laty w wydanej z okazji 25-lecia powstania „Solidarności” i tragedii w czasie pacyfikacji KWK „Wujek” w Katowicach w dniu 16 grudnia 1981 r. w książce – albumie wydanej w Lędzinach (2006) pt.: „Zapisy Ziemowickiej „Solidarności” 1980-2006 (Dokumenty, relacje, wspomnienia, wywiady)”, którą m.in. otrzymał ks. Jan Gross w podzięce za pomoc niesioną wraz z ks. proboszczem Karolem Baumanem z Hołdunowa i górnikiem z Hołdunowa Józefem Centnerem w tym trudnym czasie stanu wojennego ziemowickim górnikom, ich kolegom internowanym oraz ich rodzinom bez różnicy wyznania.

Ks. Jan Gross


 
Komentarze są wyłączone

Kategoria: Artykuły, Refleksje, Ruch ekumeniczny

 

DESTRUKCJA W LITURGII

23 lut

W Przeglądzie Powszechnym NR 2/2011 Jarosław Dydycz pisze o „Destrukcji w liturgii”. Artykuł ten cytowany jest w Internecie na stronie: http://prasa.wiara.pl/doc/729279.

Ponieważ wiele z zauważonych przez Autora faktów można także zauważyć w naszym Kościele, zwłaszcza dowolnego traktowania liturgii Kościoła, dlatego pragne zacytować pewne fragmenty artykułu także nam do przemyślenia:

„…Kapłani są bardzo aktywni w rozmaitych formach pastoralnych, organizują liczne zloty i pielgrzymki, prowadzą grupy modlitewne, organizują wycieczki, telefony zaufania, prowadzą działalność charytatywną. Często także są czynni obywatelsko czy samorządowo. Wspierają różne inicjatywy oddolne. I chwała im za to. Po częstokroć jednak tę swoją kreatywność wnoszą do liturgii, nie dostrzegają w niej rzeczywistości specjalnej, Bożej, ale kolejną sferę, którą trzeba duszpastersko przetworzyć. Siebie w tej sferze stawiają na pierwszym miejscu. Tak jak są liderami różnych środowisk, tak i w liturgii chcą nimi być. Zaczynają liturgię modyfikować, zostają jej demiurgami, liturgia zaczyna być miękkim tworzywem, w którym rzeźbią na własną modłę, podług własnych charakterów i przekonań. Liturgia zaczyna im podlegać. Nie jest już dziełem Boga, ale zaczyna być koncepcją kapłana. Kapłan nie umie się przed nią ukorzyć, uznać wyższości liturgii, jej nadprzyrodzoności. Nie umie uznać, że liturgia jest od niego większa, że to ona do niego przychodzi i on ma się jej poddać, uznać jej zbawienną siłę. Liturgia zostaje ściągnięta na ziemię, nie odbija już nieba, ale odbija wnętrze kapłana. Znika poczucie sacrum, poczucie wspólnoty Kościoła, wyeksponowana zostaje za to swoista wspólnota towarzyska, pewien klub konkretnego kapłana, a w nim ludzkie nieudolności i grzechy, często różne śmieszne i mało wartościowe idee.
Liturgia w takim układzie nie przemienia już, nie daje siły, traci swoją Chrystusowość, konserwuje za to błędy i brak rozwoju, zatrzymuje człowieka przy jego błahostkach. Dane kościelne środowisko, które uzurpuje sobie prawo do używania liturgii podług swojego widzimisię, nie wskazuje już na witalność Kościoła, na kościelny autorytet, ale na własne przymioty. Tym samym liturgia staje się antyliturgią i jako taka musi wzbudzać niepokój wiernych, ich zastanowienie i intensywne pytania o taki stan rzeczy. Musi także skłaniać wiernych do wyraźnych żądań pod adresem biskupów, żeby liturgii przywrócono należny jej pietyzm, żeby, co najważniejsze, dostrzeżono jej świętość.
W tym tekście chciałbym przedstawić najwyrazistszy w pol¬skim Kościele przykład destrukcji liturgii. Jest to sytuacja o tyle charakterystyczna i warta uwagi, że bardzo zakorzeniona w hi¬storii tego, co się zwie polskością, trwająca przez wieki, prze¬sycona bardzo silną i lubianą ideologią. Ponadto problem, który zamierzam wykazać, zastanawia, ponieważ spotyka się z powszechną aprobatą biskupów. Ani razu hierarchowie nie występowali przeciw niemu, nie starali się go rozwiązać, niemal wcale nie dostrzegali.
W przedstawieniu tematu pomóc może list, jaki otrzymałem jakiś czas temu od młodego księdza z zachodniej Polski – bardzo dramatyczny, bolesny.
Autor korespondencji trafił w miesięczniku „List” na mój reportaż, w którym zastanawiałem się nad kryzysem formacji seminaryjnej. Postanowił do mnie napisać. Pozwoliłem sobie zacytować z listu najważniejsze fragmenty: Niech Pan popatrzy, jak się w Polsce msze odprawia. Szczególnie w małomiasteczkowych i wiejskich parafiach. W takich jak ta, gdzie ja pracuję. U mnie proboszcz wychodzi do ołtarza i zamiast się trzymać mszału, czynić dzieło Jezusa, urządza pogadanki z wiernymi. Najpierw są informacje, ile kto dał na remont kościoła, i kto nie dał. Potem, na kogo trzeba głosować. A potem same modlitwy za ojczyznę, za jedną partię, o nawrócenie innej partii. Dominuje poetyka bogoojczyźniana. To jest problem za¬sadniczy. Nie ma uniwersalizmu chrześcijańskiego, Ewangelii, Chrystusa. Jest Polska, jej mitologia, symbole. Jest polska martyrologia.
W Polsce ksiądz wychodzi do ołtarza i nie ma przed sobą Kościoła, wspólnoty ochrzczonych, ale ma Polaków. I zamiast uczyć Ewangelii, zamiast uczyć chrześcijaństwa, uczy polskości. Uczy, który naród jest wielki, a który nie. Powiem dosadnie, z ostatnich miesięcy: zamiast ofiary Chrystusa, sprawuje ofiarę smoleńską.
Mój proboszcz nakazuje mi w czasie mszy, w trakcie Modlitwy Eucharystycznej, wspominać zawsze „pomordowanych w Katyniu”. Nakazuje mi wspominać, jak on to mówi, Katyń 2010.
Na moją uwagę, że zmarłych w różnych sytuacjach są miliony i warto poprzestać na ogólnej formule, odpowiada, że TO ON W TEJ PARAFII DECYDUJE, CO SIĘ MÓWI NA MSZY (zaznaczenie moje). To jest dramat wielu polskich księży. Ich się zmusza do popełniania nadużyć liturgicznych. Taka jest po prostu aura. Taki nacisk ze strony przełożonych czy wspólnoty. Mało kto odprawia mszę jak Kościół przykazał, większość urządza ideologiczną hucpę. To jest największa tragedia Kościoła w Polsce, że on jest strasznie lokalny, upaprany w lokalne spory, w małe rzeczy, i ten szkodliwy lokalny nacjonalizm wnosi do liturgii. Polski ksiądz po prostu musi kochać Polskę i musi to wyrażać w liturgii. Na inną perspektywę bardzo często nie ma miejsca. Choćby ksiądz był najporządniejszy, miał największą wiedzę i wiarę, choćby chciał dać wiernym porządną liturgię, która by im ukazała Chrystusa, to mu nie pozwolą koncelebransi albo sami wierni czy nawet organista. Zawsze znajdzie się ktoś, kto na mszy albo zaśpiewa „Rotę”, albo wniesie sztandary do kościoła, albo powie, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie.
Dramatycznie brzmią te słowa. Czytałem je dłuższą chwilę, wracałem do nich kilkakrotnie. Postanowiłem wykorzystać je w ni¬niejszym tekście.

Czy autor tych słów, trzydziestodwuletni ksiądz z zachodniej Polski, nie obrazuje rzeczywiście największego bólu polskiego Kościoła, największej jego traumy? Czy nie ukazuje nam zjawiska, do którego tępienie samodzielnych teologów, niski poziom intelektualny studentów teologii czy duże upolitycznienie duchowieństwa są ledwie dodatkami?
To zdaje się być kluczową tragedią polskiego Kościoła: on swoje upolitycznienie, narodowy ton, sprzyjanie ojczyźnianej wizji świata wnosi do liturgii. Liturgię podporządkowuje programowi konkretnej partii, konkretnemu stylowi światopoglądowemu. Liturgia nie jest przez to rozumiana już jako przestrzeń obecności Boga, jako przestrzeń zmartwychwstania, przestrzeń komunii, ale jako – wracając do wyżej zacytowanego listu czy do pierwszych, teoretycznych akapitów tego tekstu – lokalne wydarzenie towarzyskie, prywatny komentarz księdza do tego, co się wydarzyło w kraju i w regionie. Staje się celebracją małej religijności, skarlałej wrażliwości ludowo-narodowej, za burtę wyrzuca przesłanie Ewangelii. Znika harmonia Kościoła, zostaje polskość.
Niewątpliwym dramatem jest ksenofobia wielu kościelnych środowisk, antysemityzm, rozwijanie mitologii w miejsce nauki Kościoła.
Słusznie to niegdyś wypunktowywał Tadeusz Bartoś: Jezusa Ewangelii zastępuje się Jezusem z prywatnych objawień, Jezusem siostry Faustyny, lukrowanym Jezusem rozmaitych legend i ludowych obsesji, który to Jezus nie ma żadnego potencjału formacyjnego, nie czyni ludzi lepszymi, wspiera za to ich życiowy marazm. Można by to wszystko uznać za domenę pewnych środowisk, problem prywatny, niewartą uwagi skazę psychiczną niektórych grup społecznych. Niestety, to rozsadza fundament Kościoła i przenika do liturgii. Narusza sakramenty. Dekonstruuje to, przez co Kościół istnieje. Można przecież znosić księdza czy biskupa, który swoje szkodliwe poglądy wypowiada w gazecie, przed kamerami, można, a nawet trzeba, uszanować staruszkę, która ceni proste i naiwne formy pobożności, ale trudno już zachować cierpliwość, gdy te wszystkie mitologie i banialuki manifestuje się w czasie mszy świętej, zamiast sacrum, kosztem powszechności Kościoła, kosztem wiarygodności jego posługi.

To, że katechizacja nie działa, wiadomo od dawna, że Kościół bardzo lubi narodową dykcję – także. Myślę, że czas otwarcie powiedzieć rzecz kluczową: Kościół swoim narodowym sznytem podnosi rękę na liturgię.
A to jest już dowodem kompletnego zagubienia Kościoła, zatracenia świadomości wiary, zatracenia tożsamości. Jeśli liturgia ma się kiepsko, trudno, żeby sytuacja pastoralna miała się dobrze. Skoro źródło jest zabrudzone, to i strumienie są niezbyt klarowne, nieczystości rozlewają się na wszystkie sfery kościelnej pracy.
Powiem to z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa: na liturgii katolickiej czuję się często jak na pogańskim spędzie, jakbym wyznawał jakieś prymitywne wierzenia z prehistorii czy starożytności, a nie nowatorską i śmiałą, akcentującą więź z Bogiem, dającą nadzieję wiarę chrześcijańską. Całe piękno liturgii, proklamacja Słowa Bożego, ta wyjątkowość Bożej miłości, którą nam w liturgii odsłania Kościół, zostają unurzane w błocie, zbrukane.

Z takim błotem zetknąłem się ostatnio w małym polskim miasteczku.
Proboszcz z ołtarza powiedział: Witam ciepło na mszy pana burmistrza. Pamiętajmy, żeby na niego niedługo głosować. On ma dobre poglądy, prorodzinne, takie jak trzeba.

Liturgia tak odprawiana nie może dać owoców. Księża, którzy nie umieją uszanować Jezusa Chrystusa i eksponują wyłącznie siebie i swój światopogląd, nie mogą być naszymi przewodnikami. To jest na dziś zasadnicze zadanie dla polskich księży, wyartykułuję je dobitnie: niech się nauczą odprawiać mszę. Liturgia musi otrzymać należną jej estymę. Inaczej jakakolwiek dyskusja o Kościele nie będzie miała sensu.”

==========================================

A u nas? W Kościele Ewangelicko – Augsburskim [Luterańskim] w Polsce?
Nieraz słowo powitania i ogłoszenia trwają dłużej niż samo kazanie.
Kiedyś nigdy w czasie pogrzebu ksiądz nie zachęcał do złożenia ofiary. Dziś się to robi. Zborowi wystarczyło, że w Śpiewniku Pogrzebowym jest w porządku nabożeństwa żałobnego notka: „Pieśń zboru (wg miejscowego zwyczaju ofiara na ołtarzu).” Po co specjalnie zachęcać wiernych do ofiary.
Niektórzy księża przekręcają w liturgii słowa biblijne np. apostolskie życzenie pokoju, dowolnie skracają liturgię, zwłaszcza Liturgię Sakramentu Ołtarza, jak to kiedyś słusznie napisał ks. dr hab. Marek Uglorz: „jakgdyby wiatr przeleciał i skosił drzewa!”
Z drugiej strony nie skracają wielozwrotkowych pieśni, długich ogłoszeń, swojego kazania, nieraz nudnego!
Niektórzy księża przestają śpiewać kolektę, błogosławieństwo i Modlitwę Pańską. Wprowadzają jakieś dziwaczne formy liturgiczne, obce luteranizmowi (np. nabożeństwo po cywilu!), które nie mają nic wspólnego z liturgią Kościoła Luterańskiego.
Czynią to w nadziei, że coś nowego przyciągnie ludzi do kościoła, a nie wyciągają wniosków z tego wszystkiego co uczyniono z liturgią w krajach zachodniej Europy, że w ten sposób „wypędzono” ludzi z kościoła.
Można te wszystkie formy zniechęcające ludzi do kościoła i nabożeństwa naocznie zobaczyć w telewizji, w emisji na żywo nabożeństw ewangelickich, których pozbawiono i pozbawia się systematycznie owego „sacrum”, które jest człowiekowi niezbędnie potrzebne do życia duchowego. Kościoły stały się salami wykładowymi, a nie miejscami kultu, oddawania Bogu chwały. Niektóre nasze kościoły już są puste, albo systematycznie pustoszeją, a my nie potrafimy wyciągnąć z tego właściwych wniosków! Nie tylko Kościół Rzymsko- Katolicki, ale i Kościół Ewangelicko – Augsburski [Luterański] powinien głęboko zastanowić się nad swoją liturgią!
Ks. Biskup Prof. Dr Andrzej Wantuła zawsze nam przypominał, że to właśnie liturgia zachowała czystość nauki i wiary Kościoła Luterańskiego w najgorszych dla Kościoła czasach racjonalizmu!
Pamiętajmy o tym!

 

KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-LUTERAŃSKI O MARII PANNIE, MATCE BOŻEJ

02 lut

KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI [=LUTERAŃSKI] O MARII PANNIE, MATCE BOŻEJ

Kościół Ewangelicko-Augsburski wyrósł z szesnastowiecznej reformacji luterańskiej. Swoją naukę opiera jednak nie tyle na wypowiedziach ks. dr. Marcina Lutra i na jego pracach naukowych, co na księgach symbolicznych, czyli Corpus Doctrinae, które poprzedzone trzema ekumenicznymi wyznaniami wiary z roku 1580 ukazały się jako Liber Concordiae – Księga Zgody. Księga Zgody do dnia dzisiejszego jest oficjalnym wykładem doktryny luterańskiej i wiąże wszystkie Kościoły ewangelicko-luterańskie (czyli augsburskie) w jeden Kościół o jednej doktrynie.

Jedyną normą wszelkiej doktryny kościelnej według luteranizmu jest Pismo Święte. Ono jest dla luteran „norma normans„, podczas gdy Księgi symboliczne są „norma normata” wykładem Pisma Świętego według rozumienia luterańskiego.

Księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-luterańskiego zawierają z jednej strony pełną naukę katolicką w rozumieniu powszechności, zawartą w trzech wyznaniach wiary pierwotnego Kościoła: wyznania apostolskiego, nicejsko-konstantynopolskiego i atanazjańskiego. Symbole luterańskie powstałe w czasach Reformacji XVI wieku także zgadzają się z nauką zawartą w starokościelnych symbolach wiary.

Luterańska doktryna nie zawiera specjalnej dziedziny wiedzy teologicznej, którą inne Kościoły chrześcijańskie nazywają „„Mariologią”„. Luterańska „mariologia” wiąże się ściśle z nauką o Synu Bożym Jezusie Chrystusie, głównie z Jego inkarnacją. Tak też luteranizm postrzega mariologię w Piśmie Świętym. Maria Panna występuje w Piśmie Świętym tylko w związku z osobą Jezusa Chrystusa, z Jego wcieleniem się przed 2000 laty.

Zarówno Marcin Luter, jak też luterańskie księgi wyznaniowe podkreślają głównie macierzyństwo Marii, jej wiarę, jej cnoty, takie jak: pokora, uczciwość, uniżenie się, zaufanie Bogu, zupełne oddanie siebie samej i swego ciała na służbę Pana Boga.

l. Marcin Luter o Marii Pannie

W katolickiej książce pt. ‘Życie Maryi, Matki Bożej‘ (Warszawa 1955) napisanej przez teologów katolickich A. Nicolasa i ks. prof. dr. Eugeniusza Dąbrowskiego, wydanej w Warszawie przed 40 laty, jest powiedziane wprost, że Marcin Luter najgłębiej pojął i najtrafniej uchwycił tajemnicę życia Maryi. Autorzy ci uważają, że żaden z wielkich katolickich teologów nie był tak wielkim „panegirystą Boskiej Dziewicy Maryi” co … Luter.

Jest to więc ciekawa opinia teologów z czasów, gdy ruch ekumeniczny nie był jeszcze znany w Kościele rzymskokatolickim.

Dlatego takie stwierdzenie musi prowadzić do głębszych badań nad nauką Marcina Lutra i ksiąg symbolicznych Kościoła wyrosłego z reformacji luterańskiej XVI wieku. Takie uczciwe przedstawienie nauki luterańskiej dotyczącej mariologii i mariolatrii, zwłaszcza w Polsce, gdzie panuje jeszcze wiele wzajemnych uprzedzeń wyrosłych właśnie na tym tle, jest to konieczne i celowe. Bowiem przeciętnemu ewangelikowi rozmawiającemu z przeciętnym katolikiem wydaje się, że Kościół katolicki to Kościół maryjny, a Kościół ewangelicki to Kościół Chrystusowy, bo w jego centrum stoi Chrystus, zgodnie z reformacyjnym pryncypium „SOLUS CHRISTUS”. Natomiast przeciętnemu katolikowi rozmawiającemu z przeciętnym ewangelikiem wydaje się, że Kościół ewangelicki jest Kościołem antymaryjnym, przeczulonym na mariologię, której nie może zrozumieć.

Jak już powiedzieliśmy, Marcin Luter i reformacja luterańska nie stworzyły jakiejś specyficznej, odrębnej mariologii, a tym bardziej mariolatrii (kult maryjny) , ale też nie były uczulone na to zagadnienie. Marcin Luter rozpatrywał mariologię zawsze w kontekście Chrystusa. On patrzył na Marię w kontekście ziemskim, a nie niebiańskim. On odróżniał cześć należną człowiekowi od czci Boskiej. Atrybuty Chrystusa nie przechodziły automatycznie na Marię. Niemniej nie przeszkadzało mu nazwać Marię Pannę „największą niewiastą w niebie i na ziemi„, ani „najwyższą, najszlachetniejszą, najświętszą Matką….„, „najdrogocenniejszym klejnotem po Chrystusie w całym chrześcijaństwie„. Z całym Kościołem Powszechnym wszystkich wieków Marcin Luter wyznawał: „Maria była czystą, nieskalaną Dziewicą i stała się Matką Bożą przez Ducha Świętego„. Klasycznym wyrazem takiej nauki są dwie jego pieśni na Boże Narodzenie:

Pochwaleń Jezu Chryste bądź, że raczyłeś ciało wziąć Z DZIEWICY CZYSTEJ, radość stąd, Więc chwali Cię aniołów rząd. Kyrie eleison!

Tę pieśń najnowszy Śpiewnik ewangelicki dla Kościołów języka niemieckiego (EG 23) podaje na pierwszym miejscu pieśni bożonarodzeniowych, w ten sposób uważając ją za największą pieśń bożonarodzeniową. Znajduje się ona oczywiście także w polskim Śpiewniku Ewangelickim z roku 2002 pod numerem 71.

Druga pieśń Marcina Lutra, którą śpiewa cały świat luterański w Boże Narodzenie (EG 24) (Śpiewnik polski nr 54, 2) mówi: „Słuchajcie! Oto Bóg wam śle Anielskiej krasy Dziecię Swe, Z DZIEWICY czystej daje rad Dzieciątko, Które zbawi świat

Tak więc w obydwu pleśniach podkreśla Marcin Luter zarówno „dziewictwo” jak i „czystość” Marii, Matki naszego Pana.

Marcin Luter stał także na stanowisku starej nauki Kościoła, że Maria była „zawsze Dziewicą” [seper Virgo, Aeiparthenos, immer warende Jungfrau]. W swoich pismach i kazaniach Reformator bronił przede wszystkim orzeczenia III Soboru Ekumenicznego w Efezie z roku 431 o Marii Pannie jako THEOTOKOS (Dei Genitrix, Mutter Gottes, Matka Boża, Boża Rodzicielka). Uważa on, że Sobór ten właściwie nic nowego „nie podał do wierzenia, jak tylko stanął w obronie starożytnej wiary przeciwko herezji Nestoriusza„. Jedynie w tej nazwie widział Luter wielkość, wywyższenie i cześć, jaką można oddać Bożej Rodzicielce.
Marcin Luter mówi:

Być Matką Bożą jest przywilejem tak wielkim, tak zaszczytnym, że przekracza wszelkie zrozumienie. Żadne wywyższenie, żadna szczęśliwość nie może się porównać z chwałą osoby, która jedyna spośród całego rodzaju ludzkiego została wyniesiona do tego, nie mającego sobie równych przywilejów, ażeby mieć z Ojcem niebiańskim wspólnego (jedynego) Syna. W tym jednym słowie mieści się cała chwała Maryi. Nikt nie zdołałby nic wspanialszego na jej cześć powiedzieć, nawet gdyby posiadł tyleż języków, ile jest kwiatów i traw na ziemni, gwiazd na niebie i ziaren piasku na dnie mórz„.

Luter odrzuca więc stanowczo naukę Nestoriusza o „CHRISTOTOKOS„, którą dziś niestety wyznaje wielu protestantów.

Swoją wiarę Marcin Luter wyraził w słowach Małego Katechizmu: „Wierzę, że Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg, z Ojca w wieczności zrodzony i zarazem prawdziwy człowiek, z Marii Panny narodzony, jest moim Panem…
Dla niego Maria Panna jest nie tylko Matką prawdziwego Człowieka, ale też Matką prawdziwego Boga. Dlatego zawsze nazywa ją „Mutter Gottes” – Matką Bożą., albo „naszą kochaną Panią.” Mimo to uważa, że jej życie „nie jest chwałą jej osoby, lecz jedynie chwałą okazanej jej niezmiernej łaski Bożej„.

Dla Lutra Maria nie jest pełną łaski, ale jest ona obdarzoną łaską od Boga. I z tego względu jest ona wolna od wszelkiej wyniosłości i pychy. Dla całego chrześcijaństwa może być ona wspaniałym przykładem miłości i karności. Najwyżej cenił Luter u niej jej wiarę, która spowodowała, że „z spróchniałego korzenia wyrosła przepiękna różdżka„.

Mówił on tak: „Skoro zgodnie z powszechnym mniemaniem wiary z pnia jałowego i spróchniałego korzenia miały wyrosnąć różdżka i kwiat Jessego, trudno byłoby wbrew wszelkim pozorom uwierzyć, aby tym korzeniem mogła być Boska Dziewica Maria.” Moim zdaniem – mówił Luter – „została ona określona tym mianem pnia i korzenia jałowego tylko dlatego, że stała się Matką w sposób nadprzyrodzony, bez naruszenia kwiatu jej dziewictwa, podobnie jak w przyrodzie nie zdarza się, aby z martwego pnia mogła wyrosnąć latorośl. (…) Różdżka i kwiat wychylają się na świat z ubogiej istoty, której by córki arcykapłanów Annasza i Kajfasza nie uznały za godną najmniejszych względów„.

Ówczesnym zwyczajem Marcin Luter odprawiał także nabożeństwa w święta maryjne. Uważał, że należy celebrować nabożeństwa przede wszystkim w te święta, które mają swoje uzasadnienie w Nowym Testamencie. W pozabiblijne święta wygłaszał również kazania „ze względu na Ewangelię zwiastowaną” przy tej okazji.

Znane są kazania Marcina Lutra wygłaszane w święta maryjne:

* Oczyszczenie Maryi Panny (2 II),
* Zwiastowanie Maryi Pannie (25 III),
* Nawiedzenie Maryi Panny (2 VII),
* Wniebowzięcie Maryi Panny (15 VIII).

Tzw. kazania maryjne znane są także w Postylli zwanej „Dambrówką” wybitnego polskiego biskupa luterańskiego w Wielkopolsce, a potem na Litwie i Żmudzi ks. Samuela Dambrowskiego (1577-1625).
W roku 1522 Marcin Luter wydaje swoją „Betbüchlein” (Modlitewnik), w której objaśnia pozdrowienie anielskie „Ave Maria„. W swoich wywodach wyjaśnia, co to jest właściwe „Ave Maria„, jak należy się do tego pozdrowienia ustosunkować i jak należy właściwie czcić Matkę Bożą. „Chciałbym – mówi Maricin Luter – aby przez Nią chwalić łaską okazaną jej przez Boga i dziękować jej nie inaczej, jak ona dziękuje za otrzymane dobra od Boga i jak sama wyznaje w Magnificat„.

Dalej wyjaśnia, że „Ave Maria” nie jest ani modlitwą, ani też westchnieniem. Ponieważ jednak te słowa są wypowiedziane pod natchnieniem Ducha Świętego, dlatego nic należy ich potępić. Uważa, że słowa „Ave Maria” można traktować dwojako: jako rozważanie nad łaską daną przez Boga lub jako życzenie, aby Maryja była przez wszystkim ludzi uznana.

Bardziej jednak przychyla się Reformator do pierwszego stanowiska, a to dlatego, że „Łaska Boża napełnia ją wszelkim dobrem i chroni ją od wszystkiego złego„.

Na zakończenie książeczki modlitewnej Luter wyraża się bardzo dosadnie o posługujących się różańcem i „Ave Maria„. W każdym bądź razie wyraża się bardzo negatywnie o posługujących się różańcem. Na zakończenie powiada, że „Matka i Owoc bywają dwojako błogosławieni; cieleśnie i duchowo. Cieleśnie, ustami i słowami Ave Maria„. Duchowo czynią to ci, którzy sercem jej Dziecię – Chrystusa we wszystkim chcą widzieć: w słowach, w czynach, w cierpieniu, w chwale i w błogosławieństwie.

Drugą większą wypowiedzią Marcina Lutra jest jego Komentarz do hymnu Maryi „Magnificat„. Treść tego komentarza będzie tu w osobnym referacie przedstawiona. Niezależnie od tego chciałbym przekazać kilka wypowiedzi Marcina Lutra do Magnificat.

Reformator pyta: „Czy nie sądzicie, że serce Marii było sercem zaiste niezrównanym? Oto wie ona, że jest Matką Bożą, wyniesioną ponad wszystkich ludzi – mężczyzn i niewiasty, a jednak trwa w niezmiennej prostocie, szczerości, wyrzeczeniu, tak że nawet najlichszej sługi nie pozwala stawiać niżej od siebie. O, jakże dalekie od tego serca są nędzne serca nasze, które zależne od podmuchów losu nadymają się pychą lub wiotczeją zniechęceniem, ustawicznie miotane między upodleniem a wyniosłością. Natomiast niewzruszone serce Maryi pozostaje zawsze jadnakie, zachowuje równość niezachwianą, pozwala Bogu działać w sobie według Jego woli, upodobań, nie odczuwając przy tym nic krom wielkiej, mocnej pociechy, radości i ufności w Nim.

Zanurzona w otchłani klęsk i goryczy, obdarzona jedynie nieszczęściem i boleścią, nie szuka pociechy. Krzepi się jedynie niezłomną pewnością, że Bóg jest dobry, choćby nawet nie zawsze dawał to odczuć. Trwa niezmienna wśród zmiennych kolei, zawsze jednak wielbiąc i miłując dobroć Bożą, czy to okazywaną, czy niewyczuwalną.

Nie opiera się nigdy na doznanych dobrodziejstwach, toteż nie chwieje się nigdy, gdy usuwają się jej z rąk. Okazuje się zawsze jednakowo prawdziwą Oblubienicą Chrystusa, która nie do Jego darów, lecz do Niego samego przywiązana, nie uważa, aby stawał się milszy, gdy wszystko układa się po jej myśli, lub był jej mniej miły, gdy wszystko przeciwko niej się obraca. O prostoto! O, czystości serca! O, Dziewico Przedziwna, jakież mnóstwo rzeczy wielkich kryje się pod twą pokorą„.

W kazaniu na Dzień Nawiedzenia Marii Panny (Sermon auf Ev. Lucae „Maria stand auf” z roku 1523) podkreśla wittenberski Reformator nie tylko silną wiarę Marii i Elżbiety, ale z całą stanowczością znów twierdzi, że „Maria jest Matką Bożą [Mutter Gottes]. Choćby cały świat inaczej mówił, to jednak tak pozostanie„.

Luter w swoich kazaniach stawia swym parafianom wittenberskim (choć nigdy nie był proboszczem, proboszczem miejskiego kościoła Marii Panny w Wittenberdze był jego przyjaciel ks. Jan Bugenhagen)

Miasto Lutra - Wittenberg: miejski kościół Marii Panny

za wzór i przykład: miłość oraz wolność od wszelkiej pychy, z którą na każdym kroku spotykamy Marię. Omawiając historię odwiedzin Marii u swojej krewnej Elżbiety, Luter powiada: „Mogła była powiedzieć: mam teraz dosyć, jestem MATKĄ BOŻĄ i mam Syna Bożego w swoim żywocie, byłoby mi wstydem, żebym komukolwiek służyła: powinnam siedzieć w fotelu i mieć wokoło siebie sześć służących, które by mi służyły. Ale ona tego nie czyni, idzie dalej i chce innym służyć„.

W kazaniu na tę samą uroczystość w roku 1533 reformator Marcin Luter nazwał Bogarodzicę: „Niewiastą ponad wszystkie niewiasty, księżną pośród całego rodzaju ludzkiego. Żadna niewiasta na ziemi nie jest Ci równa. Takiej Matki jak Ty nie ma na ziemi, bo Ty jesteś Matką Pana mojego i owoc Twojego żywota jest ponad wszystkie owoce żywota„.

W kazaniu na Dzień Zwiastowania MP w dniu 25 marca 1523 r. nazwał ją ks. dr Marcin Luter: „naszą kochaną Panią„. Tu jak zwykle Luter dostrzega i podkreśla u Marii jej głęboką wiarę, z której przykład powinni brać wszyscy chrześcijanie. Ona bowiem uwierzyła w to, co nie zgadza się ze zdrowym rozsądkiem, naturą i stworzeniem. Uwierzyła w dziewicze narodzenie się Chrystusa z niej. Luter w tym kazaniu powiada: „Ona mogła również i tak powiedzieć: Czym jestem? Biednym robakiem jestem i ja mam urodzić takiego Króla? Tym samym mogłaby zwątpić w to, ale ona zamyka oczy i ufa Bogu, że On jest w stanie dokonać tych wszystkich rzeczy, którym przeciwny jest rozsądek i wszystkie stworzenia„.

Jednocześnie wyraża Reformator obawy, że Ewangelia na Dzień Zwiastowania może być przez niektórych ludzi źle zrozumiana albo też spłycona. Twierdzi jednak, że mimo tego „trzeba ją głosić, gdyż Bóg tak chce„. W kazaniu opartym o tekst Łk 11,27-28 ks. dr Marcin Luter stwierdza, że „Chrystus chciał być narodzony z Panny przez Ducha Świętego, gdyż w ten sposób nie został pokalany grzechem pierworodnym„. Dlatego też Luter uważa, iż „żadna niewiasta nie jest ani też nie była tak święta jak ona„. Mimo, że Pismo Święte nic nie wspomina o Wniebowzięciu Marii Panny, to jednak ks. dr Marcin Luter odprawiał również nabożeństwa w Dzień Wniebowzięcia MP (15 sierpień) jak już to powiedziałem, ze względu na możliwość głoszenia Ewangelii.

Rozumowanie Marcina Lutra na temat wniebowzięcia jest logiczne, a zarazem i biblijne.
Należy pamiętać, że wtedy jeszcze nie był znany dogmat o ASUMPTIO (Wniebowzięcie). Marcin Luter w tym kazaniu mówi o życiu wiecznym i zmartwychwstaniu. Wprawdzie stwierdza, że z przeczytanej Ewangelii nie można się nawet domyślić, aby Maria została wniebowzięta, ale dla nas „jest wystarczające, że wiemy: ona żyje w Chrystusie tak jak to Bóg powiada w Ewangelii Mt 22,32 i 2 Mż 3,6″.

Stwierdza, że jeśli „Bóg jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, to oni muszą żyć (…). A jednak mówimy, że ojcowie (Abraham, Izaak i Jakub) żyją, to jest nam potrzebne byśmy wierzyli, że Matka Boża też żyje”. Nie rozprawia się tu Luter z tym, czy ona została wziętą z ciałem i duszą do Nieba, czy też zasnęła, czy umarła śmiercią naturalną, gdyż o tym nic nie pisze Pismo Święte, ale stwierdza krótko: „… jak to możliwe, to pozostawmy drogiemu Bogu„.

Krótko mówiąc: w kazaniu tym Marcin Luter całkowicie popiera pogląd św. Augustyna i św. Hieronima.

2. Marcin Luter a pobożność maryjna w Kościele

Marcin Luter odnosił się z wielkim szacunkiem i czcią do Marii, Matki naszego Pana. To jest niewątpliwie prawdą. Tak na ten temat się wypowiada:

Zaprawdę, Maria jest godną chwały i nigdy nie może być dosyć chwalona”. „Powinno się także Ją czcić…” Niemniej cześć w duchu Ewangelii i Kościoła Reformacji wyobraża sobie zupełnie inaczej niż wyniósł to ze swojego dotychczasowego Kościoła. Uważa, że Matkę Bożą należy czcić, „ale trzeba uważać, aby ją czcić prawidłowo. Powinniśmy Matkę tak wychwalać i sławić, abyśmy tego Dzieciątka, które Ona urodziła, nie utracili z oczu i serca, i abyśmy tego skarbu, który nam się narodził nie poważali mniej niż Matkę. Kiedy Matkę tak chwalimy, powinno to być jak kropla w porównaniu z chwała należna Dzieciątku, chwałą tak wielką, jak daleko sięgające morze„.

Stąd poważna obawa ks. dr. Marcina Lutra, „aby się jej nie postawiło wyżej niż powinna być (…), aby przez to Chrystus nie byt pomniejszony i przez to serca nie były nastawione więcej do Marii, niż do samego Chrystusa„.

Aby takich nadużyć w Kościele nie było i aby Kościół czcił ją prawidłowo, tzn. zgodnie z nauką Pisma Świętego, Marcin Luter odrzuca z kultu maryjnego pewne elementy dotychczasowego kultu.

Gniewa się Reformator wittenberski na średniowieczną antyfonę „Salve, Regina”. Mówi on następująco na ten temat: „Bądź pozdrowiona, Królowo miłosierdzia, nasze życie, nasza słodycz, nasza nadzieja – czy to nie za wiele? Kto chce za to odpowiadać, że Maryja ma być naszym życiem, naszą słodyczą i miłosierdziem? Wszak Ona sama przestaje na tym, że jest ubogim naczyniem i służebnicą Pana. Czy nie jest to zniewagą uczynioną Chrystusowi, że przydaje się do stworzenia to, co Bogu jedynie przynależy?” – pyta Marcin Luter. Ponieważ Pismo Święte mówi: „Jeden jest pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2,5), dlatego Luter pyta: „Po co więc do serdecznego stosunku wiary łączącego chrześcijanina ze swoim Panem wstawiając Marię lub innych świętych? Czyż Pismo Święte nie nazywa całego Kościoła Oblubienicą Chrystusa? Czy nie jest to zniewaga Boga, jeżeli staje ona jako pośredniczka między Chrystusem a jego wiernymi rozdaje łaskę i ściąga na siebie ufność serca? Jeśli Bóg pomaga, czyż potrzeba mi pomocy Maryi lub innych świętych?” – pyta dalej Luter. Dlatego z całą stanowczością odrzuca Luter Salve, Regina w słowach: „Powinno się Ją chwalić nie wieloma „Salve, Regina”, ale tak jak Ona była biedną dziewczyną, na którą Bóg wejrzał w jej poniżeniu„.

Jak już wspomnieliśmy, Luter odrzucił z ewangelickiej pobożności zarówno różaniec, jak też orędownictwo i pośrednictwo Matki Bożej skreślając na zawsze z ewangelickich modlitewników słowa: „Maria! Ora pro nobis„. Luter jednak nie poszedł tak daleko w reformie kultu jak szwajcarski reformator ks. Ulrich Zwingli czy też „prorocy zwikauscy” i prof. Karlstadt.

Dlatego w luteranizmie pozostały po dzień dzisiejszy w kościołach figury (Heilsbronn k. Norymbergi) i obrazy Marii, czy też nazwy kościołów noszących imię Marii Panny.

Maria Panna w ołtarzu kościoła ewangelicko-augsburskiego w Szczytnie (1718)


W Polsce np. figura Marii Panny znajduje się w ołtarzu (1718) kościoła ewangelicko-augsburskiego w Szczytnie na Mazurach,

Szczytno: Ołtarz kościoła ewangelickiego z r. 1718


a kościół ewangelicko-augsburski na Dolnym Śląsku w Legnicy z XII wieku oraz kościół ewangelicki w Lubaniu Śl. z roku 1384 noszą po dzień dzisiejszy imiona Marii Panny.

Legnica: ewangelicko-augsburski kościół Marii Panny (XII wiek)


Lubań Śl. - ewangelicki kościół Marii Panny


Imię Marii Panny nosi słynna katedra luterańska w Kopenhadze, której ołtarz przedstawia rzeźbę słynnego artysty Bertela Thorvaldsena (1829): „Chrystus Pan błogosławiący wśród apostołów”.

Katedra ewangelicko-luterańska w Kopenhadze p.w. Marii Panny



W Dreźnie zbudowany w latach 1726-1743 przez luteran piękny luterański kościół mariacki („Marienkirche”, dawniej: „Naszej kochanej Pani”) został na nowo od podstaw odbudowany po okropnych zniszczeniach wojennych z 13/14 lutego 1945 r.

Drezno: ewangelicko-luterański kościół Marii Panny (na nowo wzniesiony 2005)


Dla władców NRD i ich polityki ateistycznej miał być on (gruzy) symbolem tego, jak to w gruzach niebawem legnie pod wpływem ateizmu wszelki Kościół i wszelka wiara w NRD, a stojąc na tle gruzów Marcin Luter będzie patrzył z cokołu pomnika na zanik wiary chrześcijańskiej, podobnie jak teraz na te gruzy kościoła Marii Panny (niedaleko kościoła św. Krzyża). Taka była oficjalna nauka przewodników oprowadzających licznych turystów po tym terenie. Jednak Boże myśli i Boże drogi są inne. W czasie pokojowej rewolucji (Wende), runął w gruzy NRD-owski ateizm i socjalizm, a z gruzów powstał na nowo w latach 1994-2005 przepiękny ewangelicko-luterański kościół Marii Panny (Frauenkirche) i uroczyście poświęcony przez ewangelicko-luterańskiego biskupa Krajowego Kościoła Saksonii (Drezno) w przeddzień Święta Reformacji, dnia 30 października 2005 r.
Dziś wokół niego i w nim codziennie gromadzą się tysięczne rzesze turystów, słuchaczy pięknej muzyki koncertowej i ludzi wierzących przychodzących gromadnie na nabożeństwa.

Maria bowiem dla luteranina, jak i dla każdego chrześcijanina, jest wzorem godnym naśladowania, wzorem w naśladowaniu „wiary, wielkiej pokory i subtelnego, niewinnego zachowania się wobec ludzi„. O tym ma także przypominać każdy kościół noszący jej imię.

3. Księgi symboliczne luteranizmu a kult maryjny

Księgi symboliczne dla Kościoła ewangelicko-luterańskiego jak już powiedzieliśmy są „norma normata„. One są kluczem do Pisma Świętego, które jest „norma normans” dla luterańskiego teologa przy wykładzie Pisma Świętego, w zwiastowaniu katechetycznym i homiletycznym. Księgi symboliczne luteranizmu wypowiadają się konkretnie i jednoznacznie na temat naszego stosunku do kultu Marii Panny.

Oto Matka twoja - oto syn Twój: obraz ołtarzowy w kościele ewangelickim w Sopocie.

Oto Matka twoja - oto syn Twój: obraz ołtarzowy w kościele ewangelickim w Sopocie


Stanowisko Reformatora Lutra do problemu mariologii i mariolatri było raczej łagodne, a zarazem biblijne.
Bardziej powściągliwe, jeśli nawet nie wręcz negatywnie, na ten sam temat wypowiadał się genewski reformator ks. Jan Kalwin (Genewa).

Ks. Jan Kalwin usunął z kultu i nauczania nie tylko to, co sprzeciwiało się wyraźnie Pismu Świętemu, ale nawet i to, o czym Pismo Święte nie wspomina lub nawet wyraźnie nie sprzeciwia nauce Pisma Świętego.
Księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-augsburskiego albo „Luterańskiego” poszły oczywiście za nauką Reformatora wittenberskiego.

CONFESIO AUGUSTANA – KONFESJA AUGSBURSKA (CA) obok obu Katechizmów ks. dr. Marcina Lutra jest najstarszą z ksiąg symbolicznych luteranizmu. Ona nie mówi nic bezpośrednio o kulcie Marii Panny, ani też o nauce na ten temat.

Artykuł 21 mówi jednak ogólnie „o czci świętych„. Matka Boża, Maria Pana według ksiąg symbolicznych należy oczywiście do grona świętych i dlatego to, co jest powiedziane w 21 artykule Wyznania Augsburskiego, dotyczy także Marii. „O czci świętych nauczamy, że pamięć świętych może być postawiona jak wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków„. — tak czytamy w 21 artykule CA.

Pamięć świętych nie może jednak prowadzić do „wzywania świętych, albo błagania pomocy od świętych„. Zgodnie z I listem św. Jana jedynie Chrystus jest Najwyższym Orędownikiem i On jedynie może nas wysłuchać i chce nas wysłuchać.

APOLOGIA KONFESJI AUGSBURSKIEJ (ACA) w XXI artykule powołuje się na autorytety Ojców Kościoła i najstarszych pisarzy kościelnych, którzy nic nie mówią o wzywaniu świętych („Hieronimus redet nicht von anrufen der Heiligen, sondern von Heiligen ehren„).

Nie znaczy to jednak, aby świętym nie miało się oddać należnej im czci. Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy wzywaniem a oddawaniem czci świętym. Według Apologii istnieją trzy sposoby oddawania czci świętym:
Po pierwsze: abyśmy Bogu dziękowali, że On na tym świętych przykładzie ukazuje nam Swoją łaskę i dary, które istnieją w Kościele, aby je chwalić, a świętych należy chwalić tak, jak Chrystus w Ewangelii chwalił wiernego sługę. Po drugie: na przykładzie świętych uczymy się wiary oraz ją wzmacniamy. Po trzecie: Powinniśmy naśladować ich wiarę, miłość, cierpliwość – każdy w swoim powołaniu„.
Apologia gorszy się jednak zwyczajem wzywania Marii w godzinę śmierci, gdy się prosi: „Maria mater nos ab hoste protcge in hora mortis sucipae„. Apologia jest przeciw temu, aby Maria mogła „oret pro ecciesia” („prosić za Kościół”).

Ta sama księga symboliczna oddaje jedanak Marii należna jej cześć, określając ją w samych superlatywach: „Dignissima amplissimis honoribus” („najgodniejsza najwyższej czci„) ze wszystkich ludzi na ziemi i zbawionych w niebie. Jest to oczywiście cześć ludzka, a nie Boska.

ARTYKUŁY SZMALKADZKIE z roku 1537, które napisał sam Marcin Luter pierwotnie na Sobór do Mantui, który jednak nie doszedł do skutku, mówią w II swej części w artykule De invocatione sanctorum potwierdzają dotychczasową naukę o świętych. Marcin Luter pisze: „Wzywanie świętych jest także nadużyciem bezpodstawnym i bezskutecznym. To, że aniołowie w niebie za nas się modlą (jak i Chrystus to samo czyni), jak to czynią święci na ziemi, a może i w niebie, wcale nie znaczy, abyśmy aniołów i świętych też wzywali, modlili się do nich, urządzali im uroczyste msze, ofiary, kościoły, ołtarze (…), gdyż taka chwała należy się jedynie Bogu„.

Pierwsza część Artykułów Szmalkaldzkich (Prima Pars) mówi już bezpośrednio o Marii Dziewicy określając ją kilkoma słowami: „Filius ita factus est homo, ut a spiritu sancto sinse virili operae conciperetur et ex MARIA PURA, SANCTA, SEMPER VIRGINE NASCERETUR” – „Przeto Syn stał się człowiekiem w ten sposób, że poczęty został z Ducha Świętego bez udziału męża i został zrodzony z MARII, CZYSTEJ, ŚWIĘTEJ, ZAWSZE DZIEWICY„.

Tekst niemiecki zawiera tylko słowa „Dziewicy” opuszczając słowo „zawsze” („…reinen, heiligen Jungfrau Maria goporn sei„). Prof. Loevenich tłumaczy, że Marcin Luter nie mógł się jednak wyzwolić ze starej tradycji katolickiej.

FORMULA CONCORDIAE – Formuła Zgody nie wnosi nic nowego do mariologii i marlolatrii, ale potwierdza i przyznaje się do uchwał Soboru w Efezie z r. 431, że Maryja Panna jest THEOTOKOS – Matką Bożą i DEI GENITRIX – BOGARODZICĄ.

W I części w artykule VIII pt. De Persona Christi Kościół ewangelicko-luterański poprzez swoją ostatnią księgę symboliczną stwierdza co następuje:

Eam ob causam credimus, docemus et confitemur, quod virgo Maria non nudum aut merum hominem duntaxat sed verum Dei filium conceperit at genuerit; unde recte Mater Dei et appellatur et revera est„. – „ Dlatego wierzymy, uczymy i wyznajemy, że Dziewica Maryja poczęła i porodziła nie tylko – ścisłe biorąc – zwykłego człowieka, ale prawdziwego Syna Bożego. Stąd słusznie bywa nazywana MATKĄ BOŻĄ – i tak jest w rzeczywistości!”

Druga część tego samego artykułu omawiając unię hypostatyczną zarówno w tekście łacińskim, jak i tekście niemieckim niemieckim (oba teksty są oryginałem) określa Marię Pannę jako „laudatissima” (najchwalebniejsza)
, a potem bezpośrednio nazywa ją BOGARODZICĄ, która po narodzeniu Chrystusa pozostała Dziewicą.

W tłumaczeniu polskim wspaniale te słowa na cześć Marii Dziewicy brzmią następująco: „Ze względu na tę unię personalną (hypostatyczną) i przez wspólność natur, Maria, najchwalebniejsza ta Dziewica porodziła nie tylko człowieka – ściśle biorąc – ale takiego człowieka, który jest prawdziwie Synem Boga Najwyższego, jak to stwierdza Archanioł Gabriel, albowiem ten Syn Boży już w łonie Matki okazał Swój Boski majestat, rodząc się z DZIEWICY, której dziewictwo nie zostało naruszone. Dlatego Ona prawdziwie jest MATKĄ BOŻĄ, BOGURODZICĄ, a zarazem pozostała DZIEWICĄ„.

Reasumując to wszystko, co w księgach symbolicznych lutcranizmu jest powiedziane o Marii Pannie, stwierdzamy:

Maria Panna jest dla ewangelików-luteran

* Matką Bożą — Bogurodzicą,
* Świętą, czystą, zawsze Dziewicą,
* Najchwalebniejszą i najgodniejszą najwyższej czci ze wszystkich kobiet żyjących w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości na ziemi.

Maryja Panna nie jest jednak dla luteran:

* Orędowniczką,
* Współodkupicielką,
* Królową niebios i ziemi,
* Niepokalanie poczętą i Wniebowziętą.

4. Maria Panna w kulcie ewangelickim

Imię Marii Panny wymieniane jest w każdym ewangelickim głównym nabożeństwie niedzielnym i świątecznym, gdy zmawiano jest wspólnie wyznanie wiary apostolskie lub niecejsko-konstantynopolskie. Ponadto kalendarz liturgiczny Kościoła ewangelicko-augsburskiego zawiera trzy święta „maryjne”, które posiadają własne „Proprium de tempere” (Części zmienne):

* 2 II: Oczyszczenie Marii Panny [ŚE str. 1447 - introit 84],
* 25 III: Zwiastowanie Marii Pannie [ŚE str. 1448 - introit 85],
* 2 VIII: Nawiedzenie Marii Panny [ŚE str. 1451- introit 88].

W agendach luterańskich (księga liturgiczna dla księdza) jest zamieszczona PREFACJA na święta maryjne:
ŚWIĘTA MARII PANNY (2 II. 25 III. 2 VII.)
Zaprawdę godną i słuszną, sprawiedliwą i zbawienną jest rze-czą,/ abyśmy zawsze i wszędzie Tobie dziękowali, / Panie, święty Ojcze, wszechmogący, wieczny Boże, / przez naszego Pana, Je-zusa Chrystusa. /
Jego bowiem jako Zbawiciela dałeś światu przez Marię Dziewi-cę./ Ona za sprawą Ducha Świętego poczęła Jednorodzonego Syna Twojego / i wydała światu przedwieczną światłość, naszego Pana Jezusa Chrystusa. /
Przez Niego Twój majestat uwielbiają zastępy Aniołów, / którzy zawsze się radują z Twojej obecności. / Prosimy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich, razem z nimi wołając:”

Ponadto w wielu kościołach luterańskich na świecie odprawiane są nieszpory, zwłaszcza w ewangelickich diakonatach, zgromadzeniach sióstr (np Marienschwcsternschart w Darmstad), na konferencjach księży, w męskich diakonatach i zgromadzeniach braterskich. Nieszpory te, których porządek zawiera także nasz polski Śpiewnik Ewangelicki z roku 2002, odprawiane są według najstarszej Liturgii Godzin, a w związku z tym śpiewany jest zawsze hymn Marii „Magnificat” poprzedzony antyfoną: „Chrystus nasz Zbawiciel, Syn Boga wiecznego i Marii, niech będzie przez nas uwielbiony na wieki” [ŚE 967 str. 1519]. Liturgie Godzin można także odmawiać w domu samemu lub w rodzinie.

Choć Kościół luterański obecnie nie zna specjalnych pieśni maryjnych (znane były w dawnych kancjonałach, jedną z nich napisał sam Marcin Luter), to jednak oprócz wspomnianych na początku pieśniach Lutra i w wielu kolędach, także w kilku innych pieśniach kościelnych, wspomniane jest imię Marii. Jedną z nich jest stara pieśń z r. 1677 z piękną śląską melodią: „Przekrasny Jezu, Królu świata jasny, Tyś Boga i Maryi Syn …” [ŚE. 799]. W tekście niemieckim jest powiedziane: „Schönster Herr Jesu Herrscher aller Herren, Gottes und Marien Sohn…” [EG 403, także amerykański Lutheran Book of Worship 518], a więc „Boski i Marii Synu„.

Zakończenie

Nie wiem, czy zgodnie z życzeniem organizatorów Sympozjum Mariologicznego wywiązałem się w niniejszym referacie z nałożonych na mnie zobowiązań do przedstawienia nauki i kultu Kościoła ewangelicko-augsburskiego (luterańskiego), ale chciałem, o ile to było możliwe, aby w tym referacie nie przemawiał referent, lecz sam reformator, ks. dr Marcin Luter, względnie księgi symboliczne Kościoła ewangelicko-augsburskiego (luterańskiego), a nie teolodzy o różnych poglądach. Oficjalnym bowiem wykładem nauki naszego Kościoła nie są prywatne zdania poszczególnych teologów, księży, czy wiernych, ale właśnie księgi symboliczne, które w tym referacie doszły do głosu.

Mimo, że mamy różne, choć nieraz zbieżne poglądy na naukę i kult maryjny, to jedno musimy stwierdzić, że nie ma ani „Marii katolickiej”, ani „Marii prawosławnej”, ani też „Marii ewangelickiej”. Jest tylko „Maria chrześcijańska”, „Matka Syna Bożego Jezusa Chrystusa”, „Bogurodzica Dziewica”. Ona jest chrześcijanką należącą do całego Kościoła.
Dziękując za życzliwe przyjęcie tych nieraz kontrowersyjnych słów, pragnę zakończyć słowem ewangelicznym:

Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami (Łk 1, 28).

Referat wygłoszony na XII Międzynarodowym Kongresie Mariologicznym. Częstochowa. Jasna Góra, dnia 20 sierpnia 1996 r. – Opublikowany: Nosicielka Ducha. Pneumatofora. Wydawnictwo KUL, Lublin 1998, s. 101-111; w Kalendarzu Ewangelickim 1965 pt: „Maria Panna w świetle nauki naszego Kościoła” strony 109-116; Teologia i ambona nr 13. Wisła 1997 – Ks. Jan Gross: Mariologia luterańska w księgach symbolicznych oraz w życiu i nauce Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (Luterańskiego). Artykuł ten został przedrukowany w Kalendarzu Ewangelickim – Evangelicky Kalendar 1998. Czeski Cieszyn str. 44-54, oraz wygłoszony na spotkaniu Polonii ewangelickiej i katolickiej w Czeskim Cieszynie w dniu 3 kwietnia 2003 r. Ks. Jan Gross został delegowany przez Konsystorz na MKM w Częstochowie celem wygłoszenia referatu na prośbę Organizatorów.
(Ks. Jan Gross)

 

EUCHARYSTIA W LUTERANIZMIE I W INNYCH KOŚCIOŁACH PROTESTANCKICH

01 lut

Kiedyś wielki polski papież Jan Paweł II mówił o dwóch płucach chrześcijaństwa: wschodnie – prawosławie i zachodnie – katolicyzm. Pomiędzy płucami jest zawsze serce – protestantyzm, który od 490 lat jest obecny zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie.

Człowiek nie może żyć tylko o dwóch płucach, bez serca, ale serce, które jest motorem życia, nie może istnieć bez płuc.

Podczas, gdy katolicyzm i prawosławie są stosunkowo dość jednolite teologicznie, protestantyzm dzieli się teologicznie na kilka wyznań. Najbardziej teologicznie podzielony jest protestantyzm, jeśli chodzi o naukę o sakramentach: Sakrament Chrztu Świętego i Sakrament Ołtarza.

Protestantów dzieli nauka o Sakramencie Chrztu św. tak daleko, że np. chrześcijańskie wyznania o kierunku baptystycznym, zielonoświątkowym i adwentystycznym nie uznają chrztu świętego niemowląt dokonanego w Kościołach luterańskich, reformowanych, metodystycznych i anglikańskich.

Jeszcze bardziej dzieli protestantów nauka o Sakramencie Ołtarza na: luteranizm, kalwinizm, zwinglianizm, oraz metodyzm i anglikanizm.

Jeśli chodzi o Sakrament Eucharystii najbardziej zbliżony do prawosławia i katolicyzmu jest luteranizm, pośrodku jest anglikanizm, kalwinizm i metodyzm, a na

przeciwległym krańcu zwinglianizm z tzw. Kościołami ewangelikalnymi.

Sakrament Eucharystii w wymienionych Kościołach posiada różne nazwy, takie jak:

Sakrament Ołtarza, Wieczerza Pańska, Wieczerza Święta, Komunia Święta, czy Eucharystia.

LUTERAŃSKA NAUKA O EUCHARYSTII

W teologii luterańskiej „Sakrament to obrzęd święty ustanowiony przez samego

Jezusa Chrystusa, w którym pod widzialnymi znakami udzielana jest niewidzialna łaska Boża.”

Na pytanie: „Co to jest Sakrament Ołtarza?”, ks. dr Marcin Luter w swoim Małym

Katechizmie odpowiada: „Jest to prawdziwe ciało i prawdziwa krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, pod chlebem i winem nam chrześcijanom do spożywania i picia przez samego Chrystusa ustanowione.” Luter ani na chwilę nie wątpił, że w tym Sakramencie jesteśmy uczestnikami prawdziwego ciała i krwi Chrystusa, że w nim realnie, substancjalnie i rzeczywiście obecny jest ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus Chrystus. Dla Lutra i dla jego współwyznawców „w”, „z”, „pod” postaciami chleba i wina jest obecny prawdziwie, realnie i substancjalnie Jezus Chrystus ukrzyżowani i zmartwychwstały. On w Wieczerzy Świętej jest obecny nie tylko subiektywnie we wierze, ale także obiektywnie w chlebie i winie. Z istniejących w starożytnym Kościele dwóch nauk o Eucharystii – „transsubstancjacji” i „konsubstancjacji”, Kościół katolicki na soborze laterańskim w roku 1215 przyjął naukę o transsubstancjacji, a luteranizm przyjął naukę o konsubstancjacji.

Na tej podstawie Kościół luterański naucza w Dużym Katechizmie: „W sprawie

transsubstancjacji (przemiany substancji elementów) w ogóle nie bierzemy pod uwagę sofistycznego, chytrego wymysłu, dzięki któremu zmyślają, że chleb i wino wyzbywają się chytrego zatracają swoją naturalną substancję i że zachowuje się tylko kształt i barwa chleba, a nie pozostaje on chlebem prawdziwym. Bardzo dobrze, bowiem zgadza się z Pismem św. to, że chleb jest obecny i nim pozostaje, jak sam Paweł to określa: „Chleb, który łamiemy” (I Kor.10,16), i dalej: „Tak niechaj je z chleba” (I Kor. 11,28).”

Oczywiście księgi wyznaniowe luteranizmu mocno podkreślają konieczność

udzielania wszystkim Eucharystii pod dwiema postaciami, jak ją ustanowił Chrystus i

nakazał: „Pijcie z niego wszyscy.” Dogmatyka luterańska, zwłaszcza Chrystologia naucza, że na podstawie nauki o „Ubiquitas Corporis Christi” – „wszechobecności ciała Chrystusowego”, ciało Chrystusa jest wszechobecne, a więc także w chlebie i winie poświęconym Słowem Chrystusa wypowiedzianym w Wieczerniku, które wypowiada z rozkazu i w miejsce Chrystusa, jako „repesentant Christi personam” (Apologia Konfesji Augsburskiej art. VII pkt 28.), a więc ustanowiona przez Kościół poprzez modlitwę do Ducha Świętego i włożenie rąk biskupa osoba (powołana „rite vocatus”).

Słowa konsekracji wzięte z 3 Ewangelii i z I listu św. ap. Pawła do Koryntian

wypowiada w czasie liturgii każdy ewangelicki biskup lub ksiądz, następująco:

Pan nasz Jezus Chrystus, tej nocy, której był wydany wziął chleb i podziękowawszy łamał nim dawał uczniom Swoim, mówiąc: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało Moje, które się za was wydaje. To czyńcie na pamiątkę Moją. Podobnie, gdy było po Wieczerzy, wziął i kielich, a podziękowawszy dał im, mówiąc: Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, ten kielich jest to nowe przymierze we krwi Mojej, która się za was i za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów. To czyńcie, ilekroć pić będziecie na pamiątkę Moją.”

Kościół uważa, że tak ustanowiony i podawany Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej, w którym obecny jest prawdziwie Chrystus jest udzielany zarówno wierzącym jak i niewierzącym, z tym, że wierzącym ku zbawieniu, a niewierzącym ku potępieniu (por 1 Kor 11,27-28). Luter naucza, że Sakrament ten służy ku zbawieniu tylko tym, którzy mają wiarę w te słowa Pana „za was się wydaje – za was się wylewa”. Tylko ci dostępują odpuszczenia grzechów, a „gdzie jest grzechów odpuszczenie tam jest życie i zbawienie.

CZYM JEST DLA LUTERAN  EUCHARYSTIA?

Ona odnawia wspólnotę z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusem, jest zapewnieniem życia wiecznego, daje odpuszczenie grzechów i zbawienie, ale też jest sakramentem, który odnawia wspólnotę pomiędzy braćmi i siostrami Jezusa Chrystusa (Ew J 6,53-57). Eucharystia jest Wieczerzą jedności pomiędzy poszczególnymi wierzącymi, a całym Kościołem. Dlatego nigdzie podział Kościoła nie jest tak boleśnie odczuwalny jak właśnie podczas wspólnej Komunii Świętej. Dla luteran Sakrament ten „daje przedsmak życia wiecznego, a (…) przeszłe i przyszłe wydarzenie zbawcze staje się dla nas teraźniejszością.”

Dlatego w luterańskiej liturgii eucharystycznej często wypowiadane są słowa jednej z 15 modlitw eucharystycznych: „…Prosimy Cię: Poświęć nas sobie na własność, zachowaj w jednomyślności i braterstwie, w pokorze i cierpliwości. Buduj Kościół Swój, jedyny, święty, powszechny, zgromadź w nim wiernych ze wszystkich stron świata i ze wszystkich narodów, i daj nam oglądać jasność oblicza Twego na wieki, gdy powtórnie do nas przyjdziesz. Przemija, bowiem świat, ale trwa Królestwo Twoje na wieki. Dlatego prosimy: Przyjdź rychło, Panie!”

Podobna myśl wyrażona jest w jednej z modlitw po konsekracji chleba i wina (Anamneza):

„…Prosimy Cię, spraw, aby wszyscy, którzy przyjmują Jego ciało i krew stali się jednym

ciałem w Chrystusie. * Zgromadź Swój Kościół ze wszystkich stron świata i ze wszystkich narodów, * abyśmy wraz ze wszystkimi wierzącymi mogli obchodzić wielką ucztę radości w Twoim Królestwie…”

Zbożna cześć, jaką luteranie darzą Eucharystię nie pozwala im jednak na adorację i procesje eucharystyczne (nie ma specjalnego Święta Ciała i Krwi Pańskiej, oprócz Wielkiego Czwartku), gdyż Chrystus i apostołowie jedno tylko nakazali czynić z Eucharystią: „Bierzcie i jedzcie – Bierzcie i pijcie”. Tak uzasadniał Marcin Luter odrzucenie zarówno adoracji Sakramentu Ołtarza w tabernakulum lub w procesji eucharystycznej. On jest adorowany tylko aż do jego przyjęcia.

Stąd ewangelicy w Polsce i w Czechach przyjmują Komunię Świętą na klęcząco, a po spożyciu jej w niektórych diecezjach żegnają się znakiem krzyża świętego, a obecni w kościele stojąc przez cały czas rozdawania komunii św. w ten sposób czczą realną obecność Chrystusa wśród nich. Luteranie w Ameryce i w różnych regionach świata odchodząc od ołtarza po przyjęciu Komunii Świętej czynią niski ukłon przed ołtarzem. Jeszcze w latach 60 – tych XX stulecia na Mazurach były zbory, gdzie ludzie nie tylko do Wyznania Wiary i Modlitwy Pańskiej klękali, ale także do Słów Ustanowienia Wieczerzy Pańskiej. Dziś jeszcze Agenda staroluterska (SELK) i polski rytuał metodystyczny, a także najnowszy nasz Śpiewnik Ewangelicki [ŚE, 2002] mówią o uklęknięciu do Konsekracji. W czasie konsekracji 24 VI 2006 r. nowego Biskupa SELKu podczas Słów Ustanowienia Wieczerzy Pańskiej zgromadzeni wierni w kościele Marii Panny w Hanowerze wszyscy uklękli, gdyż Chrystusowe Słowa Ustanowienia Wieczerzy Świętej są tak samo ważne dla chrześcijan jak i Modlitwa Pańska. Oczywiście są to tylko znaki, którymi wierni pragną uczcić obecnego, jak w Słowie Bożym, tak i w Sakramencie Ołtarza Jezusa Chrystusa.

W Konfesji Augsburskiej jest, bowiem napisane: „Kościoły nasze uczą o Wieczerzy

Pańskiej, że ciało i krew Chrystusa są prawdziwie obecne i rozdzielane spożywającym obecnego w Wieczerzy Pańskiej; inaczej nauczających odrzucają.” Dopuszczeniem do Eucharystii jest konfirmacja lub konwersja (przyjęcie do wspólnoty Kościoła), choć teologicznie jest nim niewątpliwie Chrzest święty.

LITURGIA EUCHARYSTII

Ponieważ Nowy Testament naucza, że Sakrament Ołtarza ma być sprawowany tak

długo, aż Chrystus ponownie przyjdzie (1 Kor 11,26), dlatego od samego początku był przez Kościół Chrystusa sprawowany w „Dzień Pański” w czasie zgromadzenia Ludu Bożego. Stanowi on centrum nabożeństwa, jeden z dwu wierzchołków (Słowo Boże – kazanie i Eucharystia) chrześcijańskiego nabożeństwa zwanego od wielu wieków „missa” – „msza”, która jest „posłaniem” („missa” – „jesteście posłani”).

Ks. dr Marcin Luter napisał 3 książeczki na temat nabożeństwa, którego szczytem jest sprawowanie Eucharystii, Podjął w nich reformę mszy – nabożeństwa głównego z Sakramentem Ołtarza:

1. „O porządku Służby Bożej w zborze” wydanej na Wielkanoc 1523 r.

2. „Formuła Mszy i Komunii” z grudnia 1523 r.

3. „Msza niemiecka” z jesieni 1526 r.

W nich wyznaczył Marcin Luter granice jak daleko może pójść reforma z jednej strony, oraz jak daleko z drugiej strony można i należy pozostać przy dotychczasowej tradycji katolickiej.

Odrzucona na pewno została msza jako powtórzenie w sposób bezkrwawy krwawej

ofiary Golgoty, jaką kapłan codziennie dokonuje na żywych i umarłych.

Natomiast nie wiele zmienił Luter ze starożytnego porządku chrześcijańskiego

nabożeństwa (mszy), bo ani samego porządku, ani ołtarzy, ani świec, ani szat liturgicznych, lecz teologię nabożeństwa, a więc wszystko:„que oblationem sonant” – „co ofiarą zalatuje ” (1523), czyli co jest powtórzeniem w sposób niekrwawy KRWAWEJ ofiary Golgoty.

Owszem nabożeństwo luterańskie też jest „ofiarą”, ale nie powtórzeniem ofiary

Golgoty, lecz „ofiarą dziękczynienia” [Eucharystią] Bogu za ofiarowanie nam zbawienia w Jezusie Chrystusie. Kierunek tej ofiary jest, więc inny: nie człowiek ofiaruje Jezusa Bogu Ojcu, lecz Bóg Ojciec ofiaruje Swego Syna grzesznemu człowiekowi dla jego zbawienia.

Z tych też względów luteranizm, nie kwestionując samej modlitwy za umarłych, lecz, stanowczo odrzuca jednak mszę za umarłych, jako „ofiarę” za umarłych.

W Obronie Wyznania augsburskiego (Apologii Konfesji Augsburskiej – Apologie Augsburského wyznáni) w artykule XXVII, 94 w części. „De missa pro defunctis” czytamy w oryginale łacińskim: „quo vero allegant adversarii patres de oblatione pro mortus, scimus veteres loqui de oratione pro mortuis, quam nos non prohibemus, sed applicationem coenae Domini pro mortus ex opere operato improbamus.” tzn : „Jeśli chodzi o to, co przeciwnicy przytaczają z ojców na temat „ofiary za zmarłych” to wiemy, że dawni autorowi mówią o modlitwie za zmarłych, której nie zakazujemy, lecz nie godzimy się na odprawianie Wieczerzy Pańskiej za umarłych na podstawie samego jej dokonania (ex opere operato)…”. Tak, więc w Kościele luterańskim można modlić się za umarłych, msza, czyli nabożeństwo żałobne z Sakramentem Ołtarza (Wieczerzy Pańskiej) może być odprawiana, nawet przy trumnie, ale tylko dla żywych, a nie za umarłych. To nas dzieli od Kościoła Rzymsko – Katolickiego i innych Kościołów katolickich. W ostatnim czasie, mianowicie na wyrażne życzenie wyrażone w testamencie dwóch wybitnych luterańskich biskupów: biskupa prof. dr. Joachima Heubacha, biskupa Schaumburg Lippe, prezydenta Marthin-Luther-Bund w Erlangen i długoletniego przewodniczącego Luterańskiej Konferencji Liturgicznej (LLKD) zmarłego w listopadzie 2000 r., jak również biskupa prof. Dr Chrystiana Zipperta, biskupa w Kassel, zmarłego w sierpniu 2007 r. w Marburgu, ich pogrzeby odbyły się czasie nabożeństw żałobnych z Wieczerzą Pańską, do której przystąpiły zmarłych rodziny i wielu przyjaciół. Wdowa po ks. biskupie dr Joachimie Heubach pani Hildegarda Heubach z Eutin, która opisując nabożeństwo pogrzebowe w kościele św., Michała w Eutin, tak do mnie napisała w Adwencie 2000 r.: „Wielki zbór świętował razem z nami, jeszcze raz razem, Wieczerzę Pańską, a trumna z Achimem (mowa o biskupie – przyp. mój) stała w centrum. W swoim testamencie życzył sobie, aby „Ciało i Krew Jezusa Chrystusa zachowało nas do zycia wiecznego”. To była suma jego wiary i w tej godzinie stał się ona dla nas bardzo bliski.”

Stąd w wielu agendach luterańskich jest przewidziane jest także w nabożeństwie żałobnym Komunia Święta dla umocnienia żywych, zasmuconych rodzin i przewidziana jest następująca prefacja rozpoczynająca liturgię Wieczerzy Pańskiej:

Zaprawdę godną i słuszną, sprawiedliwą i zbawienną jest rzeczą,/  abyśmy Tobie, święty Panie, wszechmogący Ojcze, wiekuisty Boże, / zawsze i na każdym miejscu dziękowali / przez Jezusa Chrystusa naszego Pana. /

Przez Niego, który jest początkiem i końcem wiary, / mamy ufność na dzień sądny /  i  nadzieję pełni chwały. /

albo:

Przez Niego ci, których ogarnia nieunikniona konieczność śmierci, / mają obietnicę życia wiecznego w dzień sądu, / gdy wierzących zbudzi do nowego życia. /

albo:

Jego, bowiem posłałeś światu ku zbawieniu. / Przez Jego śmierć i Jego zmartwychwstanie została zniweczona śmierć nasza. / W Nim też mamy nadzieję zmartwychwstania do życia wiecznego.

Wspólne zakończenie:

Dlatego wysławiamy Cię ze wszystkimi, którzy nas ze znamieniem wiary wyprzedzili do wieczności, / i wraz z nimi uwielbiając  Twój majestat,  tak razem wołamy  (śpiewamy):

REFORMOWANA  NAUKA  O  WIECZERZY  PAŃSKIEJ:

1. Duchowa obecność Chrystusa w chlebie i winie.

Kalwińska naukazostała zbudowana na reformowanym rozumieniu Chrystologii,

które znalazło wyraz w Extra-Calvinisticum.” Podkreśla się tu, że Chrystus jest realnie obecny w Wieczerzy Świętej, ale w Duchu Świętym. Dusza wierzącego podczas Wieczerzy Pańskiej unosi się przez wiarę do nieba, gdzie jest Chrystus, aby połączyć się z Jego uwielbionym Ciałem i Krwią. Wierzący spożywa tylko chleb i wino, które są znakami Ciała i Krwi Chrystusa, ale „dzięki Duchowi Świętemu zostajemy wszczepieni w Jezusa Chrystusa, który w Ciele swoim przebywa teraz w niebiesiech po prawicy Ojca i chce abyśmy Go – jako takiego – wielbili.” (Katechizm Heidelberski). Taką naukę o Wieczerzy Pańskiej wyznają Kościoły Ewangelicko-Reformowane o duchowości kalwińskiej.

Jeśli chodzi o Kościół Anglikański, który czerpie swą teologię z bogactwa teologicznego trzech historycznych Kościołów takich jak: Kościół Rzymsko – Katolicki, Kościół Ewangelicko – Luterański i Kościół Ewangelicko – Reformowany [Kalwiński] to nauka i kult eucharystyczny są nieco skomplikowane, gdyż w tym Kościele występują trzy wyraźne ruchy pobożnościowe i kultowe:

a) Kościół „Wysoki”: w swej teologii i kulcie najbardziej zbliżony do Kościoła Rzymsko – Katolickiego,

b) Kościół „Szeroki”: „przez swój liberalizm, formalnie zachowując tradycyjne sformułowania, praktycznie też zbliżył się do bardzo racjonalistycznego kalwinizmu”,

c) Kościół „Niski”: „pietystyczny, najbardziej uległ wpływom kalwińskim”

Anglikanizm naucza, „iż zewnętrznym znakiem Eucharystii są chleb i wino, które przyjmujemy zgodnie z nakazem Chrystusa. Natomiast darem duchowym są Ciało i Krew Chrystusa, przez Niego rzeczywiście dane i przez wiernych przyjmowane” (nowy Katechizm anglikański). W przeciwieństwie więc do luteranizmu, który nie rozdziela chleba od Ciała Pańskiego i wina od Krwi Pańskiej („w”,”z”,”pod” chlebem i winem obecne jest prawdziwe Ciało i Krew Pańska), anglikanizm mówi o znaku chleba i wina, oraz duchowym Ciele i Krwi Pańskiej.

Kościół Ewangelicko – Metodystyczny wyrósł z Kościoła Anglikańskiego, ale dzięki kontaktom z biskupem „Braci Morawskich” Mikołajem, Ludwikiem Zinzendorfem (pierwsza połowa XVIII wieku) zbliżył się do luteranizmu. Występują tu jednak dwa nurty teologiczne:

a)     Wesleyański metodyzm, który dogmatycznie zbliżony jest do luteranizmu i

b) Withefieldowski metodyzm, o silnym kalwińskim zabarwieniu, o charakterze odbiegającym od tradycyjnej teologii.

„W metodyzmie bardzo ważnym świętem, praktycznie nie ustępującym Wielkiemu Piątkowi, był zawsze Wielki Czwartek. W wygłaszanych w tym dniu kazaniach zawsze podkreślano o Chlebie, który jest Ciałem Chrystusa, i o Winie, które jest Krwią Chrystusa.”

2. Symboliczne  pojmowanie  Wieczerzy Świętej.

Zwingliańskie pojmowanie Komunii Świętej jest symboliczne: chleb i wino

oznaczają tylko Ciało i Krew Chrystusa, są ich symbolem. Chleb i wino są znakami,

symbolami rzeczywistości duchowej, którą jest Jezus Chrystusa ukrzyżowany na Golgocie.

Tę naukę wyznaje większość Kościołów ewangelikalnych powstałych przez tzw. „drugą reformację”. Niektóre Kościoły interpretują ją zupełnie symbolicznie, inne natomiast wyznają, że przyjmują w Wieczerzy Pańskiej samego Chrystusa w postaci widzialnych znaków.

RÓŻNICE WYZNANIOWE W PROTESTANTYZMIE W NAUCE O KOMUNII ŚWIĘTEJ

Z powodu takiego symbolicznego pojmowania nauki o Wieczerzy Pańskiej rozpadła

się jedność Reformacji XVI wieku. Podczas rozmowy Marcina Lutra z Ulrichem Zwinglim zwolenników Marburgu nie doszło do porozumienia właśnie ze względu na naukę o Sakramencie Ołtarza.

W rezultacie Marcin Luter napisał kredą na czarnym blacie stołu: „Hoc est enim Corpus meum” i wstawszy od dysputy nie pożegnał się z Zwinglim mówiąc jedynie: „Wy macie innego ducha!” Wielu zwolenników Zwingliego działających także w Niemczech nazywanych było przez Lutra „Schwermerei” – „Marzyciele”. Na dwa lata przed swoją śmiercią Luter napisał nawet niewielką pracę pt.: „Krótkie wyznanie wiary o świętym sakramencie przeciw marzycielom (koniec września 1544)” Tu nawet zaryzykował Luter tezę, że nagła i tragiczna śmierć Zwingliego pod Kappel kołu Zűrychu, dnia 11 października 1531 r. spowodowana przez tzw. „stronnictwo papistów” (katolickie), była karą za nieuznawanie przez ks. U. Zwingliego, proboszcza w Zűrychu, nauki o realnej obecności Chrystusa w Sakramencie Ołtarza. Mimo to Luter jednak ubolewał (dwie noce nie spał), że Zwingli odszedł w takim grzechu.

EKUMENIZM  A  EUCHARYSTIA

Jak daleko pod tym względem obecnie się zmieniło niech świadczy fakt różnorodnego poglądu na jedność Kościoła w aspekcie jedności Sakramentu Eucharystii nie przeszkadzającego w braterskiej i siostrzanej współpracy różnych Kościołów w powstałym w sierpniu 1948 r. w Amsterdamie ruchu ekumenicznym, do którego 40 lat temu dołączył, choć nie formalnie, także Kościół katolicki.

Obecnie pewne Kościoły (Rzymsko-Katolicki i Prawosławny, a także niektóre Kościoły luterańskie o głębokim luterańskim profilu wyznaniowym, jak: Synod Missouri, Synod Wisconsin w Ameryce, oraz Samodzielny Kościół Ewangelicko – Luterański (SELK) w Niemczech, czy też prawie wszystkie tzw. Kościoły ewangelikalne) uważają, że warunkiem interkomunii jest osiągnięta pełna jedność Kościoła, a inne Kościoły (ewangelicko-unijne, większość luterańskich, anglikańskie, metodystyczne i starokatolickie) uważają, że do pełnej jedności można dojść poprzez interkomunię i intercelebrację.

Sprawa jest, więc otwarta, gdyż nadal nie osiągnięto jeszcze pełnej widzialnej jedności w Eucharystii rozumianej różnie przez różne Kościoły, choć większość europejskich Kościołów ewangelickich (luterańskich, reformowanych i unijnych), Kościół Waldensów i Braci Czeskich (Czeskobraterski Kościół Ewangelicki) przed 35 laty w dniu 16 marca 1973 r. w Leunebergu w Szwajcarii podpisało deklarację tzw. Kościołów reformacyjnych (Konkordia reformatorischer Kirchen in Europa – Leuneberger Konkordia) umożliwiającą wspólnotę komunijną, czyli tzw. wspólnotę ambony i ołtarza, a więc wzajemne uznanie urzędu kościelnego, oraz interkomunię i intercelebrację. Dnia 1 października 1974 r. powstała tzw. Wspólnota Kościołów Ewangelickich zwana Leuenberską Wspólnotą Kościołów, która w roku 2003 zmieniła nazwę na Wspólnota Kościołów Ewangelickich w Europie. Dnia 1 stycznia 1997 r. do tej wspólnoty przystąpiło 7 Kościołów Metodystycznych. Obecnie liczy ona 105 Kościołów Członkowskich, w tym kilka południowoamerykańskich (Konkordia dostępna jest w internecie na: www.leuneberg.net).

Jest to tzw. „jedność Kościołów w pojednanej różnorodności.”

Natomiast nordyckie (skandynawskie) i nadbałtyckie Kościoły luterańskie, oraz Kościół Anglikański (Wspólnota Anglikańska) w Wielkiej Brytanii i Irlandii podpisały w XIV wiecznej fińskiej miejscowości Porvoo (po szwedzku: Borgå, 50 km. na wschód od Helsinek), szwedzkojęzycznej diecezji luterańskiej powstałej 1 grudnia 1923 r.(szósty biskup od r. 2006), dnia 29 czerwca 1995 r., gdy 5. Biskupem Diecezji Porvoo był Erik Vikström (1983-2006)  „Deklarację z Porvoo” w sprawie wzajemnego uznania urzędu duchownego (wspólne święcenia biskupie, nieprzerwana sukcesja apostolska) i Komunii Świętej, a więc pełną wspólnotę kościelną.                                               (Ks. Jan Gross, Wielkanoc 2008)

LITERATURA:

1. Confession Augustana – III. 2004: Leben aus Gottes Sakramenten, Freude am Heiligen Abendmahl, Neuendettelsau 2004.

2. Das Abendmahl, EKD, Gütersloh 2003.

3. Marcin Luter: Krótkie wyznanie o świętym sakramencie przeciw marzycielom, przekład, wprowadzenie i komentarz Mateusz Osęka, Warszawa 2007.

4. Karol Karski [prof., dr hab.]: Symbolika – Zarys wiedzy o Kościołach w Wspólnotach Chrześcijańskich, CHAT Warszawa 1994.

5. Ks. dr Andrzej Wantuła: Porządek Kościelny Wacława Adama – Początki organizacji Kościoła Ewangelickiego na Śląsku Cieszyńskim, odbitka Ewangelickiego „Rocznika Teologicznego”, Warszawa 1937.

6. Księgi Wyznaniowe Kościoła Luterańskiego, Wydawnictwo „Augustyna”, Bielsko – Biała 1999.

 
 

CZY LUTERANIE MOGĄ MODLIĆ SIĘ ZA UMARŁYCH?

01 lut


To pytanie stawia często wielu ewangelików – luteran, ale także bracia i siostry innych konfesji. W Biblii nie ma takiego zakazu, ani nakazu.

Ale w jednej w niekanonicznych ksiąg biblijnych, które nie weszły do protestanckiego kanonu Biblii, ale o których ks. dr Marcin Luter powiada, ze można z pożytkiem czytać, które były w ewangelickich wydaniach Biblii i dzisiaj znowu do nich wracają jako „dodatek” jest  na ten temat jest jasna wypowiedz. Mianowicie czytamy w Księdze Machabejskiej w rozdziale 2 i w wierszach 12, oraz od 43 do 46 takie słowa:

„A tak świętą i zbawienną jest rzeczą modlić się za umarłych, aby byli od grzechów rozwiązani.”

Słowa te poprzedza tekst, który mówi o dzielnym mężu imieniem Judas, który zarządził składkę, aby za te pieniądze złożono ofiarę w Jerozolimie za grzechy zmarłych, którzy zginęli na wojnie, nie porzucając jednocześnie myśli i nadziei o  ich zmartwychwstaniu.

Kościół katolicki uznał, że taką ofiarą za grzechy żywych, ale i umarłych jest Eucharystia – Wieczerza Pańska, którą w sposób bezkrwawy składa kapłan we mszy świętej.

Tego nie zaakceptowała Reformacja XVI wieku. Dlatego tej sprawie jasno i wyraźnie poświęcono artykuł w Apologii Konfesji Augsburskiej, czyli w Obronie Wyznania Augsburskiego, artykuł „O mszy za umarłych” (polskie wydanie str. 311, czeskie wydanie str. 249). Są tu zawarte słowa, które z punktu widzenia luterańskiego problem zupełnie rozwiązują:

… scimus veteres loqui de oratione pro mortuis…”, co znaczy po polsku: „To wiemy, że dawni autorowie mówią o modlitwie za umarłych, KTÓREJ NIE ZAKAZUJEMY, lecz nie godzimy się na odprawianie Wieczerzy Pańskiej ZA umarłych na podstawie samego jej dokonania (ex opere operato)”.

Wśród naszych wiernych istnieje nieraz pewne nieporozumienie dotyczące modlitwy za umarłych. Cos innego bowiem jest modlić się za umarłych, a cos innego sprawować mszę jako ofiarę przebłagalną z Ciała i Krwi Pańskiej za dusze umarłych.

Luteranizm powiada więc: jest dozwolone modlić się za umarłych i jest niedozwolone za nich składać we mszy św. Ofiarę z Ciała i Krwi Pańskiej. Jest tu wielka różnica pomiędzy jednym a drugim

Dlaczego miałbym jednak zapomnieć w modlitwie zarówno dziękczynnej, jak i błagalnej o kimś kto był mi drogi i bliski, kogo kochałem, kto tak wiele w życiu uczynił dla mnie. Dlaczego miałbym w modlitwie zapomnieć za tych, którzy nagle odeszli z tego świata, którzy zginęli w wypadkach i katastrofach? Jeśli za nich modliłem się za zycia, dlaczego miałbym o nich zapomnieć gdy z tego świata już odeszli? Tymbardziej jeśli księgi wyznaniowe luteranizmu, które są dla nas „kluczem” do lepszego zrozumienia Pisma Świętego, tego nam nie zakazują?

Księgi wyznaniowe luteranizmu zakazują po prostu nie modlitwy za umarłych, lecz składania za nich ofiary mszy św. Dlatego luteranie nie powinni pozwalać, aby za nich po ich śmierci, lub za innych umarłych luteran odprawiano mszę św. Katolicką. Bo taka myśl jest obca duchowi luterańskiemu, gdyż jedyna ofiarę, która nigdy nie może być powtórzona w sposób bezkrwawy, jest krwawa ofiara Pana Jezusa na krzyżu Golgoty za nasze grzechy. Kto tą ofiarę za życia przyjmował, ten i po śmierci będzie zbawiony, jak mówi Apostoł Paweł do zboru w Tesalonikach: „A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei.” (1 Ts 4,13)

Ofiara, którą Pan Jezus złożył na krzyżu Golgoty jest ofiarą za żywych  i dla żywych. Dlatego luteranizm nie wyklucza w czasie pogrzebu sprawowania Komunii Świętej dla żywych, dla tych, którzy pozostali, którzy są zasmuceni, którzy potrzebują umocnienia i pocieszenia.

Dwaj wielcy luteranie, którzy żyli na przełomie XX i XXI wieku, a więc w naszych czasach, mieli to pragnienie, aby w czasie ich pogrzebów, odbyła się Eucharystia dla ich rodzin, wokół ich trumien. Mieli to życzenie aby „Kościół ziemski” połączył się z „Kościołem niebiańskim” w wielkim uwielbieniu majestatu Bożego: „Święty, święty, święty…”

Byli to: ks. biskup prof. dr Joachim Heubach (zm. 29 X 2000 r. w Fissau / Eutin), biskup Kościoła Krajowego Schaumburg   – Lippe, oraz przewodniczący Luterańskiej Konferencji Liturgicznej Niemiec i później prezydent Martin-Luther-Bund (Związku Marcina Lutra) w Erlangen, oraz ks. biskup prof. dr Christian Zippert (zm. 15 VIII 2007 r. w Marburgu), członek i „starszy” Bractwa Archanioła Michała, Luterańskiej Konferencji Liturgicznej Niemiec i biskup Kościoła Krajowego w Kassel.

Tak wspominała małżonka biskupa J. Heubacha, pani Hildegarda Heubach w liście do przyjaciół z dnia 12  grudnia 2000 r. o pogrzebie swego męża:

„ … Było to piękne nabożeństwo (pogrzebowe), które mogliśmy przeżyć w Eutin w kościele św. Michała. Wielkie zgromadzenie zborowe, które jeszcze raz razem z nami świętowało Wieczerzę Świętą, podczas której trumna z Achimem stała w centrum. Taka bowiem była suma jego nauki…” Tego życzył sobie w swoim testamencie, gdyż „Ciało i Krew Jezusa Chrystusa strzeże nas do życia wiecznego.”

A o pogrzebie biskupa Christiana Zipperta czytamy, że odbył się w niedzielę, dnia 19 sierpnia 2007 r. w  ogromnym kościele św. Elżbiety w Marburgu i zgodnie z jego testamentem żona rodem z Katowic, dzieci i rodzina, oraz wielu przyjaciół i wiernych przystąpiło w czasie pogrzebu do Komunii Świętej.

Tak więc Sakrament Ołtarza sprawowany w Kościele Luterańskim w czasie pogrzebu jest posileniem dla zasmuconych, a nie ofiarą za zmarłego. Tu teologia luterańska i katolicka różnią się zasadniczo.

Komunii Św. jako posilenia dla żywych Kościół nasz nie odmawia  pozostałej rodzinie. Dlatego też przy wspomnieniach umarłych po 40 dniach (6 tygodniach), po roku lub po roku liczonym od 6 tygodni po pogrzebie, czyli roku i 6 tygodniach, często wspominający swoich zmarłych dla swego posilenia duchowego przystępują do Sakramentu Ołtarza.

Także w naszych Agendach pogrzebowych i śpiewnikach kościelnych [ŚE 901-955} znajduje się wiele modlitw i pieśni za tych, którzy odeszli. Są to niekiedy modlitwy dziękczynne za ich życie, ale też i modlitwy przyczynne o ich zbawienie.

„Wspomnijcie wraz w swych modłach nas, przed Panem chcemy wspomnieć was”. [ŚE 955]

[Opracował ks. Jan Gross]